niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 41. Urodziny Carlosa tuż, tuż..



Never let you go.
Biegłam, ciągle biegłam. Brzuch mnie niemiłosiernie bolał, a ja , całkowicie zapłakana nie chciałam widzieć się z Jamesem. W tym momencie nie może dowiedzieć się o ciąży. To zbyt ważna sprawa, jego kariera może stanąć pod wielkim znakiem zapytania.
-CLAUDIA!- krzyczał Maslow i… Biegł. Vivienne siedziała mu na karku i próbowała go spowolnić i dać mi więcej czasu do ucieczki. Nagle potknęłam się i upadłam. Strasznie rozbolał mnie brzuch , ale nie dawałam po sobie poznać. Wreszcie weszłam do jakiegoś pubu i … Straciłam z pola widzenia Jamesa. Zamówiłam herbatę i usiadłam przy wolnym stoliku. Kelner przyniósł mi zamówienie, a ja smakując napoju patrzyłam przez szybę. Zaczął padać deszcz, a ja bacznie obserwowałam spływające po szybie krople wody. Zapłaciłam i wyszłam z lokalu. Kierowałam się w stronę mieszkania ciotki. Deszcz opatulał moje ciało, przez co byłam cała mokra. Kopałam kamyczek napotkany na drodze i … Płakałam. Dlaczego to musiało spotkać właśnie mnie? Dlaczego James nie mógł się zakochać  w innej dziewczynie, tylko we mnie? I do tego… Jestem w ciąży! Przed 18 rokiem życia… Gdybym wróciła do Polski, kraj ten mówiłby o tym, że puściłam się z gwiazdą, a teraz wróciłam i płaczę… Tak, to właśnie nasz zasrany kraj, z którego tak bardzo chciałam uciec od dzieciństwa. Myślałam, że sława będzie miała wiele plusów, ale … Co okazuje się, ma też wiele minusów. Ojczyzna śledzi mnie na każdym kroku , więc to, że wracam do Polski z brzuchem byłoby niezłą przynętą na paparazzi. Tego chcę uniknąć, dlatego zostaję u ciotki. Brzuch zaczął boleć mnie coraz bardziej. Myślałam, że mi przejdzie, ale niestety tak nie było. Postanowiłam wstąpić do lekarza i się zbadać.
Będąc na recepcji ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Nie wiedziałam o co im chodzi. Spojrzałam na siebie i nie dostrzegłam czegoś dziwnego. Zasiadłam więc na krześle w poczekalni i czekałam na swoją kolej. Wreszcie lekarz zaprosił mnie do gabinetu, a ja posłusznie weszłam.

