wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 32. Spacer

Żadna wielka miłość nie umiera do końca.Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamknąć w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza- wie, jak przeżyć.
Nim się obejrzałam Carlos był dostępny na skeypie. Połączyliśmy się ze sobą i zobaczyłam zakochaną parę. Nina siedziała na kolanach Peny i widocznie oboje byli zachwyceni swoją obecnością. Dopełniali się wzajemnie ... Czułam, że to na prawdę para stworzona dla siebie. A niech tylko ktoś stanie im na drodze, to zabiję własnymi rękoma!
-Hejka kochani!- zawołałam radośnie do kamerki i pomachałam im.
-Cześć!- odwzajemnili gest i również im uśmiechy z twarzy nie schodziły.
-Ej kochanie! Przypomniałam sobie! Miałam jechać na zakupy i tego nie zrobiłam! Pogadaj z Claudią, a ja szybko skoczę do sklepu! - powiedziała zakręcona dziewczyna i odeszła.
-No więc Carlos słyszałam o twoich planach. Serio gratuluję! To takie słodkie i romantyczne, że aż rzygam tęczą!- mówiłam podekscytowana. Widziałam, jak Carlos w pewnych momentach się zawstydza.
-Wszystko jest niby pięknie, ładnie, ale chcę, żeby było idealnie! Claudia pomóż! Jak ja mam jej się oświadczyć? Gdzie zabrać, co zrobić? - wypytywał zdesperowany. Odgarnęłam swoją BRĄZOWĄ grzywkę i popatrzyłam na niego.
-Słuchaj... Obie z Niną kochamy Titanica! I mam już genialny plan, jak możesz jej się oświadczyć! - zawołałam radośnie, a Pena wyczekiwał mojej wypowiedzi.
-A więc tak.. Na początku wynajmij jakiś stadion, potem...- i zaczęłam mu mówić co i jak, a on wszystko notował na kartce.
-Dzięki! Jesteś wspaniała! Na twoją cześć jedno z naszych dzieci będzie miało na imię Claudia!- zaśmiał się latynos, a ja westchnęłam. 
-Będę kończyć.. Mam niemiłą sytuację w domu.. Mama nakryła mnie i Jamesa w łóżku.- na moje słowa chłopak wybuchnął śmiechem i spadł z krzesła. Popatrzyłam na niego zdziwiona i wywróciłam teatralnie oczami.
-Eh... Nie ważne. Trzymaj się i mam nadzieję, że pomysł się spodoba!- zawołałam na koniec i pomachałam mu na pożegnanie. Carlitos zrobił to samo  . Rozłączyłam się i odłożyłam laptopa na bok. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i nie wiedząc kiedy zasnęłam.
~ Oczami Jamesa ~ 
Claudia nie odbiera ode mnie telefonu! Nie wiem, co się dzieje. Jestem sam w naszym domu, a Logan obecnie jest u Anity i poznaje się z jej rodziną. Wiedziałem, że gdy pójdę do jej domu, natknę się na jej mamę i nie będzie zbyt fajnie. Ona myśli, że ja ją wykorzystam i zostawię, ale przecież ja życia sobie bez niej nie wyobrażam. Więc jak mogę ją zostawić?
Nie mogłem się na niczym skupić. Spróbowałem siąść do fortepianu i zagrać jakąś piosenkę, ale nawet to nie pomagało. Musiałem więc do niej jechać. Wyszedłem z domu, zamknąłem drzwi na klucz i udałem się do auta, które stało na podjeździe. Ruszyłem bardzo szybko i po kilku minutach byłem na miejscu. Zadzwoniłem do drzwi i otworzyła mi jej mama.
-Dobry wieczór. Zastałem Klaudię w domu?-spytałem kulturalnie, a kobieta ze złowrogim spojrzeniem spoglądała na mnie i machała ścierką w ręku.
-Jest na górze, przekazać jej coś?-spytała sucho, a ja próbowałem jakoś załagodzić sytuację.
-Chciałbym się z nią przejść po mieście. Wyrazi pani ową zgodę, abym mógł poczuć się zaszczycony i wyjść z Klaudią na miasto?
-Hahahahah dobra! Nie wygłupiaj się! Wchodź. Już ją wołam.- powiedziała już radośniej i ruszyła po moją ukochaną.Wyczekiwałem na nią, aż ona zejdzie na dół, aż wreszcie się doczekałem. Przytuliłem ją czule na powitanie i razem udaliśmy się na przechadzkę po mieście.
Drogę oświetlały nam lampy , a my trzymając się za ręce kierowaliśmy się w stronę jedynej lodziarni, która była w tym momencie otwarta.Zamówiłem Claudii ulubione, czekoladowe lody, a sobie wziąłem śmietankowe. Przechodziliśmy właśnie obok spodka, w którym graliśmy jako BTR , pierwszy raz w Polsce.
-ahh... jak sobie przypomnę, jaką miałam podjarkę wiedząc, że Wy, Big Time Rush, zagracie w Polsce... nie mogłam spać po nocach, ciągle płakałam ze szczęścia ... A teraz na spokojnie z tobą rozmawiam, jak gdyby nigdy nic. Jakbyśmy się znali od wieków... Chore..- powiedziała dziewczyna, a ja zarzucając rękę na jej ramiona westchnąłem.
-Życie płata nam różne figle, ale mam największe szczęście na całym świecie! Bo robiąc to, co kocham, poznałem osobę, którą kocham nad życie.- szepnąłem i oboje pocałowaliśmy się .
~ Oczami Claudii ~
Spacerowaliśmy tak przez dłuższą chwilę, a potem Maslow postanowił mnie odprowadzić, aby nie podpaść mamie. Na pożegnanie mnie pocałował i wrócił do siebie, a ja do siebie. Wzięłam prysznic i poszłam spać.
Następnego ranka obudził mnie bardzo duży hałas...
_____________________
Jejku! przepraszam! Zapuściłam tego bloga jak nie wiem co.. :( Aż mi głupio :(
Dziękuję za 9.000 wyświetleń! <3 Co by tu jeszcze pisać...
A NO TAK! :D zaktualizowałam zdjęcia głównych bohaterów. Możecie ich zobaczyć w zakładce wyżej. :3 Mam nadzieję, że się spodobają. <3
Na dziś to tyle. Do następnego. xoxo CM ☻♥

