niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 53. Anita i Logan.

Siedzimy na tarasie i zajadamy śniadanie z naszym małym bobaskiem.
-No i jak go nazwiemy?- pytam z uśmiechem na twarzy. Maslow przeżuwa kęs bułki, popija herbatą i spogląda na mnie.
-Jacob. Co ty na to?.
-Po polsku to Kuba, tak samo, jak James. Podoba mi się.- rzucam i spoglądam na ślicznego malucha o wielkich, brązowych oczach, króciutkich, ciemnych włosach i cudnym, radosnym uśmieszku. Nasze wspaniałe dziecko...
Po obiedzie przyszli do nas nasi przyjaciele. Logan z Anitą, Carlos ze swoją narzeczoną- Niną, Kendall z Natalią i nasi rodzice - moi i Jamesa. Wielki, rodzinny grill. Wieczór zapowiadał się niesamowicie, tym bardziej, że pogoda dopisywała i na niebie wznosiło się słońce. Lekki podmuch wiatru delikatnie otulał nasze skóry. Westchnęłam i mocno przytuliłam Jamesa. Ten dom... Postawił go dla nas, dla mnie, dla niego, dla naszego maluszka. To może być sugestia, co do dalszego życia... RAZEM.
-I co, jak postanowiliście mu dać na imię?- spoglądam na mamę z wielkim uśmiechem.
-Jacob, w Polsce będziecie mówić do niego Kuba.- posyłam jej radosny spojrzenie, a na jej twarzy maluje się duma i miłość. Tak bardzo kocham tą kobietę. Za wszystko, co dla mnie zrobiła. Że mi zaufała i pozwoliła tutaj przyjechać, że sama po jakimś czasie się tutaj przeprowadziła... Jestem istną szczęściarą, mając taką mamę.
-Wybaczcie, muszę nakarmić malucha.- wstaję od stołu i unoszę z wózka Jacoba. Idę z nim do salonu i zaczynam karmić. Nagle zjawia się Anita z Loganem. Siadają na przeciwko mnie i spoglądają na siebie, a następnie na mnie.
-Z racji tego, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, chcę, abyś coś wiedziała.- mówi wolno blondynka, a ja patrzę uważnie na nią. -Zaręczyliśmy się.- ukazuje prawą dłoń, na której świeci się niewielki brylant. Otwieram szeroko oczy i z niedowierzaniem patrzę w ich kierunku.
-Boże, jestem taka szczęśliwa. Gratulację!- wołam i ocieram łzy szczęścia, które spływają po policzkach.
-Z racji tego, że jesteś jeszcze panną, nie wyszłaś za mąż, mamy zaszczyt cię o coś poprosić.- dołącza Logan, gdy nagle wchodzi James. Siada obok, całuje mnie w policzek i patrzy na nich.
-Co jest?- pyta, widząc moje zaróżowione policzki.
-Pobierają się.- piszczę, a on otwiera szeroko oczy.
-No nie, Henderson. Tego się nie spodziewałem!- wstaje i podchodzi do niego. Zaczynają się klepać po plecach, a następnie oboje zajmują swoje miejsca.
-Skoro jesteście tutaj teraz razem, mamy zaszczyt prosić was, abyście zostali naszymi starszymi.- kontynuuje Logan, a ja dumnie patrzę na parę zakochanych. Z wielką chęcią się zgadzam i dając Jamesowi dziecko, podchodzę do Anity i mocno ja przytulam. Potem to samo robię z Loganem i z ogromnym uśmiechem na twarzy wychodzę do rodziny. Siadamy przy stole, a Kendall, który zajmował się gillem, kładzie na stole ogromny talerz pełen steków, karkówki i innych rodzai mięsa. obok leżą już kiełbaski, a chleb, który przyniosła mama, został obsmażony z masłem czosnkowym. Dobry, polski grill.

Kładę się do łóżka i patrzę na Jamesa. Przytulam się do jego nagiego torsu i głaszczę opuszkami palców jego klatkę. Zaczerpnęłam głębiej powietrza i uśmiecham się. Wiem, że jestem cała jego, już do końca życia.
-Kochanie..- zaczął niepewnie. Uniosłam głowę, aby spojrzeć mu w oczy.- Wiesz, my też niebawem moglibyśmy wziąć ślub.- mówi i całuje mnie w czoło.
-Chwila, czy ty sugerujesz mi, że w niedalekiej przyszłości chcesz mi się oświadczyć?- wołam podekscytowana. Kiwa niepewnie głową, a ja podnoszę się wyżej i mocno go ujmuję swoimi ramionami. Wpijam się w jego usta, a po policzkach spływają łzy szczęścia. -Już się zgadzam. Zgodziłam się, gdy urodziłam nasze dziecko. Kocham cię.- wołam radośnie i całuję go po każdym wypowiedzianym wyrazie. Czuję, że kąciki jego ust unoszą się do góry, a on pogłębia pocałunek. Odrywa się nagle, aby spojrzeć mi w oczy.
-Ja ciebie też kocham.- szepta i przytula się do mnie. Wzdycham i chcąc opanować swoje nerwy, wyobrażam sobie nas... Szczęśliwą rodzinę, mieszkającą w Los Angeles. Ciekawe, jak zareagują na to Rushers. Jedna z ich fanek urodziła mu dziecko, a następnie wychodzi za niego za mąż. Cudna historia, warta zapamiętania.