Siedziałam w salonie i piłam jakieś gorzkie zioła. Ciotka została wezwana do przychodni, bo lekarz bał się puścić mnie samą do domu.
-Już jest okej?- spytała, a ja przytaknęłam.
-Muszę to pić?!- zapytałam, wykręcając się w grymas.
-Niestety! Mogłaś się nie przewracać! Dobrze, że dziecku nic nie jest!- warknęła i zmierzyła mnie wzrokiem z góry na dół.
-Dobrze, dobrze.- westchnęłam. Dochodziła 22 i wraz z ciocią oglądałyśmy „Ostry Dyżur” . Kobieta poroniła dziecko i przez to, jej mąż ją zostawił. Po policzku spłynęły łzy.
-Co jest?- spytała kobieta i usiadła obok. Przytuliła mnie i zaczęła głaskać po głowie.
-Nic.. Po prostu.. Kocham strasznie Jamesa i boli mnie to, że nie wie, że zostanie ojcem. Robię to dla jego dobra! Dlaczego dobro musi być złe? Oho! Włączają mi się rozkminy! – westchnęłam i otarłam łzy. Chrzestna nic nie powiedziała, tylko przytuliła mnie mocniej do swojej piersi i cmoknęła w czubek głowy.
-Czasem warto jednak zaryzykować i zrobić ten głupi krok! Nie powinnam ci tak mówić, ale.. Nie oszukujmy się! Kto nie popełnia błędów? Nikt nie jest idealny i każdy płaci za swoje grzechy! Spróbuj mu o tym powiedzieć, a nie przekreślaj tego na starcie. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz.- mówiła, a następnie wstała z kanapy. Wyszła z pomieszczenia i zostawiła mnie zupełnie rozkojarzoną. Myślami byłam już przy Jamesie. Przytulałam go i mówiłam, jak bardzo jest dla mnie ważny. W rzeczywistości leżałam przykryta starym kocem, pijąc jakieś obrzydliwe zioła i oglądając lekarzy, którzy rozkrajają innych w pół. Śmieszne..- pomyślałam, a następnie dopijając lekarstwo położyłam się na kanapie. Zasnęłam…
Następnego dnia obudziłam się i nie za bardzo kontaktowałam. Cały dzień chodziłam lekko zamulona, nic do mnie nie docierało, a gdy ciotka chciała ze mną porozmawiać, musiała się powtórzyć co najmniej 3 razy, żebym wreszcie jakoś zrozumiała to, o czym ona do mnie mówi. Zmęczona tym wszystkim znów się położyłam do łóżka. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z domu. Tylko ja i te cztery kąty, w których teraz spędzam jak najwięcej się da.
14 sierpnia.
Jutro są urodziny Carlosa. Pomyślałam, że może mogłabym mu jakiś prezent zorganizować? Powrócę na ten jeden dzień do L.A ? Może… Najpierw muszę się upewnić, że nie ma tam Jamesa. Zadzwoniłam do Anity. Ta szybko odebrała telefon.
-Co się dzieje? Nie mogę zbytnio rozmawiać, bo szykujemy z Niną i Asią salę na urodziny Carlita.- mówiła szybko dziewczyna.
-Jest tam James? W sensie, że w L.A? – spytałam nie przedłużając.
-Nie. W Nowym Yorku jest ciągle.
-Do zobaczenia.- rzuciłam nie przedłużając i zaczęłam się pakować. Jadę tam na dwa dni i ani jeden dzień dłużej. Jest ranek i może będą jakieś wolne linie lotnicze, którymi będę mogła tam dotrzeć? Módlmy się, żeby były.
-Ciociu jadę na dwa dni do L.A , bo Carlos ma urodziny. Chciałabym być przy nim, bo to mój dobry przyjaciel.- oznajmiłam.
-Okej, ale co z transportem?- spytała, a ja wywróciłam oczami.
-O mnie się nie martw, o mnie się nie martw! Ja sobie radę dam! – zaczęłam śpiewać piosenkę Anny Jantar. Chrzestna tylko poklepała mnie po ramieniu i posłała mi ciepły uśmiech. Zostawiłam ją w kuchni samą i chwyciłam torbę, która była już zapakowana.
-To ja jadę! Do zobaczenia za dwa dni!- krzyknęłam i wyszłam z domu. Rozejrzałam się, czy aby James mnie nie widzi i … Złapałam pierwszą, lepszą taksówkę. Wsiadłam do niej i czekałam, aż dojedziemy na lotnisko.
Tam znalazłam jakiś samolot, linia lotnicza miała na swoim koncie jakieś problemy, ale dla mnie liczyło się to, żeby jak najszybciej dotrzeć do L.A. !
Lot się dłużył, a pilot poinformował nas, że lądujemy awaryjnie w jakimś miasteczku oddalonym 40 km od L.A. Jeszcze tego brakowało…
Na lotnisku czekał na nas autobus, który zawiezie nas do Los Angeles. Wsiadłam do niego i zobaczyłam..
-Nie no proszę! – westchnęłam czując, jak jakiś kamień miażdży mój żołądek.
-Claudia?- spytał James i przesunął się tak, abym usiadła obok niego. Moje niedoczekanie. Siadłam obok jakiejś dziewczyny. Na oko wyglądała na 18 lat. Od razu mnie zaprosiła obok siebie. Wydawała się być sympatyczną osóbką.  Obok siedział jakiś chłopak, nadpobudliwy chłopak… Zapowiada się długa podróż.  
Na iPodzie słuchałam właśnie „Worldwide”, a dziewczyna wyjęła mi słuchawkę i zobaczyła czego słucham.
-Dobre to! – przyznała wczuwając się w piosenkę. – Kto to śpiewa? – spytała.
-Big Time Rush.- odpowiedziałam cicho.
-Masz jeszcze jakieś ich piosenki? – dopytywała, a ja podałam jej urządzenie, na którym miałam każdą ich piosenkę.
-Woow. Dużo tego.- przyznała. Zauważyłam, jak Maslow zaczyna rozglądać się po autobusie. Widząc wolne miejsce obok mnie przesiadł się.
-Mogę?- spytał chłopaka, a ten widocznie go znał i nie odpowiadając patrzył się na niego jak na ducha i przesunął się na miejsce obok. Ze żwawego chłopaka, stał się pokornym, cichutkim chłopczykiem.
-Claudia proszę cię… Możemy porozmawiać?- nie zwracałam na niego uwagi. Dziewczyna obok wyszła z playlisty i zobaczyła tapetę.
-Zaraz, chwila moment. To nie jest ten z tego zespołu od tej piosenki?- czy ona musi zadawać tyle pytań? Nie może siedzieć cicho?!- pomyślałam zażenowana.
-Od jakiej? – teraz James spojrzał na nią. Mogłam wreszcie, ale tylko na moment odetchnąć z ulgą.
-Szła ona tak… - i zaczęła śpiewać, a chłopak dołączył się.
-Boże, przecież to ty! Mogę prosić o autograf?- spytała wyjmując zeszyt. Wtedy ten spokojny chłopak się odezwał.
-Mogę też sobie wziąć kartkę ?- dziewczyna się zgodziła. Maslow rozdał dwa autografy ze specjalnymi dedykacjami i spojrzał na mnie.
-Posłuchaj.. Ale proszę cię, posłuchaj..- zaczął i spojrzał mi w oczy. –Wtedy… Z Halston.. Może to zabrzmi jak typowa wymówka, ale… Ona naprawdę się  mnie rzuciła. Miała mi pomóc ze specjalnym wieczorem, który organizowałem dla ciebie, ale niestety tego nie zrobiła. Starała się mnie uwieść..
-Jakim specjalnym wieczorem?- spytałam nie za bardzo rozumiejąc.
-Chciałem.. No .. Ja tego… Chciałem..- pierwszy raz w życiu widziałam tak zawstydzonego Jamesa. –Chciałem ci się oświadczyć no! – powiedział wreszcie. Złapał mnie za rękę i patrzył mi w oczy.
-No jakoś ci nie wierzę.. – rzekłam. Taką wymówkę to na poczekaniu mogę wymyślić. Wtedy chłopak wyjął pudełeczko z kieszeni.
-Noszę go od tamtej pory cały czas przy sobie. Może to dla ciebie nie jest „poważny związek” , bo uważasz, że do tego nie dorosłem, ale się mylisz. Kocham cię jak jakiś naiwniak! Wskoczyłbym dla ciebie w ogień! Odciąłbym sobie genitalia, gdybyś tego sobie zażyczyła. Kocham cię i tyle! I nie wiem, co bym sobie zrobił, gdybym cię stracił na zawsze! – nie mogłam w to uwierzyć. Łzy płynęły mi strumieniami. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam puste miejsca. Przesiadłam się tam i położyłam się na fotelu. Zaczęłam płakać i zwijać się w kłębek.  Nagle, zasnęłam…
Ktoś zaczął mnie budzić, gdy byliśmy już na miejscu. Był to James..
-Wstawaj.. Dojechaliśmy..- powiedział i podał mi rękę. Wstając coś bardzo ukuło mnie w brzuchu. Pierwszy raz poczułam, jak płód się we mnie rusza… Syknęłam z bólu i usiadłam z powrotem na fotelu.
-Claudia co jest? – spytał wystraszony Maslow.
-Nie, nic! Zaraz mi przejdzie!- dalej grałam przed nim tą samą Klaudię, którą byłam kiedyś. Ból narastał. Nie mogłam się ruszyć, bo każde drgnienie ciała powodowało podwojone boleści.
-W torebce mam lekarstwo. Podaj mi je, proszę.- szepnęłam zaciskając sobie podbrzusze. Ten pobiegł po leki i wrócił razem z nimi. Kierowca bacznie obserwował zajście i wreszcie zapytał:
-Zadzwonić na pogotowie?- zaprzeczyłam ruchem głowy. Maslow wziął mnie na ręce i wyniósł na dwór. Położył na ławeczce i z lękiem w oczach patrzył na mnie.
-Jesteś cała blada. Nie mogę tego tak zostawić. Jedziemy do szpitala.- mówił, a ja nadal się buntowałam. Jeśli on pojedzie ze mną tam, wtedy się wyda, że jestem w ciąży. Dlatego… Postanowiłam grać…
-Zaraz mi przejdzie. – złapałam jeden wielki oddech, a następnie kilka płytkich. Tak, jak myślałam! Ból zaczął mijać.
-Już dobrze?- spytał z nadzieją w głosie. Usiadłam już normalnie i popatrzyłam na niego.
-Tak, już dobrze.- rzekłam i odgarnęłam kosmyk włosów za ucho. Przetarłam załzawione oczy i pomyślałam : Czemu by mu nie dać kolejnej szansy? Do trzech razy sztuka!
- To, co mówiłeś w autobusie, to serio?- zapytałam. Ten tylko z lekkim uśmiechem na twarzy przytaknął. 
-Wiesz, że jesteś bardzo słodki?- zaśmiałam się, a on podniósł się i podał mi ręce.
-To jak? Robimy im niespodziankę, czy wiedzą, że przyjeżdżasz?- spytał Maslow .
- Niespodzianka. Ale będzie to podwójna niespodzianka, bo wracam z tobą. –zaśmiałam się. Zamówiliśmy taksówkę, a po chwili byliśmy już na miejscu.
-Haj, hej, heloł! – zawołałam wchodząc bez pukania do mieszkania. Na mój głos cała trójka pojawiła się na korytarzu.
-KLAUDIA!! JAMES!!- zawołali chłopacy i podbiegli do mnie. Przytulili mnie mocno i przywitali się z Jamesem.
- Dziewczyny gdzie?- spytałam i od razu spojrzałam na Logana, który lubi robić dziwne miny. Teraz zacisnął zęby i oczami pokazał na Carlosa. Zrobił tzw. „wytrzeszcz” jak kto z „co ja paczę”.
-Ahha.-powiedziałam z wielkim uśmiechem.
-A wy tego no…- zaczął Kendall.
-Nie, my nie jesteśmy razem.- wyprzedziłam od razu z powagą na twarzy.
- I wszystko jasne..- burknął James. Zrobiło mi się go żal.. 
_______________
Soooł słiit ^^ Dziękuję za komentarze, dziękuję Emily za obronę mnie, gdy anonim wyraził swoją opinię na mój temat. (ah te anonimy, uwaga, bo mnie to ruszy). Aby tego nie roztrząsać usunęłam komentarz i ... Jestem pod wielkim i miłym zaskoczeniem! 17 komów to dla mnie bardzo dużo i dziękuję za nie. :') Jesteście wielcy. <3
Co do rozdziału to.. Pisałam go dwa razy. Nie spodziewajcie się na razie cudów, bo mam inne plany, niż sobie możecie myśleć. Zaskoczę Was! Obiecuję. :*
Zaraz dodam bohaterów do zakładki z BOHATEROWIE. Uprzedzam iż kolejny rozdział znów nie wiem za ile się pojawi, ponieważ wyjeżdżam znów jutro na tydzień. Miejmy nadzieję, że będę mogła pisać i jak napiszę, to na pewno wstawię to w ciągu tygodnia. :)
Chciałabym też Was poinformować, że chyba założę kolejnego bloga. Dzięki książce "Pamiętnik Narkomanki" oraz "5o twarzy Grey'a" i filmowi "Spring Breakres" naszła mnie bardzo wena i mam pełno pomysłów. Zatem... Do usłyszenia niebawem , a ja teraz zabieram się za bohaterów. <3
Buziaki <3

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 40. Nowy York part 2.