piątek, 10 maja 2013

Rozdział 31. Kłotnia

Wygrywasz dopiero wtedy, gdy nauczysz się przegrywać.
Położył mnie delikatnie na łóżku , nie przestając całować. Muskał każdy milimetr mojej szyi i zjeżdżał niżej , w stronę mojego dekoltu.Poczułam , jak rozpina moją koszulę, aż wreszcie pozbywa jej się i rzuca energicznie w kąt pomieszczenia.Zaraz potem ja zdarłam szybko jego t-shirt i cieszyłam się chwilą, którą znów spędzam z mężczyzną, którego kocham.Przejechał delikatnie dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej zaczynając od szyi kończąc przy skrawku spodenek.Zaczął je zsuwać coraz niżej i nie przestawał całować. Błądził ustami po ciele, aż spoczął na moich i zaczęliśmy walkę ze swoimi uczuciami. W pocałunkach próbowaliśmy oddawać to, jak bardzo się kochamy... Każda chwila była dla mnie najcenniejszą w życiu. Wreszcie oboje nadzy nie przestając się całować dokonaliśmy różnych czynności. Co pewien czas pojękiwałam z podniecenia, a następnie oddawałam się w rozkoszy, którą było kochanie się... Zmęczeni oboje leżeliśmy na łóżku patrząc w sufit. W pewnym momencie wybuchnęłam śmiechem i chichocząc przytuliłam się do nagiego torsu Jamesa.
-Z czego się tak śmiejesz?-zapytał wyczekująco, a ja nie mówiąc nic, po prostu pocałowałam go w policzek. W objęciach zasnęliśmy...
Nagle ktoś zaczął głośno kaszleć. Otworzyłam ledwo żywa oczy i spojrzałam w tamtym kierunku. Zobaczyłam moją mamę , a za nią przyjaciół.
-KLAUDIA! CO TO MA DO JASNEJ CHOLERY ZNACZYĆ!?-wykrzyczała bardzo zdenerwowana mama. Wiedziałam, że ta sytuacja jest najgorszą, w jakiej mogła mnie zobaczyć...
-Nie, proszę cię! Nie denerwuj się.- poprosiłam , a Anita widząc mój wyraz twarzy postanowiła wyprosić całe towarzystwo.
-Spróbuję przekabacić twoją mamę, ale nie wiem, czy mi się uda... Jak zajdziesz w ciążę, to wiedz, że ona cię zabije!- pogroziła przyjaciółka i ona również opuściła pokój. Spojrzałam na Jamesa, który równie był zniesmaczony tą sytuacją. Kącik jego ust uniósł się ku górze i zaczął się śmiać. Uderzyłam go lekko w klatkę piersiową, a on nadal chichotał.
-Przestań no! To nie jest śmieszne! Ona może cie wyrzucić z domu w tym momencie, ona cię z siekierą może gonić, więc uważaj.- zagroziłam. Moja mama jest szalona, więc może jej do głowy strzelić wszystko... Wiadomo, po kim ja to mam!
-Serio? Z siekierą? Hahahhaa! - nadal się śmiał, a potem złapał mnie w talii i przyciągnął tak, że leżałam na nim i oboje znów się całowaliśmy.
-Dobra ! Trzeba wstawać.- westchnęłam chcąc iść po ubrania. Dorwałam szlafrok, który leżał obok łóżka i szybko go na siebie założyłam.
-Fajna dupcia skarbie.- zawołał Maslow, a ja wywróciłam oczami. Podeszłam do szafy i wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy. Poszłam wziąć prysznic i ubrałam się . Gdy byłam gotowa wyszłam z pokoju i nie zastałam Jamesa w nim. Pościel była poukładana, a pokój w miarę czysty. Usłyszałam swoje imię, które ktoś wołał. Rozejrzałam się i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że chłopak siedzi w gronie przyjaciół I MAMY w kuchni. Przełknęłam głośno ślinę i poszłam zrobić nam coś do jedzenia. Rodzicielka słowem się nie odezwała, natomiast przyjaciele ciągle rozmawiali.
-Ej... A tak w ogóle, wczoraj Kendall poprosił Asię o chodzenie! -zawołał dumny Logan. Każdy z nas się uśmiechnął, natomiast Henderson ciągle patrzył w telefon.
-No i pięknie! Ktoś szykuje zaręczyny! - krzyknął ledwo oddychając. Każdy spojrzał na niego wystraszony. Wyczekiwaliśmy dalszej wypowiedzi.
-Carlos zbiera się z zaręczynami do Niny! O jacie. Czyli stary się serio zakochał. No masz... Będziemy wujkami James. - zażartował chłopak Anity, a zaraz potem cmoknął ją delikatnie w usta.
-Na razie zostawię was samych, ale potem porozmawiamy Klaudia.- powiedziała rodzicielka i zdenerwowana opuściła pomieszczenie. Pokręciłam głową zdenerwowana i skupiłam się na robieniu jajecznicy.
-Ciekawe, jak on to zrobi.. Ojć! Ja mogę mu pomóc. Nina kocha romantyczny klimat, więc... Mogę zrobić tak, że ona na samym początku zdębieje z wrażenia. - powiedziałam bardzo pewna siebie.
-To dobry pomysł! - przytaknęła Anita. Uśmiechnięta wróciłam do gotowania, a gdy posiłek był gotowy , przełożyłam go na talerze i podałam każdemu z nas. Potem postanowiliśmy iść na miasto. Krążąc po uliczkach Katowic, ciągle jakaś dziewczyna zaczepiała albo Jamesa, albo Logana prosząc o autograf. Chłopcy, jak to oni, zawsze chcą być mili dla fanów, więc dają autografy, robią zdjęcia i odpowiadają na proste pytania typu; Wyjdziesz za mnie? Śmieszyły mnie takie pytania, ale sama będąc fanką bym to zadała. Nie muszę tego robić, bo z nim jestem i jeśli mnie na prawdę kocha , to sam to zrobi, tak jak planuje to zrobić Carlos. On jest przesłodki! Uroczy z niego facet, a Nina to na prawdę super dziewczyna . Dobrali się do siebie i na pewno stworzą niesamowitą parę, małżeństwo i rodzinę... Ale z rodziną bym się nie spieszyła, bo jesteśmy jeszcze młodzi.
-Jestem padnięta.. Nie mam siły tu już chodzić.- westchnęłam siadając na ławeczkę. Reszta zrobiła to samo i w milczeniu czekaliśmy, aż ktoś coś wymyśli.
-W ogóle, to gdzie wy nocujecie?- zapytałam patrząc na Logana.
-U nas w domu. Przecież , nie zapominaj, mamy tutaj dom. - zaśmiał się Henderson, a ja pokiwałam głową, że rozumiem.
Poszliśmy potem do centrum handlowego i chodziliśmy po sklepach. Chłopcy nie mieli nic przeciwko temu i wchodzili razem z nami do nich. Ostatnim sklepem był sklep z bielizną. Tam chłopcy weszli najchętniej.
-Poczekajcie na zewnątrz.- poprosili, a my zgodnie usiadłyśmy na pufach , które stały przy jednej z kolumn. Wyczekiwaliśmy ich, aż wreszcie wyszli. Mieli w rękach reklamówki i nie chcieli nam pokazać, co mają w środku.
-Dowiecie się, jak wrócimy do L.A!- zawołał Logan, łapiąc Anitę za rękę. Maslow zrobił to samo ze mną i zaczęliśmy kierować się pod mój dom. Tam rozstałam się z przyjaciółmi i weszłam do domu, w którym czekała już bardzo zdenerwowana mama.
-Młoda damo, przegięłaś pałeczkę, wiesz o tym? -zawołała wkurzona.
-Przecież mam prawie 17 lat! Mam prawo to robić! Wiem, co to antykoncepcja, więc nie musisz mi prawić morałów, żebym się zabezpieczała, bo nie ma po co!- powiedziałam równie oschłym tonem.
-Uważaj, co mówisz. Jeszcze nie masz 17 lat, więc pod okiem prawa masz 16! Jesteś jeszcze młoda, masz na to czas, a on może cię wykorzystać i zostawić! A najgorsze będzie wtedy, gdy wpadniecie. Tak bardzo chcesz być młodą matką? Na prawdę tego chcesz?!
-No przecież ci kurde mówię, że się zabezpieczamy! Mamo błagam, nie jestem mała, dam radę sama, bez twoich głupich rad.- krzyczałam zdenerwowana, co budowało coraz większe napięcie.
-Nie masz prawa się z nim wieczorami spotykać, rozumiesz?! Jesteś młoda, nie masz osiemnastu lat, żeby się tak rządzić, więc będąc pod moim dachem, masz słuchać się mnie ! I gówno mnie interesuje, co masz jeszcze do powiedzenia. Zamknęłam ten temat! Wieczorami nie widujesz się z Jamesem, jeśli nie chcesz, aby ten związek się rozpadł!!!- ryknęła , a mnie wytrąciło to z równowagi.
-Może byś tak spojrzała na siebie?! Martwisz się o mnie, może lepiej od siebie zacznij, bo  z tobą jest coś nie tak!!!- mówiąc to trzasnęłam drzwiami i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do swojego pokoju i zatrzaskując głośno za sobą drzwi, usiadłam na łóżku i włączyłam sobie muzykę. Zaraz potem uruchomiłam laptopa i weszłam na twittera. Postanowiłam napisać do Carlosa, aby zadzwonił do mnie na skeypie. Chciałam mu doradzić coś w sprawie zaręczyn, bo to poważna sprawa, którą trzeba dopracować od początku do końca...
__________________________
No i macie tutaj taki rozdział nijaki. Nie podoba mi się w ogóle.-,- Widziałam, że mam nominację do znów tam czegoś, to ja to postaram się ogarnąć w ten weekend. :3 Dziękuję od razu za każde zgłoszenie. Love max ludki! <3
Zapraszam Was na mojego bloga:
www.crazy-for-you-btr.blogspot.com
Mam nadzieję, że zostawicie tam niejeden komentarz za sobą. <3 No i na innym blogu, z imaginami , pojawi się notka z Kendallem w Titanicu. Staram się , aby to nie było żywcem zerżnięte z filmu, więc będzie ciekawie, ale to dopiero jak napiszę, to dam Wam tutaj linka. Mam nadzieję, że wejdziecie na bloga podanego w linku, bardzo zależy mi na Waszej opinii.
xoxo Claudia >.< <3

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 30. Sen.