Mijają miesiące, a Anita wraz z Loganem przygotowują się do ogromnie ważnego wydarzenia w ich życiu. Cieszę się, że przyjaciółka znalazła partnera na całe życie, który kocha ją za to, jaka jest. Będzie trwał przy niej w zdrowiu i w chorobie, na dobre i na złe. Co by się nie działo, będzie miała go zawsze przy sobie. Służącego pomocą mężczyznę, który widać na pierwszy rzut oka, że nie wyobraża sobie życia bez tej kobiety.
-I jak?- pyta blondynka, przeglądając się w ogromnym lustrze w salonie sukni ślubnych.
-Nie lepiej iść ci za radą Logana, abyś sobie uszyła suknię na zamówienie? Twoja mama mówiła, że nie ma problemu, pokryje koszt uszycia jej, więc nie będziesz naciągać Logana.- pytam, widząc ją w długiej sukni, idealnie dopasowanej do jej ciała w biodrach, a potem wolno spadającej do podłogi.
-Nie mam pomysłu na takie kreacje, a wolę kupić prostą, zwykłą suknię, aby wyglądać normalnie, nie jak jakaś diva, która musi mieć szytą na miarę, jedyną w swoim rodzaju sukienkę.- wydyma usta z zażenowania, a ja zdycham i każę jej się odwrócić.
-Wyglądasz pięknie.- mówię z dumą w głosie, a ona rumieni się.
-Na prawdę?- pyta, a ja przytakuję. -To brać?- a ja znów ruszam głową. Idzie do przebieralni, zdejmuje ją i wiesza na wieszaku. Kieruje się do kasy, kobieta elegancko pakuje ją w wielką folię, aby się nie pobrudziła, zakurzyła, ani zmokła do czasu wesela. Płaci i wychodzimy.
-To już dwa dni!- wołam, a ona potakuje nerwowo głową.
-Stresuję się.- wzdycham i targa za końce włosów.
-Czym? Stajesz się Anitą Henderson! Polską małżonką Logana Hendersona, tego samego Hendersona z Big Time Rush. Żyć nie umierać! Nie przejmuj się niczym, to będzie najpiękniejszy dzień twojego życia.- mówię i mocno ją przytulam. Ona odwzajemnia gest i potrząsa głową. Wesele jest w Zakopanym, w Polsce. Logan zgodził się, aby ono odbyło się właśnie w tym kraju, a Anita ze względu na swoje wspomnienia ze skokami narciarskimi, chciała, aby to było w Zakopanym. Wracamy do kraju, a polskie fanki BTR na pewno przejdą zawał, gdy dowiedzą się, że to właśnie tam zawita cały zespół.

Przygotowania idą pełną parą. Zatrzymaliśmy się u mojej cioci w agroturystyce, nie chcąc się panoszyć po hotelach. Wynajęliśmy 4 domki i mieliśmy z nich widok na Krupówki oraz inne atrakcje tego pięknego miasta.
-Czemu my tu nie przyjechaliśmy wcześniej?- pyta z oburzeniem Carlos, spoglądając przez okno. Dziewczyny cicho się śmieją, a on drapie się nerwowo po karku.
- Woleliście się wozić po Kanadzie, USA, albo po naszych sąsiadach. Ile czasu czekaliśmy, aż wreszcie zawitacie do Polski... Ale proszę, zawitaliście i stały się tak niezwykłe rzeczy, że zapewne niejedna osoba jest w szoku.- chichoczę i spoglądam na Jamesa. Jacob został z moją mamą w USA, ponieważ nie może latać w tym wieku samolotami.
-No co?- pyta wreszcie z rozbawieniem. Wzruszam ramionami i podchodzę do niego.
-Nic.- wtuliłam się w niego i westchnęłam. Otulił mnie swoimi męskimi ramionami, a ja utonęłam. Odcięłam się zupełnie od otaczającego nas świata. Jest grudzień. Jutro wigilia, jak i wesele naszych przyjaciół. Niezwykle piękny dobór dnia, miejsca i osób, aby powstało niezapomniane wydarzenie. W najśmielszych snach nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji. Ja, Klaudia, która do niedawna była szarą myszką, uczęszczającą do szkoły w Katowicach, mam już dziecko, wspaniałego chłopaka, a moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż.... Dream's come true...
______________________________
I proszę! Oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że podoba Wam się, choć tak bardzo przyspieszam akcję. Chcąc pisać bloga dalej, muszę troszeczkę podkręcić tępo, ponieważ to, co działoby się teraz w życiu bohaterów, byłoby zwykłą melancholią. A właśnie tego chcę uniknąć. Mam nadzieje, że jednak podoba Wam się i skomentujecie rozdział! Czekam. Do następnej notki! :*

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 52. Christian Grey?