This is love.
 Wstąpiłem do kawiarni i tam zobaczyłem dziewczynę, która była zniewalająco podobna do Claudii. Podszedłem do lady i zamówiłem kawę. Dziewczyna ciągle siedziała do mnie plecami, dlatego też nie miałem tej pewności, czy to ona. Moja ciekawość zatriumfowała! Wstałem od stolika i szybkim tempem podążyłem w stronę owej dziewczyny. Położyłem rękę, na jej ramieniu i szepnąłem "Claudia". Wtem kobieta odwróciła się i zrobiła bardzo duże oczy.
-Przepraszam, pomyłka. - powiedziała i zrzuciła moją rękę. Zrezygnowany wróciłem do stolika i wypiłem szybko napój. Wszędzie ją widzę. Jak tak dalej pójdzie, to przez nią zwariuję! 
Po powrocie do domu poszedłem  do dziadka, który siedział na ganku i czytał gazetę. Zasiadłem obok niego i zmarnowany spuściłem głowę w dół.
-Co się stało?- spytał chropowatym głosem.
-Co ja mam robić?! Zwariuję zaraz ! - mówiłem..
-Stop. Wytłumacz mi od początku, co się dzieje.Chodzi o tą polkę, Claudię?- wypytywał, a ja przytaknąłem.
-Ah... No bo to polka. One nam tak mieszają w głowach... Kiedyś sam byłem w związku z taką Kariną! To była sztuka! Mówiłem do niej Katerina. - zaczął wspominać staruszek, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.
-Na prawdę ją kocham. Wiem, może jestem nie dojrzały co do takich poważnych związków, ale dla niej mogę zrezygnować ze wszystkiego, byle żeby ze mną była. Ona.. Daje mi powody do życia. Jak się budzę, pomyślę o niej, już pojawia mi się uśmiech. Gdy jestem padnięty, a mam właśnie koncert, pomyślę o niej i już świat staje się piękniejszy. Ja nie wiem.. Co się ze mną dzieje, że ja ją tak krzywdzę? Nie chcę tego! Chcę znowu być tym samym, beztroskim chłopakiem, który ma naście lat i może robić wszystko. - otarłem szybko łzę, która spłynęła mi po policzku. 
-James.. Jeśli ją kochasz, to teraz ją znajdź. Zrób wszystko, żeby cię wysłuchała. Powiedz jej, jak bardzo ważna jest dla ciebie ! Nie możesz tak po prostu tego zostawić i się użalać nad sobą! Chłopie! Jesteś z rodu MASLOW! Masz kurde wstać, powiedzieć , że potrafisz i nie dać się! Chwytaj dziewuchę, póki jeszcze nie uciekła, bo .... Potem może być już za późno!- rzekł dziadek i klepnął mnie po ramieniu. 
-Masz rację... Wracam do L.A i ... poproszę o pomoc przyjaciół. Jesteś wielki! Dziękuję .- zawołałem i przytuliłem go mocno.
-Nie ma za co wnusiu. Jak będzie za późno, to sklepie ci tyłek! Zobaczysz!- pogroził, a ja nie czekając ani chwili dłużej pobiegłem pakować swoje rzeczy. Poczułem, jakbym naładował baterię! Jestem James Maslow! Znajdę ją! - pomyślałem.
~ Oczami Claudii ~ 
Właśnie szłam spacerkiem do kafejki. Ciągle rozmawiałam z Anitą. Kopałam kamyczki i spoglądałam co jakiś czas przed siebie.
-Boże, ale ta piosenka jest niesamowita!- mówiła podekscytowana przyjaciółka.
-Dziękuję. Starałam się wymyślić jakiś fajny.- westchnęłam i szłam dalej. 
-Claudia...
-Co?
-Wróć do Jamesa... Ja, twoja przyjaciółka, która zawsze popierała twoje zdanie i decyzję, teraz ci to mówię. Musisz wrócić do niego. On teraz jest u dziadków,bo musiał od tego wszystkiego odpocząć i poukładać wszystko na nowo.
-Chwila, stop! Gdzie u dziadków?!- wrzasnęłam wystraszona.
-W ... O kurde! Zapomniałam ci powiedzieć. W NOWYM YORKU!- zawołała do słuchawki, a ja się rozłączyłam. Włożyłam komórkę do kieszeni i spojrzałam bacznie przed siebie. Potem odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę domu. Mijałam kolejno uliczki, byłam już strasznie zmęczona, nagle, przy jednym z zakrętów wpadłam na ...
-Claudia!?- wrzasnął Maslow, a ja nie wiedząc co robić, zaczęłam biec dalej. "Jeszcze kawałek! Claudia, dasz radę!'' <- mówiłam sobie i biegłam dalej. Nie mogłam w tym momencie wrócić do domu, bo on mógłby mnie śledzić. Obejrzałam się za siebie, czy biegnie, ale widziałam to... Pruł przed siebie jak rakieta, mijał przechodniów, przeskakiwał ławeczki , byle, żeby mnie dogonić. Nagle ktoś wciągnął mnie do ślepego zaułka tuż , za zakrętem. 
-Claudia Piwkowska? Tak. Miło mi, jestem Vivienne Gilbert. Słyszałam twoją piosenkę z Bieberem i teraz nową "Come and get it" ! A teraz... Przed kim uciekasz?- spytała, a ja patrzyłam na nią wielkimi oczami.
-Chłopak, z którym zerwałam, mnie goni, ale nie , że chce mi coś zrobić. Po prostu nie chcę z nim rozmawiać. - powiedziałam zdyszana, ledwo łapiąc oddech. Dziewczyna, o szczupłej posturze, zarzuciła swoimi długimi, ciemnymi włosami i uśmiechnęła się do mnie.
-A jak się nazywa twój chłopak?- dopytywała się. Westchnęłam ciężko i wyjrzałam spod rogu, czy aby tutaj nie idzie. Widziałam go.. Całkowicie roztrzęsionego, zdyszanego, zdenerwowanego, ale zarazem załamanego. Chciałabym do niego teraz podejść, powiedzieć mu wszystko i rzucić mu się na szyję z tekstem " i że cię nie opuszczę..." 
-James..- szepnęłam, a ona uśmiechnęła się. 
-James kojarzy mi się z Bondem i Maslow'em z Big Time Rush. Kocham ten zespół.- westchnęła, a ja odwróciłam się do niej twarzą.
-Chodzę z Maslow'em. Spójrz, ale nie piszcz.- szarpnęłam ją za rękaw, a ona spojrzała w stronę ławeczki, gdzie siedział załamany mężczyzna.
-Pojebało cię doszczętnie?!- warknęła i usiadła obok mnie. -Wiesz co ty robisz?! A ... Wróć.. Widziałam cię w gazecie. Od dłuższego czasu królujesz z Maslowem na okładkach. - przyznała nowo poznana dziewczyna, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Mam traktować to jako komplement, czy raczej mam się bać?- spytałam, a Vivienne się roześmiała.
-Komplement. Wierz mi ! Nie jedna dziewczyna zabiłaby się o twoje miejsce.. James, okładka, duet z Bieberem i kariera solo się rozkręca! - rzekła i podniosła się z brudnego betonu.
-Super. - podniosłam się i otrzepałam spodnie z piachu.
-A czemu przed nim uciekasz?- dziewczyna dopytywała się wszystkich szczegółów, ale chyba chciała pomóc.
-Długa historia.- przyznałam, a ona spojrzała na mnie i zerknęła na siedzącego chłopaka. 
-Widząc jego, to sądzę, że mamy dużo czasu do rozmowy.- usiadła po turecku przede mną i patrzyła wyczekująco na mnie.
-Zacznijmy od początku. Byłam, jak i nadal jestem, ogromną fanką Big Time Rush. Moje życie opierało się na pisaniu o nich opowiadań i dowiadywania się nowych rzeczy. Cóż...Polska, to kraj, do którego gwiazdy się nie spieszą i dlatego rozpaczałam z przyjaciółkami, że nigdy nie zobaczę BTR na żywo. Pewnego ranka budzę się i widzę, że mają dawać koncert... To był dla mnie szok!- mówiłam, przy każdym wspomnieniu nabierając więcej powietrza. Tyle wspomnień z Jamesem...
-Woow! Ale ty masz szczęście.. - przyznała z szeroko otwartą buzią. 
-Ale to nie wszystko. Jest jeszcze coś, o czym wiele, na prawdę wiele osób nie wie... Między innymi taka, że...- przerwałam na moment i położyłam ręce na brzuchu. -Jestem w ciąży. - dodałam. Wtedy Gilbert się przewróciła na bok. 
-What the fuck?!- krzyknęła,a ja zatkałam zaraz jej usta.
-Uspokój się! - wrzasnęłam, a wtedy zobaczyłam duży cień przed sobą. Wiedziałam, że ktoś za mną stoi.
-Błagam, Claudia, nie uciekaj.- usłyszałam głos Jamesa. "Klaudia, trzymaj się. Nie rozpłacz się, nie wybuchnij.." <-mówiłam sobie i wstałam na proste nogi. Nie odwróciłam się do niego przodem. Dalej stałam tyłem.
-James proszę... Nie utrudniaj nam tego.- mówiłam wolno, przy tym zaciskając ręce w pięść.
-Błagam..- jego głos zaczął się łamać. Odchrząknął i kontynuował. Złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzał mi głęboko w oczy, a następnie gwałtownie zbliżył swoją twarz do mojej. Nasze usta dzieliły milimetry.
-Zrozum, że jesteś tą, którą kocham. Nie chcę żadnej innej,tylko ciebie, Claudia..- szepnął i mnie pocałował. Po policzkach spływały łzy, a on.. On po prostu kierował mną, jak jakąś lalką, kukiełką...
Oderwałam się od niego, a Vivienne pokazała jednoznacznie, żebym uciekała, ona go zatrzyma.
______________________
I oto rozdział 40. (wooow) Szybko leci ten czas, ale wiecie co Wam powiem?
KONKURS!: D
ahah ^^
Nie mogłam się zdecydować, która ma wygrać, dlatego też wygrywają obie! :D Emily oraz Vivienne ! Że miałam kontakt osobisty z Vivienne , to wplątałam ją do rozdziału już teraz, a pod tym postem proszę Emily, aby wysłała 3 zdjęcia swojej bohaterki, opisała się i jak ma się nazywać. :)
Dziękuję serdecznie wszystkim za udział w konkursie :*
PRZERWA.
A więc... Wyjeżdżam na dość długo... Najpierw babcia, powrót w sobotę, potem Kraków, niedziela, a od poniedziałku za tydz. ciocia i nie wiadomo kiedy powrót...  ;C Więc... Wiadomo tyle, że dostępu do neta nie będę miała u babci, więc żegnamy się do soboty. <3 Natomiast wrócę i dodaję rozdziały, które napiszę u babci ( nie spodziewajcie się cudów xD). Mam nadzieję, (ale ze mnie egoistkaa -,-) , że będziecie tęsknić. <3
Tymczasem papa <3 Gorących wakacji <3