Czytaj przy Emeli Sande - CLOW
_________________________
Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się często małżeństwem do ostatniego westchnienia.
Do pokoju wparowała mama. Była uzbrojona... Miała w dłoniach pistolet na wodę , owinięta była fartuchem, a na głowie miała garnek. W drugiej ręce znów trzymała patelkę. 
-James Maslow proszony na dół. W trybie now!!!-warknęła, a każdy na nią patrzył, jak gdyby zobaczył zjawę.James wstał i spokojnie zaczął kierować si w wyznaczone miejsce. Miałam już się zerwać na nogi i pobiec za chłopakiem, ale moja mama od razu wymierzyła we mnie pistoletem na wodę.
-Siadaj! I ani mi się waż wychodzić z pokoju!!!- powiedziała i zatrzasnęła drzwi. Chłopcy z niedowierzaniem na mnie patrzyli.
-Twoja mama zamieniła się w snajpera, mam rozumieć? - zapytał Logan, a każdy się zaśmiał.
-Chyba tak.- rzekłam. Ciągle bałam się, co moja mama wymyśli. Przyjaciele rozmawiali, a ja nie mogłam się na niczym skupić. Postanowiłam więc iść sprawdzić co się dzieje z Jamesem. Gdy byłam przy drzwiach Carlos się odezwał :
-Jesteś pewna, że chcesz stąd wyjść? A jak twoja mama walnie cię patelką w łeb? - zapytał, a ja się zaśmiałam.
-To będę leżeć, co mam robić? - rzuciłam i wyszłam.Wtedy poczułam dziwny ból w klatce piersiowej i ....
OBUDZIŁAM SIĘ.
Znów szara, przytłaczająca mnie rzeczywistość. Ten sam ptak, który ćwierka na parapecie, ten sam blask słońca wpadający do pokoju, ten sam pokój, w którym żyłam zanim poznała Big Time Rush. Nie wiem, jak radzić sobie z tym wszystkim. Zrezygnowana uruchomiłam laptopa i leżąc w łóżku patrzyłam aż się uruchomi. Postanowiłam zasłonić wszystkie swoje okna, abym miała strasznie ciemno w pokoju . Uruchomiłam TV oraz DVD i puściłam sobie "Martwe Zło". Horror, który właśnie się zaczął zapowiadał się bardzo ciekawie, więc ruszyłam na dół i zastałam na stoliku kartkę.
Pojechałam zawieść brata do babci na dwa dni. Ja dziś zostaję u cioci Wioli na noc, robimy babski wieczór.Bądź grzeczna! Chcesz, to zaproś przyjaciółki. Buziaki mama. ;*
Znów sama w domu. Nie jest to normalne, ale cóż. Wyjęłam dużą miskę i zrobiłam popcorn z dwóch opakowań. Nalałam do szklanki picia i ruszyłam szybko zamknąć drzwi. Gdy przekręcałam klucz, usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi nie patrząc , w jakim stanie jestem.
-Panna Claudia?- spytał jakiś mężczyzna.
-Tak, to ja. O co chodzi?- spytałam, a on schował do spodni jakiś notes i podniósł z parapetu ogromny bukiet kwiatów.
-Dla pani. - rzucił i chciał już się kierować w stronę auta.
-Proszę chwileczkę zaczekać. Od kogo to?- zapytałam, a on posłał mi ciepły uśmiech i rzekł :
-Ma pani nie typowego wielbiciela. - i bez wahania wsiadł do powozu i zniknął mi z oczu. Zrezygnowana weszłam do domu i wstawiłam bukiet do wazonu.  Zaczęłam zaglądać do kwiatków, a wtedy poczułam, jak ktoś zasadził mi niezłego klapsa w tyłek. Podskoczyłam i zobaczyłam Marcela i Magdę.
-Nooo dzięki wiesz!- westchnęłam zawstydzona i posłałam jednak promienny uśmiech.
-W ogóle jak ty wyglądasz co?- wrzasnęła przyjaciółka .
-Em.. Jestem w piżamie? Nie wychodzę z domu?- mówiłam lekko zniesmaczona.
-Jest tak piękny dzień, a ty chcesz siedzieć w domu?! Chyba się zapomniałaś dziewczyno!!! - krzyknął Marcel.
-Ogarnijcie się. Nie mam na nic dziś ochoty, wybaczcie.- mówiłam zdołowana, a kumpel podszedł i mnie przytulił.
-Dziękuję, że nie odchodzicie ode mnie tak po prostu... Jesteście najlepsi.- westchnęłam ciężko i również go objęłam czule. 
-Nic tu po nas. Jak będziesz coś chcieć, to dzwoń. Przyjdziemy jak najszybciej. - powiedział Maj i pocałował mnie w policzek. Potem oboje ruszyli w stronę wyjścia, a ja szybko zabrałam wszystkie rzeczy i upewniłam się, że zamknęłam dom.  Gotowa znów położyłam się do łóżka i z włączonym laptopem oglądałam film. Przeglądałam również facebook'a i zobaczyłam to; 
NEWS Z OSTATNIEJ CHWILI! LOGAN JEST W POLSCE ZE SWOJĄ DZIEWCZYNĄ! WIDZIELI ICH,JAK WYSIADALI Z SAMOLOTU W KATOWICACH!!! NIE SĄ SAMI!
Nie są sami? Czyli są z kim? Ale wróć! ANITA JEST W POLSCE!!! Szybko wyjęłam swój telefon i chciałam do niej zadzwonić. Postanowiłam jednak iść wziąć prysznic.  Gdy już otuliłam się taflą przyjemnego ciepła, przypomniałam sobie, że nie zabrałam ubrań. Wyszłam z kabiny prysznicowej i ruszyłam, owinięta ręcznikiem do pokoju.
-CO WY TU DO CHOLERY ROBICIE?! - krzyknęła widząc Logana, Anitę i Jamesa.
- Głupolu! Ty jak zawsze zostawiasz klucz w kwiatku?!- westchnęła i mnie przytuliła.
-Cześć kochana.- szepnęłam zamykając oczy. Czułam, że dopływają do nich łzy, ale dlaczego?
- Cześć Logan! - powiedziałam równie radosnym co przytłaczającym głosem.
-Witaj.- szepnął i również mnie przytulił. Popatrzyłam teraz na Jamesa, który podniósł się i podszedł do mnie.
- Może mnie też jakoś przywitasz?- spytał. Wyminęłam go i ruszyłam po ciuchy. 
-Zaraz wracam.- westchnęłam ciężko. Weszłam szybko do łazienki i płacząc wykonałam dalsze czynności.
Gotowa wyszłam i spojrzałam na Jamesa, który stał plecami do mnie. Poklepałam go po barku,a  ten odwrócił się do mnie. Najpierw uderzyłam go w twarz z otwartej ręki, a ten nie wiedząc za co to spojrzał na mnie , łapiąc się za bolące miejsce. Szybko jednak złapałam jego twarz i delikatnie go pocałowałam.
-To pierwsze, za to co mi wtedy zrobiłeś, a to drugie, to dopisz sam znaczenie.- powiedziałam uśmiechnięta. Anita wraz z Loganem przyglądali się nam, wyciszając horror i jedząc mój popcorn.
- Em..No nie wiem, wracasz do mnie?- spytał z nadzieją, a ja znów dotknęłam delikatnie jego szyi i przybliżyłam się do niego. Złączyliśmy się w pocałunku, który trwał dłużej, niż przed chwilą.
- A teraz jak sądzisz?- mówiłam ciągle trzymając ręce na jego szyi.
- Teraz sądzę, że tak.- dodał , a potem uniósł mnie do góry. Zakręcił wokół własnej osi i popatrzył na mnie.
-Kocham cię.- powiedział mocno mnie przytulając.
-Ja ciebie też wariacie! Nie musiałeś tego wszystkiego robić.. Na każdym koncercie... -  szepnęłam patrząc mu w oczy.
-Ale czego?- spytał udając głupiego.
- Każde worldwide śpiewane zza kulis sceny. Nikt nie widzi, co w tym momencie robisz.. - mówiłam dalej.
- Wtedy włączyłem na tablecie twoje zdjęcie i tak udawało mi się śpiewać tą piosenkę. Odzwierciedlała moje uczucia do ciebie.- rzekł i pocałował mnie. Zrobiło mi się cieplej na sercu.
-Kochany jesteś! -westchnęłam.
-Dziękuję. Ty również.- i znów mnie pocałował. 
-WOOOOAH! Wreszcie!- zawołał Logan i przybił z Anitą piątkę. Popatrzyliśmy się na niego niezrozumiale .
-Nic, nic! Idziemy na miasto?- spytał, a każdy się zgodził. Przepełniona szczęściem ruszyłam z domu wreszcie z tym, z kim chciałam z niego wyjść... Z Jamesem...
Wreszcie nadszedł wieczór. Chłopcy byli w swojej willi , a Anita spała u siebie w domu. Siedziałam więc sama i oglądałam jakiś horror.  Usłyszałam pukanie w okno... Spojrzałam w jego kierunku i zobaczyłam Jamesa.
- Głupku co ty tu robisz?!- zapytałam i wpuściłam go w dość nietypowy sposób.
-Przyszedłem do swojej dziewczyny, nie można?- spytał i od razu mnie pocałował... Każdy jego całus był coraz bardziej zachłanny i pełen namiętności... Położył mnie na łóżku i nie przestawał całować...
________________________________
Tadam :) Haha :D Nie chciałam zaczynać tutaj swoich schiz! :3 Dodaję teraz notkę a w następnej będzie się działo : ) Czekam na Wasze komy! Dobranoc :*

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 29. Dom.

Kochać... Tak łatwo powiedzieć te słowa. Przekaz ich jest jednak tak mocny, że te słowa powinny być wypowiadane tylko w "nagłych" wypadkach, nie wtedy, gdy chcemy być mili.
Tkwiliśmy w objęciach, a ludzie przechodzący obok patrzyli na nas , jak na totalnie chorych ludzi. My nadal cieszyliśmy się tą chwilą, tuląc się tak, jakby to były ostatnie chwile życia.
-Wiesz co?- szepnęłam wreszcie, chcąc stanąć na ziemi. James delikatnie opuścił mnie w dół i spojrzał w oczy. To samo, radosne spojrzenie, ten entuzjazm i miłość, która aż błyszczała jego wzrokiem... 
-Wracajmy do domu, bo moja mama będzie się niepokoić i oczywiście... Pasowało by się jej przedstawić. - szepnęłam zdołowana, wiedząc, że to nie będzie miłe spotkanie. Matka, gdy widziała mnie przez te dni tak zdołowaną i smutną, miała ochotę zabić Jamesa za krzywdę, jaką mi wyrządził. Nie wiem, jak zareaguje na wieść, że znów jesteśmy razem.
-Stresujesz się?- spytałam, gdy chłopak złapał mnie za rękę.
-Nie..- uśmiechnął się i zaczęliśmy podążając w kierunku posesji.
-A powinieneś.- rzuciłam. Maslow zatrzymał się i spojrzał wystraszony na mnie.Zaśmiałam się i pociągnęłam go dalej.
Wreszcie dotarliśmy na miejsce i popatrzeliśmy sobie w oczy. Uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie w usta.
-Przepraszam jeszcze raz za wszystko..- szepnął dotykając moich ust swoimi.
-Nie wracajmy do tego.. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. - powiedziałam równie cicho.
~ W tym samym czasie, reszta~ 
Oczami Anity
Weszłam do kuchni przyjaciółki i z okna zobaczyłam, jak James wraz z Claudią zaczynają się całować.
-LOGAN! CHODŹ TU!- zawołałam szybko, a on jak na rozkaz przybiegł i spojrzał na mnie pytająco.
-Popatrz kurde przez okno, no!- zawołałam i wskazałam w dane miejsce. Henderson podszedł do mnie i obejmując mnie od tyłu wyjrzał w kierunku nowej, zakochanej pary.
-No wreszcie!!! Boże ile on mógł się starać! Ja bym sobie odpuścił.- westchnął chłopak, a mnie aż przebiegł nieprzyjemny prąd.
-Darowałbyś sobie? Serio?- zapytałam z bólem w sercu, a on patrząc mi w oczy uśmiechnął się i mnie pocałował.
-Ciebie? W życiu...- szepnął i pomógł mi wziąć szklanki z piciem do salonu, gdzie byli wszyscy.
~ Oczami Claudii ~ 
Wreszcie weszliśmy do domu. Przełknęłam głośno ślinę i złapałam mocniej Jamesa za rękę. Ruszyliśmy w stronę salonu, lecz zanim wyszliśmy z korytarza, zatrzymałam się przed nim i spojrzałam zdenerwowana na niego.
-Claudia, luz, twoja mama mnie kocha, prawda?- spytał uśmiechnięty, a ja szybko poprawiłam mu kołnierz od koszuli. Uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek.
-Pomimo wszystko pamiętaj, że cię kocham, nie dam cię zabić.- zawołałam i weszliśmy do pomieszczenia, gdzie wszyscy już byli.
-No wreszcie zakochana para przyszła!- zawołał Logan, przez co od razu dostał w klatkę piersiową od Anity. Wywróciłam teatralnie oczami i usiadłam na kanapie dwuosobowej wraz z Maslow'em. 
-Mamo, a Daniel gdzie?- spytałam nie widząc nigdzie brata. W tym momencie były tu dla niego raj na ziemi.
-Śpi! Pójdę go obudzić.- zawiadomiła, lecz ja pierwsza poderwałam się z miejsca.
-Nie! Ja to zrobię!- zawołałam i zebrałam cały boysband. Ruszyliśmy krętymi schodami do góry i stanęłam przed jednymi drzwiami, gdzie wisiała tabliczka robiona na zamówienie; ''NIE PRZESZKADZAĆ ! SŁUCHAM BIG TIME RUSH!'' 
-Posłuchajcie mnie... Mam prośbę.. Obudzicie go jednym ze swoich kawałków? On was ubóstwia! Jest małym chłopczykiem, a chce być tacy jak wy! Proszę, to dla was nic, a dla nie..
-Tak, zrobimy to, ale jaką piosenkę mamy zaśpiewać?- przerwał Kendall i popatrzył na mnie i na chłopaków.
-Może 24/seven? Nowa , skoczna, bardzo ją lubi, tak samo jak Windows Down, ale ... No przecież nie będziecie na cały dom WOO HOO krzyczeć, nie? Poczekajcie moment! Wezmę kamerę i nagram to! Będzie niesamowita pamiątka!- zawołałam i ruszyłam szybko do komody, w której trzymaliśmy aparaty, kamery i nieużywane telefony. Wyjęłam kamerę z napisem : DANIO i uruchomiłam ją. Wzięłam ze sobą magnetofon i puściłam po cichu daną piosenkę.
-Gotowi? Wchodzimy!- zawołałam, a Kendall zaczął śpiewać. Muzycznym krokiem BTR weszło do pokoju mojego brata, a on nadal spał. Pogłośniłam muzykę, a chłopcy śpiewali głośniej. Widać było, że Daniel się budzi, więc zrobiłam zbliżenie na jego twarz... Otworzył oczy i widząc cztery cuda świata, miał niesamowitą minę. Wszystko uwiecznione na taśmie. Nagle zerwał z łóżka i z piskiem wybiegł z pokoju.
-Cel osiągnięty. - zawołałam i nagrałam jeszcze swoją twarz w towarzystwie chłopaków. W śmiechu dołączyliśmy do przyjaciół , którzy czekali na dole. Wchodząc do salonu, James zatrzymał mnie przed wejściem i obejmując w pasie mnie czule pocałował.
-Wiesz, że twój brat jest bardzo słodkim chłopczykiem? - zapytał i spojrzał mi w oczy, przez co ja wybuchnęłam śmiechem.
-On i słodki? Haha, nie!- zawołałam i weszliśmy trzymając się za ręce do pokoju.  Zajęliśmy swoje miejsca i patrzyliśmy na Daniela, który siedział na kolanach mamy nieśmiało spoglądając na każdego z chłopaków.
-Co wy tu robicie?-zapytał wreszcie, kiedy lekko się uspokoił.
-Ejj! To ty nic nie wiesz? James jest z twoją siostrą!- zawołał Carlos dźgając go w bok. - Chodź do mnie na kolana.- dodał i odebrał od mamy brata. Ten zawstydzony siedział na jego kolanach, a mama zrobiła mu zdjęcie.
-Słodko razem wyglądacie z dzieckiem!- zawołała Asia przytulając się z Kendallem.
-Haha dzięki.- zawołała Nina. Oparłam się o oparcie sofy , a James mnie objął. Odcięliśmy się od realnego świata. Zostaliśmy tylko my, nic nie liczyło się bardziej od naszej miłości. Po chwili jednak głupio mi było tak zachowywać się przy mamie, więc wpadłam na pomysł.
-Ej kochani! Chodźmy do mojego pokoju! Mamo, zabieram Daniela, widzę, że Carlos go polubił! - oznajmiłam, a cała grupa poderwała się do wyjścia z salonu. Podążyliśmy znów do góry i centralnie zanim weszliśmy do pokoju zatrzymałam się.
-Co jest?- spytał Kendall. Spojrzałam nieśmiało na Anite, a ona chyba wiedziała o co chodzi.
-Moment. Zaraz wracamy!- zawołała i wciągnęła mnie do pokoju, zamykając drzwi.
-No tak.. Nie sprzątałaś tutaj kupe czasu, tak?- spytała zrezygnowana.
-Sprzątałam 2 dni temu! Ty jakbyś na okrągło płakała, to też miałabyś wszędzie chusteczki!- zawołałam. Szybko pościekałyśmy łóżko, posprzątałyśmy to,  co było zbędne i wreszcie wpuściliśmy ich do pokoju. Najbardziej bałam się momentu, gdy James, Kendall, Carlos i Logan zobaczą moją ściankę i tablice korkową. Pełno plakatów i informacji o nich w języku angielskim. Dzięki temu kształciłam obcy język.
-Łaadniee tu masz! - zawołała Nina. 
-Dziękować. Czujcie się , jak u siebie.- powiedziałam, a zespół posłał sobie porozumiewawcze spojrzenie.W pewnym momencie rzuciło się na łóżko i cała czwórka spojrzała na mnie rozbawiona. Leżeli na łóżku jak jakieś Top Model.
-Jak u siebie! - zawołał Carlos ze śmiechem. Między nich wcisnął się jeszcze mój brat i teraz każda zrobiła pamiątkowe foto.
-Łan direkszyn! hahahha- zaśmiałam się, a przyjaciółki od razu się zbulwersowały.-Żartowałam..- westchnęłam, a chłopcy się ogarnęli. Każdy usiadł na sofie, która była również w pokoju i zaczęliśmy rozmawiać. 
-No to jak, jesteście wreszcie znów ze sobą?- spytał Kendall,a James zamiast odpowiedzieć, po prostu mnie pocałował.
-No, to mamy odpowiedź.- rzekła Asia i również pocałowała Schmidt'a. Każda para zaczęła się całować, a mój brat jedyny siedział na fotelu i zaczął krzyczeć :FUUUJ! i uciekł.
-No widzisz! Twoja mama nic nie mówiła..- westchnął i bawiąc się moim kosmykiem patrzył mi w oczy.
-No, bo nie chciała mi robić obciachu przy wszystkich... Zobaczysz, jak będziesz sam ze mną i nią.. Będzie III wojna światowa.- rzekłam i znów go pocałowałam.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, gdy nagle do pokoju wparował nieproszony gość...
__________________
No i proszę! E włala! jest 00;55 ! Przyjaciółka postawiła ultimatum, że do 01;00 ma być rozdział!!! Więc jest! :3 haha średnio mi się podoba.. Takie laaf story, rzygam , wychodzę i nie wracam xdd No, ale co Wy o nim sądzicie? Dodałam playlistę na bloga, ale ona jeszcze przejdzie korektę, ponieważ muszę dodać jeszcze piosenki. Na razie to tyle z mojej strony.
Dobranoc. <3 Czekam na komyy! :**

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 28. Rozmowa z Marcelem.

I właśnie wtedy, będąc na dwóch krańcach świata, uświadamiasz sobie, ile ta druga osoba dla ciebie znaczy. Za wszelką cenę chcesz do niej wrócić, ale wiesz, że to już nie jest ta pora, gdy on wytrwale na ciebie czeka, z szeroko rozpostartymi ramionami. On je nadal tak trzyma, ale one tulą już inną kobietę do siebie.
Dalsze informacje, które dostarczone były wczoraj również mnie zaszokowały. James kilkakrotnie pisał na TT, że tęskni za pewną dziewczyną, która jest jedyną na całą świecie. Oglądałam multum filmików z koncertów chłopaków, gdzie śpiewali nowe piosenki. Usłyszałam stare, dobre "Cover girl", a chłopcy stojąc na scenę wynieśli kwiaty.
-To dla naszej przyjaciółki i kogoś bardzo ważnego dla Jamesa. Pamiętamy cię Klaudia!- powiedział do mikrofonu Kendall i zaczął śpiewać... Ich gest był piękny. Poruszyło to bardzo moje serce, przez co po policzku spłynęły łzy... 
-Klaudia....- powiedziała mama , wchodząc do pokoju. Spojrzałam się na nią , ocierając szybko łzy.
-Tak?- odwróciłam się znów do monitora i zamknęłam filmik.
-Masz gościa...- rzuciła i wyszła. Wyczyściłam nos, otarłam policzka i puściłam cicho zakupioną płytę chłopaków. Zeszłam po schodach i nadal nie mogłam się uspokoić. Przechodziły mi po ciele nieprzyjemne prądy, które powodowały, że zaczynałam się trząść. Ludzie tak zazwyczaj mają, gdy jest im bardzo zimno, albo czegoś panicznie się boją. Ja teraz nie bałam się niczego, było mi gorąco, ale pomimo wszystko się trzęsłam. Stanęłam przed drzwiami i zacisnęłam mocniej chusteczki, które trzymałam w dłoniach. Otarłam szybko oczy i otworzyłam powoli wejście. 
-Klaudia.. Czemu płaczesz?- spytał Marcel i od razu mnie przytulił.
-To wszystko mnie przerasta...- szepnęłam i odwzajemniłam jego gest. Wpuściłam go do domu i oboje ruszyliśmy do mojego pokoju.
-Czekaj ... Chyba nie rozumiem..- powiedział bezradnie. Usiadł na kanapie, a ja zajęłam miejsce obok niego. Maj patrzył wyczekująco na mnie. 
-No to zacznijmy od początku..- westchnęłam. No tak.. To był jedyny przyjaciel , który nie wiedział wszystkiego, więc trzeba było mu wyjaśnić.
-Pamiętasz jak wsiadałam do tego auta, gdy ty jechałeś przed spodkiem, w ten dzień, gdy BTR grało w Polsce? To właśnie wtedy siadałam do ich auta...- mówiłam wolno, przypominając sobie każdy moment. Każdy detal, o dziwo, pamiętałam doskonale. - I wtedy oboje wpadliśmy do jeziora.. To było niby romantyczne, ale dla niego, zwykłe zamoczenie ubrań.-  kontynuowałam. On, jak przystało na przyjaciela, wysłuchiwał każdego mojego słowa. Przytakiwał, gdy się gubiłam i pytałam, czy się nie powtarzam, ciągle był obok i słuchał.. - I wtedy właśnie moja przyjaciółka ,Nina, pokazała mi zdjęcie Jamesa, gdy całuje się z inną.- podsumowałam, a Marcel zrobił skwaszoną minę.
-Nieźle pojechał chłopak. Jak mógł cię tak skrzywdzić?- westchnął ciężko, poprawiając swoją pozycję. Nadal wyczekiwał na resztę, bo wiedział, że to nie koniec.
-I właśnie dlatego przyleciałam z powrotem do Polski, zamykając za sobą bramę do spełnienia marzeń..- westchnęłam i znów wytargałam parę chusteczek. Wyczyściłam nos, wyrzuciłam zużyte do kosza i otarłam łzy.
-Nie płacz... On nie jest wart twoich łez! Nikt nie jest ich wart. Jeśli mężczyzna doprowadził kobietę do łez, to nim nie jest..- powiedział przyjaciel i mocno mnie przytulił. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, więc szybko się oderwałam od Marcela i pognałam, aby go odebrać.
*ROZMOWA*
J; Halo?
A; No witaj bejb! Przyjedziesz po nas na lotnisko?
J; ANITA?! 
A; No, a kto inny?! Wbijaj po nas jakimś dużym autem, bo sporo nas jest.
J; Sporo...? 
A; Przyjeżdżaj !!! Chcemy cię zobaczyć, przytulić i w ogóle!!!
J; No okej! Już biorę mamę i jedziemy.
*KONIEC*
-Marcel nie obrazisz się? Anita wróciła do Polski z chłopakiem i prosiła, żebym pojechała ich odebrać.- rzekłam zbierając szybko wszystkie chusteczki.
-Jasne. I tak miałem już lecieć. Trzymaj się piękna i nie płacz.- rzucił i cmoknął mnie na pożegnanie.
-Siemasz Marcel, dzięki za rozmowę.- powiedziałam, a chłopak wyszedł. Postanowiłam się jeszcze szybko przebrać . Gotowa zbiegłam na dół i poprosiłam mamę, aby pojechała ze mną.
-Nigdzie nie jadę. Gotuję obiad, nie interesuje mnie to.. - zawołała zdenerwowana.
-Mamuś proszę! Ten jedyny ostatni raz.. Proszę.- mówiłam próbując ją jakoś ubłagać.
-Klaudia.. Jak ty mnie umiesz wykorzystać. - rzuciła w kąt szafki fartuch i powyłączała wszystkie sprzęty jakie były w użytku. Wyszłyśmy na podwórko i wyjechałyśmy dużym autem na lotnisko. Byłam podekscytowana, kto przyleciał razem z nimi. Będąc już na miejscu, powiedziałam mamie, aby zaczekała, a ja pobiegłam do budynku. Rozejrzałam się dookoła i widziałam tabun fanek BTR. Słyszałam ich piski i szmery. Podeszłam bliżej nich i zobaczyłam Logana, Anitę , Ninę, Carlosa, Kendalla, Asię i... Jamesa...
-Dobra spadówa!- zawołała wreszcie Anita, która była zdenerwowana. Przecisnęłam się przez tabun i przytuliłam ją.
-Jesteście! Wszystkie! Nie wiecie jak tęskniłam!!!- zawołałam i mocno każdą uścisnęłam. Oczywiście również chłopaków przytuliłam, a gdy miałam uściskać Maslow'a, na moment się zatrzymałam. Jak każdą osobę wcześniej pełna radości przytulałam , tak teraz podeszłam do Jamesa i czule, bez radości ani niczego po prostu zrobiłam to co z innymi.
-Kendall! Oglądałam dziś co zrobiliście przy "Cover girl"!!! Jesteście fantastyczni, wiecie?!- zawołałam ciągle próbując się uśmiechać. - Dobra, chodźcie, bo moja mama się niepokoi. - westchnęłam ciężko i wszyscy ruszyli na przód. 
-Idziesz?- zapytałam, gdy zobaczyłam, że James idzie na samym końcu.
-Mam prośbę, mogłaby mi wziąć twoja mama tylko bagaże, a Logan mi je weźmie, bo chciałbym się przejść i przemyśleć parę spraw... Z tobą...- powiedział, a ja bez uczuć się zgodziłam. Zanieśliśmy bagaże i stojąc w oknie spojrzałam na mamę . Nie musiałam nic mówić, tylko się uśmiechnęła.
-Idź.- szepnęła, a ja ruszyłam wraz z Maslow'em na pieszy powrót do domu.
-Słuchaj..- powiedział po krępującej ciszy. -Mówiłem ci to wiele razy.. Zrobiłem błąd.. Nadal cię jednak kocham.- szepnął.
-Ja ciebie też.. Nawet nie wiesz, jaką ochotę mam teraz się na ciebie rzucić i cię nigdy nie puścić, ale jest problem... Boję się,  że znów mnie zdradzisz...- szepnęłam, a wtedy James się zatrzymał, złapał mnie za rękę i mocno złapał mnie w pasie, tak, abym nie mogła nigdzie uciec.
-Uwierz mi, że jesteś tą jedyną, której teraz potrzebuję! To ciebie kocham, nie Halston! Do niej nie odzywam się od tamtego incydentu! Mimo, że tyle dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu, to ja wybrałem właśnie ciebie i to z tobą chcę już być na zawsze... Kocham cię jełopie i zgódź się na to, abyśmy znów byli razem, tak jak kiedyś, bez żadnych zmartwień.- mówił szeptem, a nasze twarze były bardzo blisko siebie. Dotykaliśmy się nosami , a ja czułam, jak jego oddech otula moją szyję... 
-Wiesz co...- mówiłam równie cicho jak on.-Odejdź choćby kawałek dalej, bo mogę zrobić coś, co będę potem żałować...
-Niby co?- spytał ironicznie i uśmiechnął się. Widziałam w jego oczach radość, euforię i energię , którą zarazi zaraz mnie.
-To..- rzuciłam i wpiłam się w jego delikatne usta. Odwzajemnił mój pocałunek z taką samą zachłannością. Dotykaliśmy siebie z delikatnością, ale to powodowało, że pragnęliśmy siebie jeszcze bardziej. Maslow podrzucił mnie lekko do góry tak, żebym mogła opleść swoje nogi wokół jego brzucha. Ręce przyciągały szyję Jamesa jeszcze bardziej. Tego właśnie mi brakowało. Czułam się jak w niebie. Otrząsnęłam się i szybko zakończyłam tą rozkosz. Zeskoczyłam z niego i oddaliłam się kawałek dalej. Zakryłam oczy ręką i drugą oparłam się o biodro.
-Boże James tak mi głupio..-westchnęłam, a on podszedł do mnie od tyłu i objął mnie w pasie.
-Nie masz za co przepraszać. Wróć do mnie kochana.- szepnął mi do ucha i znów cmoknął mnie w szyję.
-I co ja mam z tobą zrobić? Działasz na mnie jak narkotyk, od którego się chyba uzależniłam. Wrócę do ciebie, ale obiecaj mi, że mnie nie zostawisz..- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
-Obiecuję! OBIECUJĘ! Nie wiesz jak się cieszę!- zawołał Maslow i mocno mnie przytulił, po czym złączyliśmy się znów w pocałunku...
________________________
Iha iha iha iihaaaaa <3 Rozdział dla dwóch dziewczyn:
Maslowerki and Anity
One dwie męczą mnie ciągle o nowe, więc mają! *-*
No i Wy też. <3
Podoba się? :> Jest już okej? :D Zaś love stroyy i rzygam tęczą. *-* ahahhaha
Dobranoc;**
Czekam na komy <3