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 39. Love Somebody

Czytaj przy : *KLIK*  
 ______________________________________
Kul­tu­ra roz­sta­nia : nie mu­sisz mieć o mnie dob­rych wspom­nień, ale nie za­pomi­naj, że te­lewi­zor na­leży do mnie, dy­wan też za­bieram, łyżki też są moje.  
 ~ Oczami Jamesa ~
Siedzę od kilku dni, sam, w domu. Nie wychodzę z chłopakami nigdzie, nie dzwonię do nich, nie rozmawiam z ludźmi. Siedzę na kanapie w salonie razem z Fox'em. Nie ćwiczymy z chłopakami piosenek, ani choreografii. Nie wiem, jak tak dłużej pociągnę. Potrzebuję Claudii jak nikogo innego. Jest dla mnie bardzo ważna. Dziwne... Nigdy nie przypuszczałem, że mogę zakochać się w swojej fance. Szaleństwo.. Być raz w jednym kraju, poznać jakąś dziewczynę i się w niej zakochać.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zerwałem się, aby je otworzyć.
-SIEMAAAAAAA! - krzyknęli wszyscy. Wywróciłem oczami i widząc alkohol w dłoniach kumpli powiedziałem, że nie będę z nimi nic pić.
-Oj James rozerwij się trochę! Przecież nie będziesz wiecznie obwiniać się za to, że chciałeś z nią..
-Nie mów , dobra? Po prostu nie przypominaj mi o tym. - otworzyłem szerzej drzwi i wpuściłem wszystkich do domu.Carlos skoczył na kanape, a Logan i Kendall rozsiedli się w fotelach.
-Stary! Chcesz ją odzyskać, nie?- spytał Logan. Przytaknąłem i zająłem miejsce obok. - Szukaj jej. Czy tak ciężko zgłosić zaginięcie? - kontynuował, a mnie olśniło...
~ Oczami Anity ~
Gdy usłyszałam, co zaproponował Logan zrobiłam wielkie oczy.
-Powaliło was? Dostaniecie jeszcze zakaz zbliżana się do niej w sądzie! Uspokójcie się i myślcie racjonalnie! James.. Może nagraj dla niej piosenkę? Przecież... Ona kocha twój głos.- próbowałam jakoś wybić im z głosy ten pomysł, ale widocznie Maslow już był nastawiony, żeby to robić. Wyjął telefon i miał już dzwonić , ale Carlos wyrwał mu urządzenie z ręki.
-Co robisz?!- krzyknął, a Pena wskazał na mnie.
-Ona dobrze mówi. Posłuchaj się jej, bo puki co to widzę, że każdy z was zdesperowany jest w poszukiwaniu Claudii. - westchnął i rzucił telefon do mnie. Schowałam go do kieszeni i ruszyłam do łazienki. Zadzwoniłam do Claudii. Muszę powiedzieć jej, na co musi być gotowa, gdyby jednak James zgłosił zaginięcie.
-Słuchaj. Nie wiem, może daj jakiś znak życia im, bo powoli chłopcy wariują. Widać, że się o ciebie martwią. Maslow chciał dzwonić na policję w sprawie zaginięcia.- mówiłam, a dziewczyna bacznie słuchała.
-Serio? Powalony. Przecież nie zaginęłam. Rodzice wiedzą, gdzie jestem i ty też wiesz. Więc... Żyję i już.- powiedziała spokojnie.
~ Oczami Jamesa ~
-Wiecie co? Robię sobie wolne. Jadę do dziadków do Nowego Yorku. Może tam spokojnie będę mógł pomyśleć?- powiedziałem.
-Dobry pomysł.- przyznał Kendall.
-Tylko nie zrób niczego głupiego James.- powiedziała Asia,a ja wywróciłem oczami.
-Co mogę głupiego zrobić? Przecież się nie zabiję.- westchnąłem. -Zadzwonię do babci wieczorem i zapytam, czy mógłbym do niej przyjechać... Odpocząć.- dodałem.
~ Oczami Claudii ~
Przeglądałam się w lustrze... Sprawdzałam, czy widać po mnie już oznaki ciąży. Nadal jednak byłam chuda. Postanowiłam to wykorzystać.Nagram teledysk do piosenki, którą napisałam. Mam nadzieję, że mi się uda...
Ruszyłam do ciotki. Do teatru, w którym występuje. Obecnie była na kulisach, więc spokojnie mogłam do niej pójść i powiedzieć o swoich planach.
-Wszystko okej, ale.. Gdzie znajdziesz kamerzystę i scenerię i w ogóle.. Zastanowiłaś się nad tym?- spytała, a ja przytaknęłam.
-Mam już plan, teraz go zrealizować...- powiedziałam i zniknęłam jej z oczu.
4 dni później.
Teledysk był gotowy, piosenka także. Znalazłam całą ekipę, która się tym zajęła. Wystarczyło powiedzieć, że współpracowałam z Bieberem, a już się zgodzili.
Siedzę właśnie przed laptopem i czekam, aż teledysk właduje się na moje konto..Wreszcie się załadowało i ... Po kilku sekundach mój teledysk był na internecie. Wyłączyłam sprzęt i postanowiłam iść się przejść...
~ Oczami Jamesa ~
Siedziałem u babci w pokoju, przed oknem słyszałem pisk dziewczyn. Pewnie się dowiedziały, że tutaj jestem. Babcia wraz z dziadkiem siedzieli i oglądali jakąś starą telenowelę. Nie mogąc się na niczym skupić, postanowiłem iść pobrzdąkać sobie na gitarze. W tle leciał Maroon 5- Love Somebody, a ja podśpiewywałem tekst piosenki. Wiadomo, że jest to mój ulubiony zespół. Przypomniały mi się słowa Anity, która mówiła o tym, aby nagrać piosenkę dla Claudii... Zrobię to.. Poprosiłem dziadka o pomoc. W serce włożyłem całe swoje serce. Mam nadzieję, że ona to zobaczy. Po wielu godzinach , zasiadłem przed laptopem i wszedłem na konto na YT. Zobaczyłem.. Claudię?! I jej teledysk? Otworzyłem go i zacząłem oglądać. Claudia.. Moja kochana Claudia.. Wcale się nie zmieniła. Wgrałem swój filmik  i skomentowałem teledysk.
Potem znużył mnie sen, więc się położyłem i zasnąłem.
Następnego dnia, tuż po śniadaniu, postanowiłem iść na miasto. Często tutaj nie bywam, więc dlaczego by nie pozwiedzać. Od razu, gdy wyszedłem z domu, zaatakowały mnie fanki. Zaczęły piszczeć i krzyczeć. Ja nie mając w ogóle humoru dałem dwa autografy i zrobiłem 4 zdjęcia. Wstąpiłem do kawiarni i tam zobaczyłem...
_______________________________________
I oto nowy rozdział. Nie podoba mi się w ogóle, taki tam szczegół =,=
Chciałabym poinformować o konkursie. Niestety, dwie z Was tak świetnie napisały, że robię dogrywkę. Zabrakło mi jednego : Dlaczego Claudia poroniła? Żadna z Was tego nie napisała. A tego właśnie mi tu brakuje!
Ale wracając. Dogrywkę będzie mieć ; Emily oraz Vivienne 
Obie wersje ciągu dalszego mi się spodobały, dlatego macie dogrywkę. 
Wracając do rozdziału (lool xdd haha) chciałam was przeprosić, że wyszedł mi , jak wyszedł. Nie jest za dobry, w ogóle nie jest, ale okej. Po prostu nie mam pomysłów na te miesiące ciąży... Więc będzie puki co nijak, ale ... Powiem tyle, że skrócimy tą akcję. Zaraz dodam ankiety,na które PROSZĘ odpowiadajcie. <3
kocham Was. <3 Do napisania :*

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 38. Welcome Nowy York.

Nie do­puść, by zmiana miej­sca za­mie­szka­nia wiązała się z całko­witą przep­ro­wadzką Twoich uczuć.
Ciężko było mi przyswoić sobie to, iż muszę pożegnać się tak dyskretnie ze wszystkimi na miesiąc. Jedyną osobą, która o tym wie to mama Jamesa, moja rodzina i Anita. Nikt więcej. Dlaczego nie daję szansy wyjaśnić wszystko Jamesowi? Może dlatego, że przy nim nie kontroluję własnej siebie. Nie wiem, do czego jestem zdolna.Szczególnie, że pod sercem noszę NASZE dziecko.. Nasze, nikogo innego. 
-Córeczko..- usłyszałam głos matki, która uchyliła lekko drzwi. Spojrzałam spod ramienia na nią, leżąc na łóżku i tuląc do swojej piersi misia z koncertu. - Proszę cię , nie płacz..- weszła głębiej i usiadła na brzegu łóżka.
-Łatwo ci mamo mówić! Ty nie zostawiasz taty na całe 9 miesięcy , bo nie chcesz mu zniszczyć kariery!! -powiedziałam i zalałam się kolejnymi, ciężkimi łzami.
-To dlaczego mu tego nie powiesz? Czemu chcesz stąd uciec? Przecież... Zanim poznałaś osobiście BTR marzyłaś o takiej szansie! Zrozum, że on może na prawdę cię kocha? Może też być tak, że przez to, że po prostu uciekłaś może znaleźć sobie inną. Tego raczej nie chcesz..
-Nie chcę zniszczyć mu kariery! Przecież jak to wszystko będzie wyglądało?! Jestem Polką! Nie jestem pełnoletnia! Nagle poznaję BTR! Jeden z nich się we mnie zakochuje! A potem wielkie Laff Story! I ta historia kończy się niestety ciążą. Po czym ja uciekam do innego kraju, żeby Maslow się nie dowiedział o tym, że zostanie ojcem! Wybuchnie skandal i skończy się to tak, że uznają mnie za wariatkę, albo po prostu zamkną mnie w więzieniu za kłamstwa!!! - wykrzyczałam i zaczęłam bić pięścią poduszkę. - Za co?! Pytam się kurde za co to wszystko?!- dodałam, a rodzicielka pogłaskała mnie po głowie i wyszła z pomieszczenia. Jak zawsze. Wtedy, gdy potrzebuję jej rady, jej nie ma, albo nic mi nie pomoże. Typowa moja mama...
Kontynuowałam pakowanie i spakowałam na sam wierzch ramkę ze zdjęciem. Byłam tam ja wraz z przyjaciółkami. Pomyślałam, że będę za nimi najbardziej tęsknić. Szczególnie, gdy praktycznie żadna z nich nie wie, co się ze mną stanie. Zaufałam Anicie i wiem, że ona nikomu nie powie tego, gdzie jestem. Drugie zdjęcie, które zapakowałam to zdjęcie z BTR... Poszłam wziąć prysznic i spytałam mamy, o której mamy wylot.
-Za godzinę. Gotowa?
-Jasne.- westchnęłam. Poczułam w brzuchu dziwny ból i szybko pobiegłam do łazienki . Zwymiotowałam, znowu.
- Jak dolecisz do ciotki, to do mnie zadzwoń i pamiętaj, że jutro masz wizytę u ginekologa tam! Ciotka cię zawiezie.. - przypomniała, pakując moją apteczkę do walizki, która ledwo się zamykała.
-Dobrze, pamiętam.- odrzekłam i zaczęłam pakować torbę podręczną.
-Jakby się James pytał, gdzie jesteś, albo któryś z BTR to co mam powiedzieć? - spytała stojąc w drzwiach.
-Że wyjechałam. Ale nie mów gdzie. Nie mogą się dowiedzieć.Tylko Anita i mama Jamesa wiedzą, gdzie jadę. Nikt więcej. - powiedziałam, a ona wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Spojrzałam na okno, które było na wprost mojego. Zobaczyłam tam półnagiego chłopaka, który władał właśnie spodnie i szukał chyba koszulki. Zaśmiałam się pod nosem i nadal przyglądałam się na niego uważnie. Wreszcie ten chyba poczuł mój wzrok i odwrócił się w moją stronę. Był to Justin i od razu mi pomachał. Odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się pod nosem. Bieber wziął coś do ręki, napisał na niej coś i wstawił do okna tak, abym zobaczyła. Na białej kartce widniał napis : MASZ DZIŚ CZAS? Ruchem głowy zaprzeczyłam i sama zaczęłam szukać kartki. Wyjęłam stary notes i napisałam, że wyjeżdżam, a następnie zasunęłam rolety tak, aby nie widzieć jego reakcji. Udałam się do toalety i wzięłam prysznic, po czym ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania . Pomalowałam się, zmyłam z paznokci stary lakier i nałożyłam nowy i ułożyłam włosy. Założyłam parę dodatków i wyszłam do pokoju.
-Klaudia... Za 5 minut jedziemy!- oznajmiła mama, wparowując do pokoju. Przytaknęłam ruchem głowy, po czym spakowałam telefon, portfel i inne drobiazgi do torby podręcznej i zeszłam na dół. Ojciec zniósł mi z góry walizki i wyniósł je do auta. Gdy wyszłam na zewnątrz zobaczyłam w oknie Biebera, a ten zaś widząc mnie szybko się schował, tak bynajmniej myślałam! Po paru sekundach był na swoim podwórku i przeskakując płot spytał, gdzie jadę.
-Jadę na wakację.- uśmiechnęłam się. Co, jak co, ale jestem bardzo dobrą aktorką.
-Aaa! Już się wystraszyłem, że wyjeżdżasz! - powiedział zaczepiając głęboko powietrze.
-Nie, nie... Wrócę tutaj nie długo.- rzekłam i pocałowałam w policzek Justina, po czym wsiadłam do auta. Mama odpaliła silnik, a następnie ruszyła. Szybko znaleźliśmy się na lotnisku, a chwilę potem musiałam iść na odprawę pasażerów.
-Boże.. Boję się o ciebie! Jesteś cała blada, masz podkrążone oczy. - wymieniała rodzicielka.
-Tak, źle się czuję. Będę tęsknić mamo..- do oczu napłynęły mi łzy. Przytuliłam ją mocno, a ona odwzajemniła mój gest.
-Gdybyś potrzebowała jakiejś mojej rady, dzwoń, a jak będziesz znała termin porodu, to masz mi koniecznie o nim powiedzieć, bo mam przy nim być! - mówiła, głaszcząc mnie po głowie.
-Dobrze mamo. Kocham cię.- powiedziałam i ruszyłam do samolotu.
Maszyna ruszyła , a ja włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam myśleć tylko o jednym ; NOWY YORK NOWYM DOMEM.
3 dni potem...
Siedziałam u cioci na starej kanapie, która była cała poplamiona ketchupem i innymi przyprawami. Po kątach walały się stare pudełka po pizzy, a ciotka ciągle zalatana nie miała czasu tego sprzątnąć. Nie chciałam, aby miała ze mną jakieś problemy, dlatego postanowiłam dziś jej tutaj posprzątać. Zabrałam się za wyrzucanie śmieci i pranie sofy. Samo to zajęło mi 3 godziny, a przede mną odkurzanie kurzy, pastowanie i mycie podług i wiele innych, męczących czynności. Nim się obejrzałam nastała 21;30. Ciotka wróciła z pracy i stanęła jak wryta widząc tak wyczyszczone pomieszczenie.
-Klaudia kochana jesteś.- powiedziała i mocno mnie przytuliła. Kobieta jest aktorką teatralną, przez co w ogóle nie ma czasu na nic. Nigdy tutaj nie sprząta, ani nie gotuje obiadów. Szkoda mi jej, bo gdyby nie to, byłaby na prawdę porządną kobietą, chodź i tak nią jest.
-Nie ma za co. W kuchni stoi dla ciebie na talerzu gotowa kolacja. Odgrzej sobie ją w mikrofali, ja idę wziąć prysznic, bo jestem strasznie zmęczona.- powiedziałam już kierując się do swojego pokoju. Wyjęłam dużą koszulę nocną i poszłam się wykąpać. Następnie położyłam się spać. Przede mną jeszcze 9 miesięcy spędzania tutaj czasu. Nie wiem , jak sobie z tym wszystkim poradzić, ale wiem jedno! Muszę poznać tutaj jakiś ludzi!
_____________________
No i proszę bardzo! Jak Wam się podoba nowy rozdział? SUMMER <3 Aww :3 Czego chcieć więcej, co? : O <3 Do tego zlot już w niedzielę, jutro mam ognisko, jestem całkowicie podjarana i pełna energii. Kurcze! Aż chce mi się żyć! :) Chwalcie się! Kto miał pasek? :> A nagrody? (u mnie w szkole nagrody są od 5.0 o.O) Piszcie, jak przebiegł wam koniec roku i w ogóle! :)
Wracając do bloga.. Chyba nie tego się spodziewaliście, prawda? :> A teraz konkurs!!!
Chcesz wystąpić w opowiadaniu? Wystarczy, że napiszesz najciekawszy ciąg dalszy owego opowiadania! Masz czas do tygodnia czasu! Odpowiedź na konkurs pisz w komentarzu! Ten, który będzie najciekawszy, wygra. Osoba, która będzie właścicielem opowiadania będzie musiał się ze mną skontaktować prywatnie, ponieważ muszę obmówić szczegóły owej postaci! Zachęcam do wzięcia udziału, bo będzie się ona teraz dość często pojawiać! Wygrać może tylko JEDNA osoba! Powodzenia! :)
No to macie konkursik! Nowa notka będzie dopiero za tydzień w piątek, abyście mogli się zgłaszać. Zanim jednak napiszę owy rozdział piszcie w komentarzach (jeśli chcecie, ja do niczego nie zmuszam!!!) odpowiedzi do konkursu.


Pis end low ju <3
Claudia Maslow <3

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 37. Nowy dom.