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 27. 24/seven

Po co ludzie przychodzą do naszego życia skoro wcześniej czy później i tak odchodzą... 
Zajęłam miejsce w samolocie i czekałam. Wytrwale czekałam, aż odlecę z tego miasta , zostawiając za sobą szereg wspomnień. Obok mnie siedziała starsza kobieta. Widać było, że jest kochaną babunią, która zawsze mądrze mówi. Uśmiechnęła się do mnie i zaczęła bawić się swoimi starymi dłońmi.
-Proszę zapiąć pasy, zaraz odlatujemy.- powiedziała stewardessa. Wykonałam polecenie i usłyszałam "Worldwide" w radiu. Ucieszył mnie ten fakt. To jedna z moich ulubionych piosenek chłopaków. 
-Ale proszę stąd wyjść ! Zaraz startujemy! Proszę pana, proszę spokojnie opuścić pokład!- mówiła stanowczo kobieta blokując wejście na pokład.
-Nie mogę! Muszę zatrzymać swoją ukochaną przed wylotem stąd!- usłyszałam.. Jamesa.Popatrzyłam w jego kierunku i zobaczyłam go... Stał nadal całkowicie oderwany od rzeczywistości..Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Proszę cię. Nie opuszczaj mnie.Jesteś moim serce, bez serca nie da się żyć, normalnie funkcjonować. To tak, jakbym w tym momencie stracił nogi i ręce. Nie zostaje mi nic innego, jak czekać na śmierć. Jesteś tą, która sprawia, że każdy dzień staje się lepszy. Wstaję rano i wiem, że czekasz na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Czekam, aż powiesz mi, że mnie kochasz, żebym mógł powiedzieć ci to samo.. Gdy cię poznałem właśnie zrozumiałem, że muzyka jest dla mnie bardzo ważna..
-Czemu?- przerwałam załamanym głosem.
-Bo gdyby nie to, że jestem sławny, nie poznałbym ciebie. Jesteś fantastyczną dziewczyną. Wiem, że popełniłem błąd! Kto ich nie popełnia? Ale zauważ, że ja się staram. Chcę nadal z tobą być... - szepnął i pocałował mnie w rękę. Każdy w samolocie patrzył się właśnie na mnie.
-James.. Już ci mówiłam. Nie chcę znów być tak skrzywdzona. To, co powiedziałeś, było piękne, ale to już nie jest bajka.- mówiąc te słowa po policzku spływały mi łzy. Maslow otarł je koniuszkami palców i złapał mocniej moją rękę.
-Przepraszam... Ostatni raz mówię panu spokojnie, aby pan wyszedł. W przeciwnym razie, wezwę ochronę.-  przerwała nam ta sama kobieta. Każdy pasażer ją uciszył i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
-To nie była bajka! Dlaczego ty nie chcesz mi zaufać?! Nie popełnię tego błędu drugi raz, przysięgam, ale proszę! Zaufaj mi..- kontynuował, a jego oczy się zaszkliły. 
-James proszę.. Darujmy sobie to. Zapomnij o mnie! Zapomnij , że była kiedyś jakaś fanka, z którą byłeś, a potem ją zdradziłeś. Zapomnij, po prostu zapomnij...- szepnęłam i zakryłam dłońmi twarz. Usłyszałam, że wchodzi tu ochrona. Otworzyłam delikatnie oczy i widziałam, jak go wyprowadzają. Starsza kobieta położyła na moim ramieniu rękę i poklepała mnie pocieszająco.
-Spokojnie malutka.. Wszystko będzie dobrze..- pocieszała mnie, ale ja tylko zaprzeczałam ruchem głowy. 
-Nic nie będzie dobrze! Już nigdy nic nie będzie dobrze..- mówiłam i ocierałam łzy, a staruszka mnie przytuliła do siebie. Poczułam, jak samolot odrywa się od podłoża i ... Odlatujemy.
~ Oczami Anity ~ 
Siedzieliśmy na krzesłach w poczekalni, patrząc na samolot, w którym siedziała nasza przyjaciółka.
-Ona nie mogła nam tego zrobić. Na pewno tu wróci. Czuję to.- szepnęła Asia. Kendall przytulał ją i ocierał jej łzy. Nina nie odezwała się słowem tylko ślepo wpatrzona była w podłogę. Carlos ciągle ją przytulał i co jakiś czas cmokał w policzek. Ja nadal płakałam. Nie chciałam, żeby to tak się skończyło. Zobaczyłam, jak Jamesa wyprowadzają ochroniarze. Maslow wyszarpał się z ich uścisków i ruszył w naszą stronę. Popatrzył na samolot, a ten oderwał się od podłoża i zaczął unosić się ku górze.
-Odleciała... Zajebiście! Ona odleciała..- wrzasnął chłopak z załamanym głosem. Ominął nas i wyszedł szybko z lotniska. 
-Nic tu po nas. Wracajmy.- szepnął Henderson równie smutny jak reszta. Wstaliśmy na nogi, a chłopak złapał mnie za rękę. Szliśmy jako ostatni. W pewnym momencie się zatrzymałam.
-Jak kocha to wróci..- szepnęłam. Logan nie dosłyszał i dał mi to do zrozumienia. -Jak kocha to wróci!- powiedziałam głośniej, ocierając łzy.
-Wiesz, może znasz ją lepiej, ale ja coś czuję, że ona nie wróci tutaj.. Już nigdy.-rzekł Henderson.- Jutro jedziemy w trasę. Pamiętasz, prawda?- dodał, a ja przytaknęłam. Co ja będę robiła sama, bez Klaudii? Fakt, są inne dziewczyny , ale z nimi nie znam się za dobrze, bo to są przyjaciółki Klaudii, której tutaj nie ma. Warto jednak zacieśnić znajomość.
22;00
Siedzieliśmy w domu. Chłopcy spakowani na trasę , spędzali ostatnie godziny z nami. Każdy przytulał swoją drugą połówkę, oprócz Jamesa.. James siedział na fotelu i trzymając w ręku telefon dogłębnie nad czymś myślał.
-Ej stary wszystko okej?- spytał Kendall, a Maslow ani drgnął. -EJ!- zawołał, a ten jakby ocknął się z transu.
-Co? - spytał ledwo żywy.
-Idź już lepiej spać, bo jutro trasa.- poradził Carlos, a ten popatrzył na niego, jakby miał go zabić.
-Jak mam iść spać, skoro ona nie odpisuje na moje SMS'y? Jak ja mam iść spać, skoro nie wiem, co się z nią dzieje? Gdzie jest, czy jest już w domu. Dla was może to być banalnie proste, ale dla mnie nie. Wy macie komu powiedzieć, że się kogoś kocha, ale mi jej tu cholernie brakuje!- wydarł się i ledwo co ukrywał swoje uczucia. Widać było, że jest rozdarty psychicznie. 
-Każdemu z nas jej brakuje...- szepnęła cicho Nina. 
~ Oczami Claudii ~
Jeszcze sześć godzin. Sześć godzin powrotu do rzeczywistości. Zamknęłam za sobą dział, ale nie doczytałam go do końca. Nie wiem, jak skończy się ta bajka. Wiem tylko tyle, że robię to, co uważam za słuszne. 
-Kochana..- usłyszałam głos starszej pani. Spojrzałam na nią , a ona uśmiechnięta patrzyła na mnie, swoimi zmęczonymi, szarymi oczami.- Nie powinnaś tutaj być, dobrze o tym wiesz. On cię kocha, ty go kochasz..
-Skąd pani wie, że go kocham?- przerwałam , a ona nic nie odpowiadając spuściła wzrok w dół.
-Widać to po tobie. Nie muszę być wróżbitką, żeby widzieć, kiedy Bóg karze kochać drugą osobę. - dodała. Zauważyłam, że w ręku trzyma różaniec. Musi być bardzo wierzącą kobietą.
-Tak, to fakt.. Kocham go, ale..
-Nie ma żadnego "Ale"! Przez "Ale" straciłam męża na zawsze. Nie chcę, aby ktoś tak młody jak ty cierpiał przez zawód miłosny. Jeśli ty go kochasz i on również cię kocha, to powinniście być razem i to bez gadania!- mówiła z uśmiechem na twarzy. Nie odezwałam się już słowem. Myślałam o tym, co ona powiedziała, aż wreszcie zasnęłam....