Prob­le­my rosną wraz ze wzros­tem świado­mości. Dla­tego naj­le­piej było by spać wiecznie. 
 Po paru sygnałach usłyszałam głos kobiety w telefonie. Kobieta widocznie była zaskoczona moim telefonem. Może i tego nie zauważyłam, ale mama Jamesa jest na prawdę wspaniałą kobietą. Mogę jej powiedzieć wszystko. 
Opowiedziałam więc o całym zajściu. Zaczęłam od tego, że nagrałam piosenkę z Justinem Bieberem i skończyłam na tym, że zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej o wszystkim. Na koniec, znów, poprosiłam kobietę, aby nie mówiła nic swojemu synowi.
-Nie ma sprawy! - krzyknęła i potem pożegnałam się z nią. Był już późny wieczór, a mnie znużył sen . Nim się obejrzałam, zasnęłam.
2 dni potem.
Doklejałam ostatnie fotografie na ścianie i dokonywałam ostatecznych poprawek. Gdy pokój był gotowy wstałam na proste nogi i zerknęłam na całokształt.
Pokój wyglądał idealnie. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na zdjęcia z Jamesem...Po policzku spłynęła łza. Jedna, ciężka łza. Od razu ją otarłam i w tym momencie wszedł do pokoju mój brat. Usiadł obok mnie i mnie przytulił.
-Klaudia?- usłyszałam jego cichutki głos. Popatrzyłam na niego. -Czemu James tutaj nie przychodzi?- zapytał , a ja westchnęłam ciężko.
-Przez najbliższy czas go nie będzie.- powiedziałam i ruszyłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i postanowiłam porozmawiać z mamą. Zeszłam na dół, a wtedy usłyszałam znajomy głos..
-Niech mnie chociaż pani wysłucha. Ja nie chciałem jej zdradzić.. Szykowałem coś dla niej.- to był James. Wyjrzałam zza schodów i zobaczyłam Maslow'a. Ten , gdy mnie ujrzał chciał do mnie pobiegnąć. Niestety, ja szybko ruszyłam do siebie. Zamknęłam pokój na klucz i usiadłam na łóżku. Otarłam łzy i puściłam sobie piosenkę Justina Biebera-Nothing like us. Kocham tą piosenkę. Gdy chce mi się płakać, wystarczy, że usłyszę pierwsze słowa piosenki, a łzy lecą strumieniami.
-Błagam, Klaudia otwórz.- usłyszałam spokojny głos. Nie odpowiedziałam nic. Muszę stąd wyjechać na najbliższe 9 miesięcy. To będzie bardzo dobry pomysł.
Wieczorem, gdy siedziałam z rodziną w salonie, oglądając jakiś stary film detektywistyczny, zaczęłam głębiej myśleć o wyjeździe.
-Mamo..- zaczęłam. Wzrok rodzicielki spoczął na mnie i wyczekiwała dalszej przemowy.-Mogłabym wyjechać do ciotki do Nowego Yorku na ten okres?- zapytałam, a kobieta zrobiła wielkie oczy.
-Dziewczyno! Specjalnie dla ciebie opuściliśmy rodzinny kraj, żeby być blisko ciebie, a ty teraz chcesz stąd wyjechać?!- wykrzyczała zdenerwowana.
-Ale uspokój się Ania.. Daj jej się wytłumaczyć.- rzekł ojciec.
-Nie rozumiesz, jakie to dla mnie trudne, gdy go widzę. On nic nie wie i się nie dowie, bo tak czy siak mnie zostawi. Zniknę mu z życia i on niech dalej będzie tą gwiazdą, jaką był. Ja mu do szczęścia potrzebna nie jestem. Za to przynajmniej nie zniszczę mu jego kariery.- podsumowałam, a brat ciągle nas słuchał. Nie wiedział, co się dzieje i nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji...
-Zadzwonię do niej, czy przygarnie cię na te 9 miesięcy. - westchnęłam już bezsilnie matka. Wstała i ruszyła po telefon stacjonarny. Wykręciła numer do mojej chrzestnej i zaczęła z nią rozmawiać. Wyczekiwałam odpowiedzi, aż wreszcie kobieta usiadła na fotelu i zdała raport z rozmowy.
-Zgodziła się. Powiedziała, że wreszcie nie będzie mieszkać sama.- rzekła, a ja podeszłam i ją mocno przytuliłam.
Czytaj przy tym :
-Kocham was. Dziękuję, że jesteście. - przytuliłam ją mocno i pocałowałam w czoło. Niektórzy mówią, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale sądzę, że to nie prawda. Dzięki nim nie przechodzę załamania nerwowego, a oni podtrzymują mnie na duchu. Są najlepsi.
-Teraz idę do Carlosa i Niny, porozmawiać. Przy okazji zahaczę o  Asię oraz Anitę. - poinformowałam i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam iść , potrącając kamyczki na chodniku. Zobaczyłam , że w moją stronę idzie jakiś niewysoki chłopak, z kapturem na głowie. Sam miał spuszczoną głowę w dół, a grzywka zastawiała jego twarz. Nie wiedziałam, kim on jest. Ominęłam go i szłam dalej. Wreszcie zobaczyłam dom, w którym do  niedawna mieszkałam. Zapukałam, a w drzwiach stanął Kendall.
-No cześć Klaudia!-zawołał i przytulił mnie na powitanie.
-Hej Kend. Są dziewczyny?- spytałam, a on przytaknął i wpuścił mnie do środka.
-W salonie.- rzucił, a ja zaczęłam się kierować do owego pomieszczenia. Przywitałam się z nimi i przytuliłam je mocno.
-Jak się czujesz ?-zapytała Asia.
-W porządku, dziękuję. A wy jak tam?
-Carlos mi się oświadczył.- zawołała podekscytowana Nina i pokazała rękę, na której widniał piękny, delikatny pierścionek.
-Ojej to gratuluję!- krzyknęłam i przytuliłam ją mocno.
-Kiedy ślub?- spytałam,a dziewczyny się roześmiały. Nina wywróciła oczami i popatrzyła na mnie.
-Nie chciałabyś tu wrócić? Pusto w tym domu bez ciebie.
-Nie wrócę tutaj, bo nie potrafiłabym tu spać.- westchnęłam.-Teraz idę pogadać z Carlosem, Kendallem i Loganem. Zaraz wracam.- powiedziałam i ruszyłam na górę.Weszłam do pokoju, w którym było najgłośniej.
-No siema!- krzyknął Carlos, a Logan się rzucił na mnie i zawołał: PRZYŁOŻENIE! WYGRAŁEM! A każdy się śmiał. Podał mi rękę i pomógł mi wstać.
-Tak, widzę, że się dobrze bawicie.- powiedziałam i usiadłam na krześle przed nimi.
-Tsa.. Ciągle się tutaj coś psuje. Jedyną parą, która obeszła się bez żadnej kłótni jest Carlos i Nina. Wy to się musicie kochać, stary.- przyznał Kendall.
-To fakt, kochamy się.- uśmiechnął się Pena. Widać było po nim, że jest bardzo szczęśliwym człowiekiem. Po Ninie tak samo. Wyglądają idealnie razem. Kochana z nich para.
-A ty i James..
-Ja i James to temat zamknięty.- wyprzedziłam Logana.
-Czemu nie dasz mu szansy się wytłumaczyć? Skoro się kochacie, to ... Powinniście chociaż porozmawiać. On jest jeszcze niedojrzały na poważny związek, ale daj mu się wyjaśnić, bo to, co on chciał zrobić to..-powiedział Kendall, ale ugryzł się w język.
-Co chciał zrobić?- wypytywałam dalej.
-Nie ważne. Nie mogę powiedzieć.- bronił się Kendall.
-No mów!- krzyknęłam błagalnie.
-No nie mogę,no!
-A idź się lecz. Zaczynasz, a nie kończysz.- westchnęłam zażenowana.
-Daj mu szansę, a sam ci powie.- dodał Logan.
-Nie chcę go słuchać, za dużo razy mnie  zranił.- powiedziałam smutno. Spuściłam wzrok w dół i klepnęłam się w nogi.
-Okej. Nie przeszkadzam. Idę do dziewczyn. Trzymajcie się i bez kłótni!- zawołałam i wyszłam z pokoju. Zeszłam na parter i usiadłam znów w salonie. Rozmawiałam z dziewczynami i plotkowałyśmy, aż wreszcie postanowiłam wrócić do domu. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Postanowiłam pobiec do siebie. Nagle ktoś na mnie wpadł. Spostrzegłam, że był to ten sam chłopak, którego wcześniej widziałam.
-O ! Claudia..- usłyszałam głos.. Justina.
-Bieber? Co ty tutaj robisz?- spytałam.
-Wracam do domu, nie widać?- zaśmiał się.
-Ja też. Jestem wykończona dzisiejszym dniem. Przeprowadziłam się tutaj i nie wiem, jak moje życie tutaj będzie wyglądało..- westchnęłam.
-Tak? Mieszkasz tu? A gdzie konkretnie? - spytał,  a ja pokazałam palcem dom.
-Jaki zbieg okoliczności. Mieszkam obok.- zaśmiał się, a ja do niego dołączyłam. Podążaliśmy ku swoich domów, a potem każdy wrócił do siebie. Poszłam wziąć prysznic i zasnęłam.
Następnego dnia zaczęłam się pakować i szykować do wyjazdu. Usiadłam na łóżku i się rozpłakałam. Znów. Przytuliłam mocno miśka, którego dostałam, po zejściu ze sceny po Worldwide na koncercie w Polsce i nadal płakałam. Nie chciałam tego tak zostawić, ale nie miałam innego wyjścia. No cóż.. Takie życie.
___________________________
Tadam. Nie udał mi się w ogóle ten rozdział. Ogólnie zawalam ostatnio tutaj te rozdziały.;// Słodko.. ;/
A Wy co sądzicie o nim? Podoba się chodź trochę? Czekam na komy <3 Kocham Was <3

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 36. Oświadczyny

Po­zos­tań dziec­kiem, aby cię zaw­sze mogły kochać two­je dzieci. 

Wyjęłam telefonu i wykręciłam numer do mamy. Nim się obejrzałam, kobieta odebrała telefon. Cała się trzęsłam, ale wiedziałam, że muszę powiedzieć mamie o tym, co się tu wydarzyło. Tłumaczyłam jej wszystko, a w słuchawce nie słyszałam żywej duszy. Aby upewnić się, że mnie słucha, co jakiś czas pytałam, czy mnie rozumie. Ona przytakiwała, a na koniec powiedziała, że dom już kupiła i za dwa dni będzie całą rodziną tutaj.

Gdy skończyłam z nią rozmawiać , usiadłam na łóżku i zaczęłam głęboko o tym wszystkim myśleć. W pewnej chwili do pokoju wszedł James.