-Następna stacja; Katowice. Lądujemy za 5 minut. Proszę wszystkich pasażerów o zapięcie pasów i przygotowania się do lądowania.- usłyszałam głos stewardessy i otworzyłam zaspane oczy. Kobieta obok również spała, więc szturchnęłam ją, aby się obudziła. Zaraz potem spojrzałam przez okno, które było oddalone ode mnie o kilka siedzeń. Widziałam tą samą Polskę, którą tu zostawiłam. Teraz znów tu jestem i .. Wracam do rzeczywistości..
Odbierając swój bagaż wyszukiwałam wzrokiem mamy. Głowa strasznie mnie bolała, a oczy szczypały od płaczu. Dostrzegłam ją, ale nie samą. Widziałam przyjaciółki, które zaczęły biec w moją stronę.
-KLAUDIA!- krzyknęły i rzuciły się na mnie. Nie słychać było radości z ich strony. Najwidoczniej już wiedzą.
-Tak mi przykro..- powiedziała Magda. Znów mnie przytuliła, a ja starałam się nie płakać. Chodź było to jedno z najtrudniejszych zadań w moim życiu, starałam się je wykonać.
-Cześć mamo..- mówiłam szeptem i podeszłam do niej. Przytuliłam ją i pocałowałam w policzek.
-Cieszę się , że wróciła i się nie cieszę, że wracasz w takim stanie.- rzekła i otarła moje policzki z łez, które jednak same spłynęły. Bez słowa wszyscy udaliśmy się do auta. 
-Idziecie do mnie, czy wracacie do domu i wpadacie potem?- zapytałam siadając z przodu.
-Wpadniemy potem, bo teraz widać, że jesteś wykończona.- rzekła przyjaciółka.
-Nie będę kłamać, ale to prawda.- rzuciłam i zapięłam pasy. Ruszyliśmy do domu...
Wbiegłam po schodach i weszłam do swojego pokoju. Zamknęłam się w nim na klucz. Ruszyłam wziąć prysznic i przebrać się w coś luźniejszego. Włączyłam sobie po cichu muzykę i usiadłam na krześle, które było przed oknem i zaczęłam myśleć..

I tak mijały kolejne dni i tygodnie. Gdy Klaudia wchodziła na portale społecznościowe zostawała zasypywana setkami pytań. Po tygodniu, sprawa ucichła . Dziewczyna nie odpowiadała na żadne pytania, nie chciała z nikim rozmawiać. Jedynie od czasu do czasu widziała, jak któryś z BTR pisze do niej na TT, że za nią tęsknią. 
Już od 8 dni jestem w Polsce. Nie czytam nowych informacji o BTR, nie szukam żadnych rzeczy z nimi. Żyję tak, jakby ich nie było. 
Dziś postanowiłam iść z przyjaciółkami na zakupy. 
-No wreszcie kochana wróciłaś do nas!- zawołał Marcel i przytulił mnie na powitanie. Nie widział mnie jeszcze w ogóle , odkąd tu jestem. 
-Mi też miło.- uśmiechnęłam się i ruszyliśmy na empik. Swobodnie mogłam rozmawiać po polsku i nie musiałam myśleć, czy dobrze powiedziałam i czy dobrze zrozumiałam to, co do mnie mówiono. Dzięki pobytowi tam, podszkoliłam się w tym języku i teraz radzę sobie z nim bez problemu. 
-Klaudia patrz!!- zawołała Magda i pokazała na szereg gazet ze mną i Jamesem. Zrobiłam wielkie oczy i spojrzałam na nagłówki : "Nowa dziewczyna Jamesa jest Polką!" , "Chciał, aby została, ale ona odeszła..." , "Kim jest ta blondynka, przy boku Maslow'a z zespołu BTR?" i wiele , wiele innych.
-Na prawdę? Na prawdę dopiero teraz? Nie chcę ich widzieć. Odłóż to na bok, chcę o tym zapomnieć.- warknęłam. Poszliśmy na dział z muzyką i zobaczyliśmy nowy album BTR "24/seven" . Od razu kupiłyśmy je i ruszyłyśmy do kasy.
-Przepraszam bardzo za pytanie. Pani jest dziewczyną członka tego zespołu?- zapytała sprzedawczyni, a ja wywróciłam oczami.
-Nie, to musi być jakaś pomyłka.- westchnęłam i od razu dostałam od przyjaciół w ramię. Opuściliśmy sklep i udaliśmy się na spacer. Ciągle musiałam im opowiadać, jak było w L.A. Czy to miasto na prawdę jest takie śliczne , jak na filmach i czy da się spotkać dużo gwiazd.
Niespodziewanie przechodziliśmy koło spodka, w którym grali chłopcy. Każde wspomnienie wróciło..Znowu.
-Krzaki po koncercie zawsze spoko.- zaśmiała się Madzia, a ja wraz z resztą dołączyliśmy do chichotu. 
Wreszcie wróciłam do domu i napotkałam tam dziwne auto. Rejestracja nie była polska, coś jest nie tak. Weszłam na plac i ciągle przyglądałam się , czy ktoś nie wychodzi z domu.  "Może to BTR?"- pomyślałam podekscytowana, ale przypomniałam sobie, że to na pewno nie oni, ponieważ są w trasie. Chyba..
Z domu wyszła jakaś kobieta. Ciągle rozmawiała z moją mamą w języku angielskim. Nie przejęłam się tym i pobiegłam do swojego pokoju. Postanowiłam dziś przeczytać blogi przyjaciółek, które codziennie piszę newsy o chłopakach. To, co przeczytałam na blogu Gaby mnie zaszokowało. Podczas jednego z koncertów chłopcy mieli wylosować 4 dziewczyny do "Worldwide" ... Każdy z nich wybrał jakąś, a James się rozpłakał i zszedł ze sceny.
-Wow..- westchnęłam lekko przybita. Westchnęłam i patrzyłam na dalsze informacje. To , co znów zobaczyłam , chyba mnie ucieszyło.
"Logan postanawia odwiedzić ze swoją dziewczyną Polskę. Czy będą sami? Nie wiadomo." 
***********************
Nie podoba mi się tak trochę ten rozdział.. Jestem porąbana.. Tam taki zajebisty rozdział mi wyszedł, a teraz JEB! Jakiś niedojebany! -,- Soorki za to słownictwo, ale jestem zdenerwowana na siebie... -,- Jakbym miała być zadowolona z rozdziału, to musiałabym pisać od nowa od momentu, gdy Klaudia wysiada z samolotu, bo do tej pory było okej, ale potem już go zniszczyłam -,- Ugh!!! -,- Przepraszam no ;((
Rekord komentarzy! W poprzedniej notce skomentowano aż 13 razy *-* Ojejjj! Jesteście wspaniali! Kocham Was bardzo! <3
Zapraszam na nowego bloga :
http://crazy-for-you-btr.blogspot.com/

Czekam na komy.. Bajoo :* 

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 26. Jesteś jedyną.