-Może byś zapukał, co?!- warknęłam, a on wyszedł z pomieszczenia i zrobił to , o co go prosiłam.

-Nie chcę z tobą rozmawiać.- powiedziałam, ale on i tak wszedł. Popatrzył na mnie swoimi pięknymi, brązowo-zielonymi oczami i chciał mnie objąć.

-Nie dotykaj mnie.- walnęłam go w ręce i posłałam mu zdenerwowane spojrzenie.

-Ty nic nie rozumiesz, my chcieliśmy..

-Nie chcę wiedzieć, nie interesuje mnie to, co wy chcieliście.- przeszkodziłam mu.

-Możesz mnie chociaż wysłuchać?!- krzyknął, a ja wstałam i z bolącym sercem wyszłam z pokoju. Zaczęłam kierować się do salonu, lecz tam nikogo nie zastałam. Dziś jest ten wieczór, w którym Carlos ma oświadczyć się Ninie… Ciekawe, jak im idzie. Muszę iść się przejść i przemyśleć wszystko, od nowa.

Oczami Carlosa.

Jechaliśmy autem w wyznaczone miejsce. Spoglądałem co jakiś czas na Ninę, która była podekscytowana.

-Co to za niespodzianka, o której mi mówiłeś? – zapytała, a ja posłałem jej ciepły uśmiech.

-Zobaczysz kochanie na miejscu.- powiedziałem i nadal prowadziłem auto. Wreszcie dojechaliśmy pod ogromny budynek.

-No przecież ja nie jestem ubrana odpowiednio na mecz!- krzyknęła zdziwiona Perge. Wysiadłem z auta i ruszyłem otworzyć jej drzwi. Oboje zaczęliśmy się kierować w stronę wejścia. Wyjąłem klucze z kieszeni i przekręciłem zamek od głównych drzwi.

-Co ty robisz?- zadała kolejne pytanie, ale ja znów jej nie odpowiedziałem. Otworzyłem jej szerzej drzwi i wpuściłem do środka.  Położyłem ręce na jej oczach i prowadziłem ją na trybuny.Usiedliśmy na specjalnych siedzeniach, które przygotowałem i zdjąłem z jej oczu dłonie.
-O jacie.!- zawołała zachwycona . Rozejrzała się dookoła i spostrzegła wielki ekran, na którym widniały różne napisy. 
-Gotowa na seans?- zapytałem, a ona przytaknęła ruchem głowy. Film zaczął lecieć, a słysząc piosenkę z Titanica , dziewczyna od razu mnie mocno przytuliła. Wtuleni patrzyliśmy na film, a gdy się skończył reflektory padły na stolik..
Oczami Niny.
Spojrzałam na ślicznie ustrojony stoliczek, który stał na środku boiska. Pena podał mi dłoń i zaczął kierować do stolika. Nagle podeszło do nas kilku kelnerów i złożyło posiłek na blacie. To wszystko było takie piękne, że nie chciałam przerywać tego momentu. Patrzyłam na mojego ukochanego,gdy nagle ktoś zaczął grać na skrzypcach. 
-Jezu! Carlos! To co zrobiłeś jest niesamowity!- zawołałam prawie wzruszona. Zaczęliśmy jeść spaghetti. Nagle zobaczyłam coś srebrnego. Wyjęłam to, a Carlos szybko podbiegł i wziął mi to z rąk.Uklęknął przede mną i spojrzał mi głęboko w oczy. Muzyka lekko ucichła, ale nadal grała. Pena odchrząknął i złapał mnie za rękę.
-Czy ty, moja ukochana Nino Pergę, uczynisz mnie najszczęśliwszym na całym świecie i wyjdziesz za mnie?- po policzku spłynęły mi łzy.
-TAK! - krzyknęłam, a Pena założył mi pierścionek na palec i podniósł z krzesła. Zaczął kręcić wokół własnej osi i pocałował.. Zdecydowanie, to najwspanialsze, co mnie w życiu spotkało! 
Oczami Claudii.
Siedziałam w milczeniu z Anitą. Tylko ona wiedziała o tym, co się stało. No .. I moja mama. 
-Wiesz co? Może powiedz też o tym mamie Jamesa.- powiedziała przyjaciółka.
-Zwariowałaś?! Powie Jamesowi, a tego musimy uniknąć...- westchnęłam.
-Nie ma bata! Musisz!- nakazała. Wyjęłam telefon i .. Wykręciłam do niej nr..
__________________
Znów jakiś słaby rozdział. Nie chciało mi się go pisać w ogóle ;C Ale.. Jest! Co o nim sądzicie? :)
Czekam na komy! <3
love you <3 

Gif - przesłodki, najsłodszy, uroczy, kochany, genialny! Nie mam określeń <333

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 35. Wyszedł pozytywnie...