Rozdział czytaj do ; STAY
_______________________________

Czasem zdrada coś kończy… Rozpada się jedność jak opuszczone szkło. Nie da się poskładać do kupy zdradzonego szczęścia. Nigdy już nie będzie tak samo, żal pozostanie na zawsze, jak wbity w serce nóż a wspomnienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dlatego trzeba wybaczyć i odejść… na zawsze. 
Nie byłam w stanie słuchać tego, co chcą mówić mi przyjaciele. Wiem, że oni nie potrafili by mnie okłamać. Mogę im zawsze zaufać. Jednak nie to jest najgorsze.. Najgorsze jest to, że mówił, że mnie kocha, że jestem tą jedyną, a kilka godzin potem całował inną i zapewne mówił to samo.
-Wiecie co? Muszę iść się przejść. - szepnęłam zapłakana, a Carlos przyjacielsko mnie przytulił.
-Nie płacz... Nie warto. Na prawdę... - mówił głaskając mnie po głowie. Nina siadła obok i zaraz oderwała mnie od Peny. Popatrzyła na mnie z troską i ona również mnie przytuliła.
-Tylko nie zrób głupstwa.- powiedziała, a ja biorąc ze sobą telefon ruszyłam jeszcze na górę. Przebrałam się i tuż przy wyjściu z pokoju znów zrobiło mi się nie dobrze. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. To ze stresu, mój organizm tak czasem reaguje. Umyłam porządnie jamę ustną i ruszyłam na dół.
-Wychodzę.- powiedziałam słabo, ciągle płacząc. Chcę stąd wyjechać, zapomnieć o tym, co się tu wydarzyło. Powinnam wrócić do Polski. Włożyłam słuchawki na uczy, założyłam kaptur na głowę i szłam przed siebie, nie patrząc na nic. Myślałam o każdej chwili tutaj, jak bardzo byłam naiwna. Szara, zwykła nastolatka z Polski, która nie jest idealna myślała, że jakiś super, przystojny, bogaty gwiazdor na nią spojrzy. Byłam głupia, ale za głupotę się płaci. Tyle czasu mu poświęcałam, łudziłam się, że na prawdę coś do mnie czuje. Już myślałam na poważnie o przyszłości. No tak, dzieli nas trochę duża różnica wiekowa, ale nie chcę pogłębiać tego, jak bardzo się myliłam. Wyjadę stąd. Rzucam swoje marzenia o ścianę, a one rozpryskują się na tysiąc kawałków i nikt ich nie może skleić... Nikt, prócz mnie samej. Zabłąkanej nastolatki, ze zranionym sercem, tonącej w morzu łez, szukająca deski, pnia, czegokolwiek, co powstrzyma ją przed utonięciem.
Ni stąd ni zowąd zobaczyłam, że idzie James. Postanowiłam bez wahania zawrócić do domu. Nie chcę tutaj dłużej być, chcę stąd wyjechać, zostawić to wszystko i nigdy więcej nie wspominać tych miłych, pięknych chwil spędzonych z gwiazdą. Zaczęłam biec, gdyż usłyszałam, że Maslow krzyczy w moją stronę, abym się zatrzymała. Nie miałam o czym z nim rozmawiać, wszystko między nami skończone, ale trzeba stanąć z tym oko w oko i powiedzieć, że to oficjalny koniec. 
Wbiegłam do domu, całkowicie zapłakana i ruszyłam na górę. Wszyscy, prócz Jamesa byli w domu. Nie wszyscy pewnie zaś wiedzieli o zdradzie Jamesa.
-Kochana!- słyszałam wołanie Anity, która biegła za mną po schodach.
-Nie teraz, proszę cię..- szepnęłam i zatrzasnęłam się w swoim pokoju. Położyłam się na łóżku i nie ukrywałam swoich łez i bólu, jaki mi towarzyszył odkąd się dowiedziałam o jego zdradzie. Nie przestanę o tym myśleć, puki stąd nie wyjadę! Wracam do Polski. Otworzyłam laptopa i od razu sprawdziłam linie lotnicze. Zadzwoniłam na skeypie do mamy i wszystko jej opowiedziałam.
-Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? Nie dasz mu się wytłumaczyć? - wypytywała współczująca rodzicielka.
-Nie chcę go widzieć. Zniszczył mnie, od środka. Od tylu lat o tym marzyłam! Od tylu lat mi się podobał! Byłam zapatrzona w niego jak w obrazek, a on to wykorzystał! Rozumiesz?!- płakałam jeszcze bardziej. Każde wspomnienie uderzało mnie z mocą kilkuset tonów. Bolało mnie to tak, jakbym leżała na torach, a pociągi ciągle by po mnie przejeżdżały. 
-Dobrze..To ja ci zamawiam bilet na jutro. Może być?- spytała, a wtedy wpadł do pokoju Logan.
-Przyszedł.- rzucił i wyszedł tak szybko, jak tutaj wszedł.
-Mamo muszę kończyć. Jutro samolot. O której?- wypytywałam.
-O 18. - powiedziała. - Zamówię ci przez angielską stronę, to na lotnisku odbierzesz bilet. Papa!- dodała i się rozłączyła. Henderson dobrze mówił.Nim zamknęłam sprzęt zobaczyłam zdyszanego Jamesa. Znów po policzku spłynęły ciężkie, gorzkie łzy.
-Klaudia, ja..
-Nie odzywaj się do mnie. Z nami koniec. Nie wiesz, jak to cholernie boli!! Nigdy tego nie będziesz wiedział, bo jesteś zadufaną w sobie gwiazdą, która nie potrafi zrozumieć, czym jest miłość dla kogoś, kto nie jest sławny, a kocha się w takiej osobie! Zrobiłeś mi nadzieję! Kochałam cię, zresztą, nadal kocham, ale nie będę już z tobą. To dla mnie za dużo. - mówiłam wstając i nadal płacząc. Każde słowo powodowało gorszy ból, więcej łez...
-Klaudia, ale ja na prawdę cię kocham! Ty nic nie rozumiesz!!!- mówił , próbując mnie jakoś uspokoić.
-Nie dotykaj mnie!!!- warknęłam z zaciśniętymi zębami. Patrzyłam na niego z wielką złością, w tym momencie nie było mi smutno, byłam na siebie wściekła.
-Nie rozumiesz!!! Ona chciała ze mną być, a dziś spotkałem się z nią, bo chciałem powiedzieć jej, że to ciebie kocham! Nie ją!!! Zrozum!- mówił James trzymając moje ręce. Wyrwałam je szybko i podeszłam do okna.
-Skoro tak odmawiasz dziewczynom, to mi odmówiłeś już dawno temu.- szepnęłam z założonymi rękoma. Nie patrzyłam w jego stronę. Znów zaczęłabym płakać, a nie chcę, aby on patrzył na to, że jestem słaba.
-Kurde nic nie rozumiesz! To ciebie kocham! Chcę z tobą być, nie z Halston, to ciebie kocham! Kurwa ogarnij to wreszcie, że to ty jesteś tą najważniejszą dziewczyną na całym moim świecie!!!- powiedział i podszedł do mnie. Uniósł mój podbródek do góry i spojrzał w zaszklone oczy. Od razu skierowałam spojrzenie w inną stronę.
-Zostaw mnie samą. To koniec James.. Jutro wracam do Polski..- szepnęłam patrząc na gwieździste niebo. 
-Jak to? Przecież jutro masz spotkanie z menagerem! Nie możesz wyjechać, od tak.
-Odwołam spotkanie. Powiem, że to nie moja bajka. A wylecieć mogę. Mama zarezerwowała bilet powrotny do domu. A teraz wyjdź. Proszę, zrób to ty, albo ja wyjdę, ale już tu nie wrócę.- powiedziałam cicho i spojrzałam na niego. Widziałam, że jego oczy się zaszkliły... Wychodząc przewrócił stolik, złapał wazon i roztrzaskał go o ścianę. Wtedy zaniosłam się płaczem... Usiadłam na parapecie i ciągle płakałam.Wycierałam łzy krańcami bluzy, ale one już były tak mokre, że to nic nie dawało. Usłyszałam, że ktoś chce wejść do pokoju. Spojrzałam w danym kierunku i zobaczyłam całą grupkę przyjaciół. Weszli i omijali każdy kawałek szkła, jaki był. 
-Boże co tu się działo?!- wrzasnęła Asia i popatrzyła na mnie. Zakryłam twarz rękami i znów zaniosłam się płaczem. Dziewczyny od razu podbiegły i mnie przytuliły.
-Nie płacz! Proszę... - szepnęła Anita i pogłaskała mnie po głowie.
-Ale się nie da...- powiedziałam cicho i dalej płakałam. Chłopcy również podeszli do mnie i mnie przytulili. 
-Jutro wracam do Polski...- rzekłam w pewnym momencie, a wszyscy od razu odeszli ode mnie o krok dalej.
-Ty sobie żarty stroisz, prawda?- wrzasnęła bardzo zdenerwowana dziewczyna Logana.
-Dziewczyno nie przejmuj się Jamesem! Spełniaj swoje marzenia! Nie przejmuj się nim! - powiedział Kendall.-Masz ogromny talent, wykorzystaj go, jeśli ktoś daje ci szansę! Nie poddawaj się tak łatwo.
-Nie namówicie mnie, żebym została, wszystko tutaj mi przypomina te chwile z nim. Nie chcę, nie chcę dłużej o tym myśleć. Mama zarezerwowała bilety, więc przykro mi...- przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Reszta również się porozsiadała, ale tak, żeby mnie mieć na oku.
-Ehh... Proszę cię, nie wyjeżdżaj..- powiedziała Nina. 
-Błagam, nie proście, bo robi mi się jeszcze smutniej. 
-Ale my ci nie damy wyjechać!- zawołał Pena, a każdy na niego spojrzał.-Jesteś tutaj potrzebna! Prawdziwa przyjaciółka!!! - dodał, a ja pomimo tego płaczu na moment się uśmiechnęłam. 
-Przepraszam was. Jesteście najlepszym, co mnie w życiu spotkało, ale ja nie dam rady... Muszę wrócić tam, skąd tu przybyłam. To nie miejsce dla mnie. Ten świat, to wszytko.. Wydawało się być tak pięknie... Teraz właśnie zrozumiałam, że wszystko wraca do normy. Wrócę do Polski i będę musiała się skupić znów na nauce, jak zawsze będę pogodną Rusher, która nikomu nie powie, że widziała was, że była z wami pod jednym domem, a z jednym z nich miała letni romans. Tak właśnie, tak jak wszystkie letnie romanse, musiały się kiedyś skończyć..- zakończyłam swoje przemówienie i przez chwilę zapadła cisza.
-Dlaczego będziesz ukrywać, że nas nie znasz? My cię znamy i się z tym nie kryjemy...- westchnął Logan.
-Zrozum, że jakbym powiedziała którejkolwiek dziewczynie, która kocha się w was i mogłaby was słuchać godzinami, to nie dałaby mi życia. Wypytywała by mnie o wszystko, a ja tego nie chcę.- szepnęłam i wytarłam oczy. - Przeproszę was, ale muszę zacząć się pakować. Jutro o 18 mam wylot. - powiedziałam wstając z łóżka. Każdy mnie przytulił jeszcze raz i wyszedł. Ja zaś zaczęłam sprzątać cały bałagan, jaki tu panował. Zbierając szkło , znów płakałam, przecięłam się kilka razy, ale za którymś tak mocno, że zaczęłam krzyczeć. Krew się lała jak woda z kranu, a ja nie mogłam jej zatamować. Poszłam do łazienki i z apteczki wyjęłam bandaż. Udało mi się zatamować krwotok, ale byłam zła na siebie , ciągle płakałam. Miałam tego dość. Rzuciłam to wszystko i wybiegłam za dom. Znajdował się tam las, do którego zmierzałam. Będąc już w nim, było strasznie ciemno. Ja padłam na kolana i zaczęłam krzyczeć.
-DLACZEGO?! DLACZEGO MUSIAŁAM TO BYĆ JA?!- i ciągle płakałam. Scena jak z filmu, ale tak było na prawdę. Miałam sobie za złe, że tak szybko się na wszystko zgodziłam. Postanowiłam wrócić i położyć się spać. Wzięłam szybko prysznic i położyłam się do łóżka. Zasnęłam....