Paradoks.
Spot­kać swe­go księcia, a po po­całun­ku prze­konać się, że był zwykłą żabą.  
Gdy weszłam do domu zastałam tam całującego się Jamesa. Widocznie był zadowolony z danej sytuacji. Zdenerwowana wtargnęłam do pomieszczenia i pierwsze, co chciałam zrobić, to zacząć płakać, ale już sobie to ostatnio obiecałam: Nie będę płakać przez Jamesa. Odchrząknęłam jedynie i czekałam na reakcje Maslowa. Ten jak opętany odwrócił się w moją stronę i wstał od razu na nogi. Chciał przepraszać, a ja, ze śmiechem zaprzeczałam ruchem głowy.
-James.. Wiesz co? Jesteś żałosny. Myślisz, że przez to, że byłam w tobie po uszy zakochana, daruję ci wszystko? Otóż właśnie ten błogi stan przeminął i już nie byłam najaraną życiem nastolatką. Dorosłam do prawdziwego związku. Widocznie tylko ja. Nie mam zamiaru tego dłużej ciągnąć. Zrywam z tobą.- wypowiadając ostatnie słowa walnęłam lekko pięścią klatkę piersiową chłopaka. Ze spuszczoną głową opuściłam salon i ruszyłam do swojego pokoju. Nie mam zamiaru niszczyć pozostałych marzeń, przez jednego chłopaka. Przede mną połowa wakacji! Mogę spełnić swoje marzenia! Na dodatek singiel z Justinem Bieberem… To było coś. Być nieznaną nikomu osobą i śpiewać z taką osobą jak on, to już spełnienie swoich marzeń. Dzięki niemu prawdopodobnie będę miała otwartą bramę do różnych wytwórni. Nagram swoją płytę i zobaczymy, co los nam przyniesie. Ciekawi mnie jedno. Co to była za dziewczyna… To pytanie wyjadało mnie od środka, więc nie zwlekając dłużej, postanowiłam się o niej coś dowiedzieć. Napisałam SMS’a do Niny i poprosiłam o rozmowę. Ta, jak oparzona wleciała do pokoju, parę sekund później. Fakt, siedziała na dole, więc daleko do mnie nie miała. Usiadła naprzeciwko mnie i z miną zbitego psiaka spoglądała na mnie.
-Proszę cię, tylko nie płacz.- szepnęła, a ja wywróciłam oczami.
-Nie mam zamiaru uronić ani jednej łzy. Jak na razie, to nie jest mi smutno. Prędzej jestem tak wkurzona, że zabiłabym tą krowę, co się pasie tam na dole.- mówiłam, zaciskając dłonie w pięść. Nina widząc moje zachowanie zaczęła się śmiać, a ja dołączyłam do niej.
-Powiedz mi chociaż, kto to.- poprosiłam, a ona widocznie nie chciała o tym mówić. –No Nina. Proszę! Powiedz!- dodałam z prośbą w głosie. Ta, nie umiejąc się nie zgodzić, usiadła po turecku naprzeciw mnie i spojrzała mi głęboko w oczy.
-Nie zrobisz nic głupiego?- zapytała, aby się upewnić, czy może mi o niej powiedzieć.
-Nic, a nic.- przytaknęłam, a przyjaciółka zaczęła opowiadać, że to ta sama dziewczyna, z którą zdradził mnie ostatnio. Nazywa się Halston Sage i jest aktorką.
-Dlatego wolał ją… Jest sławna, bogata i pewnie piękna. Nawet się na nią nie popatrzyłam.
-Proszę cię.. Ta twarz, to jak jakiś zdechły koń wygląda. Po prostu… Nie wiem, co on w niej widzi. Ona już poszła, a teraz Carlos z nim rozmawia. Szkoda mi słów do niego. Z Jamesa to kawał chama i nie zasługuje na taką, jak ty.- rzuciła Nina i przytuliła mnie mocno. Odwzajemniłam gest i nagle zadzwonił mój telefon. Ruszyłam go odebrać. Była to Anita , która oświadczyła, że jest na lotnisku w L.A. i prosiła, abym przyjechała po nią i Logana. Z wielką chęcią wzięłam kumpelę i obie ruszyłyśmy po parę. Gdy byłyśmy na lotnisku, wypatrywaliśmy ich, aż wreszcie dostrzegłam Logana. Podbiegłam do nich i mocno ich przytuliłam.
-A gdzie James?!- spytała zdziwiona Anita. Ciężko odetchnęłam i przełknęłam głośno ślinę.
-Co jest?- dopytywał Logan. Bez słowa odwróciłam się na pięcie i zaczęłam kierować się do wyjścia. Nie  pytając przyjaciół o podróż, pragnęłam znaleźć się w łóżku, przykryta kołdrą, tak, aby nikt mnie nie dostrzegł. Żebym mogła się rozpłakać, bez świadków. Nie będę słaba, nie…
Wtargnęłam do domu i zobaczyłam, że James stoi przy schodach. Chcąc nie chcąc chciałam dotrzeć do pokoju, który jest na piętrze, więc musiałam się spotkać z tym oszołomem.
-Przepuść mnie.-warknęłam, gdy Maslow zablokował przejście.
-Nie i proszę cię, wysłuchaj mnie!- poprosił i złapał mnie za ręce.
-Nie będę z tobą rozmawiać. Miałeś dwie szanse i chyba o te dwie za dużo!!! Nie interesuje mnie już to, co ty chcesz mi powiedzieć. Postanowiłam spełnić marzenia i zniknąć ci z życia. Daj mi teraz przejść !- nakazałam, ale jak to James, zawsze uparty, nadal nie pozwolił mi go wyminąć. Popchnęłam go, ale niestety był zbyt silny jak na mnie.
-Błagam cię, Claudia… Czy to tak wiele posłuchać to, co chciałem ci powiedzieć?!- spytał z nadzieją, że się zgodzę zamienić parę słów.
-Nie, nie będę cię słuchać. Nie, nie dam nam kolejnej szansy i NIE , nie chcę wiedzieć, jaka jest twoja wersja. Trzy razy nie, dziękujemy, nie przechodzisz dalej.- wyrwałam się z uścisków mężczyzny i zaczęłam biec do pokoju. Do oczu napływały ciężkie łzy, które ukrywałam odkąd zerwałam z Jamesem. Biłam się, zaciskałam zęby, aby one nie spłynęły, ale niestety.. Przegrałam z własną sobą. Jedna, ogromna i ciężka łza, powoli sunęła się po policzku. Spojrzałam w wyświetlacz telefonu i zobaczyłam siebie i mamę na nim. Pomyślałam, że to właśnie jej tu brakuje. Chciałabym jej o wszystkim powiedzieć, ale gdy ona się dowie, że Maslow znów to zrobił, ona go zabije i będzie kazała mi wrócić do domu. Mam jednak inne rozwiązanie, które muszę przemyśleć przez noc.
I tak zapowiadała się dość długa i wyczerpująca noc. Odpaliłam laptopa i zaczęłam przeglądać różne oferty… Najpierw przeglądałam różne wytwórnie i natknęłam się na jedną, która była warta uwagi. Teraz tylko pozostało znaleźć dom. Poszukałam i również znalazłam kilka ogłoszeń. Wysłałam je na skeypie mamie i poprosiłam, aby je przejrzała. W pewnej chwili, ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich i zobaczyłam Anitę. Bez namysłu ją wpuściłam do środka.
-Co jest?- zapytała o niczym nie wiedząc. Gdy doszła do łóżka zobaczyła, że przeglądam różne ogłoszenia w sprawie domu do zakupu w L.A.
-No nie mów, że masz zamiar zamieszkać sama z Jamesem w jednym z tych domów!!!- zawołała podekscytowana, a ja ruchem palca ją uciszyłam.
-Właśnie tego nie mówię, bo mam zamiar zamieszkać tu z rodzicami.- usiadłam naprzeciwko niej i spojrzałam na nią i na ekran laptopa.
-A czemu nie z Jamesem?- dopytywała, a ja znów spuściłam głowę w dół.
-Bo to koniec.- dodałam, a ona zrobiła duże oczy. Widocznie była w szoku, po raz drugi, że ze sobą zerwaliśmy.
-No, ale dlaczego?
-Długa historia, związana ze zdradą. Nie mam ochoty o tym rozmawiać. Po prostu James znów mnie zdradził. Nie chcę , aby to się powtarzało. – przyznałam i położyłam się na poduszce. Przyjaciółka zrobiła to samo, tylko obok. Byłyśmy jak siostry, nie rozłączne od dziecka! Czułam się, jakbym miała siostrę bliźniaczkę, o której od zawsze marzyłam. Mogłam jej powiedzieć wszystko, a ona to zrozumie, wysłucha i pomoże, a czasem dokopie temu co trzeba.
-Teraz mi powiedz, bo tego w ogóle nie rozumiem! Siedzisz tu normalnie, nie widać po tobie, że zerwaliście… Nie jest ci źle?- posłała mi pytające spojrzenie. Zamknęłam oczy i położyłam na nich ręce.
-Wiesz… Cierpię duchowo, nie muszę tego robić fizycznie. Fakt, faktem… Bardzo mi go brakuje, bo nadal go kocham, ale nie wybaczę mu zdrady drugi raz. Nie, po prostu… On może jedzie cały czas na dwa fronty, a ja nic o tym nie wiem. Nie chcę nawet  myśleć, jak to może naprawdę wyglądać.- nim się obejrzałam, obie zasnęłyśmy.
Następnego ranka, gdy się obudziłyśmy, spojrzałyśmy na zegarek, na którym widniała godzina 11;30.
-No to sobie pospałyśmy…- westchnęłam przeciągając się niezdarnie. Przetarłam zaspane oczy i popatrzyłam na Anitę.
-Halooo… Ziemia do Pani Henderson! Proszę się budzić… - potrząsnęłam nią, a ona nadal była nieprzytomna. Zepchnęłam ją z łóżka, a ta jak oparzona podniosła się do góry. Zaczęłam się śmiać i podeszłam do krzesła po szlafrok. Anita ruszyła do swojego pokoju, a ja szybko sprzątnęłam w tym. Spojrzałam w ekran otwartego laptopa. Mama widocznie sprawdzała oferty, ponieważ napisała mi , że ciekawi ją dom z linka numer cztery. Odpisałam, że chciałabym, aby tu zamieszkała…
Zeszłam na dół, na śniadanie i zobaczyłam Kendalla, Carlosa, Logana, Ninę, Asię oraz Anitę. Wszyscy siedzieli przy stole i zawzięcie o czymś dyskutowali. Gdy tylko ja dotarłam do owego miejsca , konwersacja ucichła.
-Okejj…- westchnęłam i ruszyłam zrobić sobie śniadanie. Gdy jadłam owy posiłek, zrobiło mi się nie dobrze. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Usiadłam na toalecie i oparłam głowę o kolana. Wtedy przypomniało mi się, że dawno nie miałam okresu. Sprawdziłam swój kalendarzyk i …
-Nie..- szepnęłam do siebie, a po ciele przebiegł najboleśniejszy ból, jaki kiedykolwiek miałam.  Zawołałam Anitę i z lękiem w oczach poprosiłam, aby pojechała do apteki po testy ciążowe. Ta nie zwlekając ani chwili dłużej wybiegła z domu. Logan i Kendall chcąc sprawdzić co się dzieje spojrzeli na mnie.
-Hej, coś się stało?- zapytał Loggie,a ja ruchem głowy zaprzeczyłam.
-Po prostu strasznie dudni mi w głowie i jest mi słabo.- skłamałam, a oni wzruszając ramionami wrócili do tamtego pomieszczenia. Wytrwale wyczekiwałam powrotu przyjaciółki, a ta wbiegła do łazienki, w której się znajdowałam i cała się trzęsąc wręczyła mi dwa pudełeczka.
-Rób, bo zaraz zwariuję! – zawołała, a ja poprosiłam ją, aby wyszła z pomieszczenia. Ta opuściła w mgnieniu oka łazienkę, a ja , ledwo trzymając się na nogach, wykonałam testy. Oba wyszły pozytywnie…
Wyszłam z łazienki. Cały świat mi zawirował… Złapałam się ściany i pokazałam jej wykonany test.
-NO CHYBA ŻARTUJESZ!- krzyknęła,  a ja słysząc, że ktoś idzie, wyrwałam jej to z ręki i szybko zagroziłam, aby nikomu o tym nie mówiła.
-Co się dzieje?- była to Asia.
-Nic, nic.- szepnęłam ,a  ta widząc nasz stan poszła po chłopaków. Wróciła z całą ekipą, a my poszłyśmy do mojego pokoju. Zostawiłyśmy ich wszystkich samych i zaczęłyśmy głowić…
-Wiem co… Teraz tylko muszę powiedzieć o tym mamie.- zawiadomiłam.
-Pojebało cię?! Nie pamiętasz?! Zawsze mówiła, że jak będziesz miała dziecko przed osiemnastką, to wyrzuci cię na zbity pysk!- przypomniała mi Anita.
-Nie będę przed najważniejszą osobą w moim życiu ukrywać to, że jestem w stanie błogosławionym. Przecież … Nie powiem tego Jamesowi. Nie dowie się! Przysięgnij mi to!- mówiłam, a ona zrobiła to , o co prosiłam.  Zadzwoniłam do mamy…
____________________________
Tadam!<3 Napisałam ten rozdział wczoraj i gdybym miała dostęp do internetu, to bym go dodała, bo umówiłam się z przyjaciółką, że będzie wczoraj -,- Z dedykacją dla niej :*
Jak myślicie, co teraz zrobi Claudia? Jak zareaguje jej mama i czy powie Jamesowi o ciąży? :3 Piszcie, piszcie :3
Pozdrówki Claudia M. <3