Następnego dnia, gdy głowa niemiłosiernie mnie bolała, a oczy szczypały i łzawiły od płaczu, zeszłam na dół. Widziałam wszystkich przyjaciół, prócz jednego. 
-O boże.. Jak ty wyglądasz..- wystraszyła się Asia i podbiegła do mnie. - Jesteś cała we krwi! Co ty zrobiłaś z ręką?!- zapytała z niedowierzaniem.
-Wypadek przy wczorajszym sprzątaniu.- westchnęłam i skierowałyśmy się obie do łazienki. Przyjaciółka zmyła mi zeschniętą krew z twarzy i odwinęła bandaż.
-Powinniśmy jechać do szpitala, bo to za ciekawie nie wygląda.- powiedziała poważnie Asia.
-Nie ma takiej potrzeby..- westchnęłam, a wtedy pojawił się Kendall.
-Jest i to pilna potrzeba! Całą noc krwawiła ci ręka! Dziewczyno ty nic chyba nie rozumiesz! Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co może się stać!!- powiedział i wyjął telefon. Usłyszałam, że dzwoni na pogotowie.
-Ogłupiałeś? Nie dzwoń po tych idiotów! Sama tam pojadę, jak tak bardzo chcecie!!!- wrzasnęłam zdenerwowana. Poszłam szybko na górę i przebrałam się w coś luźnego. Zeszłam na dół i udałam się z przyjaciółmi do auta. 
3 godziny potem...
Siedziałam w swoim pokoju i dziewczyny pomagały mi się pakować, ponieważ lewa ręka była zszywana i strasznie mnie bolała. 
-Może daj mu szansę, znaczy nie, że w związku, ale ogólnie..- powiedziała Anita pakując moją sukienkę.
-Nie... Odkąd mnie znasz , mówiłam, że nie wchodzę drugi raz do tej samej rzeki. Nie chcę mieć z nim nic do czynienia! - zawołałam i usłyszałam , jak ktoś krzyczy pod moim balkonem. Wyszłam i zobaczyłam Jamesa z bukietem kwiatów.
-Klaudia! Przepraszam! Wybacz mi!- mówił, a ja machnęłam ręką i weszłam do środka. Nadal jednak słyszałam jego głos.
-Pamiętasz? Spotkanie w parku? - postanowiłam wrócić. Chciałam wysłuchać tego, co ma mi do powiedzenia.
- Wtedy... W Katowicach? Nie wiem, co wtedy czułaś, ale mogę zgadywać, że byłaś podekscytowana naszym koncertem.. Potem co? Worldwide... To ono nas połączyło! Potem spotkanie w galerii... To przeznaczenie...
* OD TERAZ CZYTAJ PRZY ; WORLDWIDE *
-Zrobiłem błąd, wiem, ale każdemu człowiekowi przypada druga szansa.. Ja nadal bardzo cię kocham, jak teraz wyjedziesz, nie wiem, co zrobię. Jesteś moim natchnieniem, muzą, bez której nie potrafiłbym śpiewać... Może wcześniej umiałem, ale teraz nie potrafię.. Jesteś dla mnie bardzo ważna .. Bardzo cię przepraszam...Wróć do mnie..- mówił, a jego głos wskazywał, że chyba zaczyna płakać. 
-James.. Nie ma do czego wracać. Zrobiłeś błąd, dobrze, że się przyznałeś, ale widocznie tak miało być. Nie byliśmy sobie przeznaczeni...- powiedziałam cicho i wróciłam do pokoju. Ledwo powstrzymywałam łzy, które tak bardzo cisnęły mi się do oczy. Nie będę płakać!- powiedziałam sobie w myślach i skupiłam się na pakowaniu. Dochodziła 16.15 , więc postanowiłam iść wziąć kąpiel. Ubrałam się i spojrzałam w swoje odbicie.
-Mimo, że nie jestem idealna, bogata i sławna, zasługuję na miłość.- powiedziałam sama do siebie i otarłam łzę. Z walizkami zeszłam na dół i postanowiłam ostatnie godziny posiedzieć z przyjaciółmi.
-Jesteście niesamowici. Kocham was jak bracia!- rzekłam załamującym się głosem. Przytuliłam każdego z nich i spojrzałam w ich kierunku. Znów zaczęłam płakać. - Będę opowiadać to swoim dzieciom, jak poznałam sławne gwiazdy i się z nimi zakumplowałam. Życzę wam, aby wasza sława nigdy nie umarła, żebyście byli tak popularni jak The Beatles. Na prawdę, wasza muzyka jest niesamowita...- westchnęłam i otarłam łzy.
-Daj spokój! Nie płacz już..- powiedział Kendall i posłał mi ciepły uśmiech.
-Żeby się dało. Smutno mi, że teraz się z wami muszę żegnać. Jest mi tak cholernie przykro, że tak bajka się już kończy...
-Nie musi się kończyć, to ty ją szybko zamykasz..- rzekł Henderson. Nikt się nie odezwał, zapanowała cisza. 
-Nie to, że stoję po stronie Jamesa, ale.. On na prawdę cię kocha.. Może popełnił błąd, ale kto ich nie popełnia?- dodał zaraz Logan.
-Nie namawiaj mnie, żebym do niego wróciła... Nie chcę znów tak cierpieć.. To dla mnie za dużo...- szepnęłam i wstałam, ponieważ była 17;30. Zaczął boleć mnie brzuch... Czuję, że coś się wydarzy...
Po 5 minutach byliśmy, wszyscy, na lotnisku.
-Kocham was chłopaki. Oddana Rusher forever..- szepnęłam. Podeszłam do Carlosa i go przytuliłam.
-Siemasz karzełku. Nie mogę przywyknąć do tego, że jesteś niższy ode mnie. Ale i tak jesteś fantastyczny! - powiedziałam, a on uśmiechnął się, gdy go puściłam. Podeszłam do Kendalla.
-Wiem, że podoba ci się Asia... Działaj! Tylko nie skrzywdź, tak jak James mnie.- zagroziłam, ale zaraz wybuchnęłam śmiechem. Łzy już leciały, ale nie chciałam na nie zwracać uwagi. Niech płyną.
-Logan.. Ty też nie skrzywdź mi przyjaciółki, bo nie wiem, co ci zrobię. Jesteś niesamowitym chłopakiem, tak trzymaj... Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy.- powiedziałam i uścisnęłam go mocno.
-Na pewno. Obiecuję, że wszyscy się jeszcze spotkamy.- zaśmiał się. Nie było Jamesa... Chciałam się chociaż pożegnać..
Podeszłam do dziewczyn i mocno je przytuliłam. Znów płakałam jak dziecko.
-Nie no proszęę! Nie wylewaj znów tych łez.. To jest daremne. On to ostatni dupek!- wrzasnęła Asia i mocno mnie przytuliła.
-Hahah.. Żeby mi tak łatwo było to powiedzieć..- szepnęłam. Uściskałam każdą z nich i zobaczyłam jego.. Biegnącego w moją stronę, z bukietem róż, w garniturze.. Zasłoniłam twarz rękami i patrzyłam na niego. 
-Błagam nie wyjeżdżaj..- mówił zdyszany, gdy był już tuż przede mną.
-Nie James.. Muszę... Nie chcę tutaj dłużej być.. Skrzywdziłeś mnie i to bardzo.. Najgorsze jest to, że ..- i tu już bałam się dokończyć.
-Że co?- spytał i spojrzał mi w oczy.
-Straciłam coś z tobą, może pamiętasz.. - westchnęłam i płakałam jeszcze bardziej..
-Nie wyjeżdżaj! Kocham cię no! ... EJ! LUDZIE SŁUCHAJCIE! KOCHAM TĄ DZIEWCZYNĘ! JAK MAM JĄ ZATRZYMAĆ, ŻEBY NIE WYJECHAŁA?!- zaczął krzyczeć, a ludzie dookoła zaczęli się na nas patrzeć. Usłyszałam pisk. Zobaczyłam tabun dziewczyn, które biegną w stronę chłopaków. 
- Widzisz... Ty masz swoje życie, różni się ono od mojego..- powiedziałam i przytuliłam go na pożegnanie.
-Pamiętaj, że mimo wszystko, mimo krzywd i łez, nadal cię kocham..- szepnęłam i odeszłam , a fanki stanęły na moje miejsce. Maslow przedostał się z tego sztucznego tłumu, zatrzymał mnie i pocałował.
-Nie dam ci odejść, rozumiesz? Nie dam!!!- powiedział i znów się złączyliśmy.
-Dlaczego James?! Dlaczego ty znowu mi to robisz.?- wrzasnęłam zanosząc się łzami.
-Bo cię kocham! Ty mnie też! Masz tu zostać! Ja cię potrzebuję!!!- krzyczał równie głośno jak ja. Przytulił mnie, a ja wyrwałam się z jego objęć.
-Nie James... Koniec..- szepnęłam i zaczęłam biec do odprawy biletowej.. Odwróciłam się i zobaczyłam załamanego Maslowa, resztę przyjaciół, dziewczyny, które płakały i chłopaków, którzy je pocieszali..
-Żegnajcie.- szepnęłam i przeszłam przez barierkę.
**************************
Woooow... No to mi się udało... Podoba mi się ten rozdział. Wymyśliłam go w nocy, gdy nie mogłam spać. Powiem, że chyba jestem z niego baaardzo zadowolona.. <3 A Wy jak sądzicie? Podoba się? 
Czekam na Wasze komy. <3 Buziaki :*