*Czytaj przy TYM*
-Ratujemy je, ona tego i tak nie przeżyje.- słyszałam słabo, a obraz sam się rozlewał. Obok siedział zatroskany James, trzymając mnie za rękę i płacząc w nią prosił mnie, abym walczyła i się nie poddawała. "Przecież się nigdzie nie wybieram."-pomyślałam, posyłając mu słaby uśmiech.
-Wszystko będzie dobrze.- wyszeptałam.- Jeszcze trochę.- dodałam i zacisnęłam zęby z bólu. Przy pomocy lekarzy dziecko było już na zewnątrz.Słysząc jego płacz, westchnęłam.
-Wykrwawia się.- krzyknął doktor i momentalnie oddał dziecko pielęgniarce, która nie dała mi dziecka przy porodzie, tylko odeszła z nim jak najdalej ode mnie.
-Dajcie mi moje dziecko...- szeptałam, a po policzku spływały słone krople wody. Maslow momentalnie je otarł.
-Zobaczysz je.- zapewniał.-Będziemy świetną rodziną, bez problemów, bez chorób, bez zamieszek, będziemy pić kakao razem z naszym synem. Ty i ja, razem się zestarzejemy, razem umrzemy i razem nas pochowają. Ale w tej chwili musisz być przede wszystkim ze mną. Nie zasypiaj.- pod koniec wypowiedzi zachłysnął się powietrzem, a po jego różowo-czerwonej twarzy popłynęły kolejne łzy. -Walcz, błagam..- ścisnął mocno moją rękę, a  chwile potem była ciemność.
Ten sam denerwujący sen prześladuje mnie od 3 miesięcy. Znam go już na pamięć. Wiąże się to pewnie ze stresem przed pierwszym  porodem. Jest czerwiec, zaraz zaczynają się wakacje, jest coraz cieplej, a za 5 dni mam termin porodu.
-Stresujesz się?- spytał James, podchodząc do mnie i oplatając długie ręce wokół talii.Westchnęłam, a wiatr rozwiał moje włosy.  Zaczesałam kosmyki za ucho i przygryzłam dolną wargę.
-Boję się, każda kobieta inaczej przechodzi poród. Ja mogę zaliczać się do tych, co będą przez 24 godziny się męczyć,a  urodzą w 5 minut, albo tą, co męczy się 5 minut a rodzi 24 godziny...
-Co prawda, to prawda.Wiedz, że będę przy tobie cały czas. Nie zostawię cię na pastwę losu lekarzom. Nie ufam im.-zaśmiał się i ucałował mnie w czubek głowy. -Kocham cię.- szepnął do ucha,a na mojej twarzy zaczął malować się delikatny uśmiech. Westchnęłam i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Pochwyciłam dłonie i mocno przytuliłam do swojej piersi. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Staliśmy na balkonie, dużym balkonie, z którego widać było prawie całe miasto. Mogłam spostrzec napis 'HOLLYWOOD', słynną aleję gwiazd, plażę, pobliskie molo, pełno ludzi i budynków. Słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie otulając swoimi promieniami nasze twarze. Westchnęłam i puszczając dłonie Jamesa ruszyłam do środka. Jutro już wyczekują mnie w szpitalu, dlatego postanowiłam się spakować. Zaczerpnęłam mocniej powietrza. Stres opanowuje stopniowo całe moje ciało. Mój żołądek płata mi nie proszone figle. Wzdycham siadając na krańcu łóżka. Spoglądam na torbę i uśmiecham się lekko. 'Juz niebawem zostaniesz matką!' mówi moja podświadomość, a ja zdając sobie z tego sprawę rozklejam się. Po policzkach spływają łzy, jedna za drugą. Ocieram je szybko opuszkami palców, a chwilę potem ląduję w ramionach Maslow'a, który mnie pociesza, bynajmniej próbuje.
-Ja nie chcę być matką. Jestem za młoda. Chciałam iść na studia, chciałam skończyć je, chciałam być sławną dziennikarką, która zwiedza świat, poznaje nowe osobistości, która dowodzi prawdy i tylko prawdy. Chciałam tego, bardzo. Chciałam spełnić marzenia. Nie chciałam dzieci, nie w tym wieku. Nie jestem na to gotowa. Mam jeszcze 17 lat. 18-stka stuknie dopiero w listopadzie, a jest czerwiec. Mam dopiero siedemnaście lat...
-Ej, kochanie. Spełnisz, wszystkie! Wszystkie twoje marzenia da się spełnić. Musimy tylko wplątać w to jeszcze nasze dziecko, nie odpuścimy tego. Nie możesz się teraz poddać i to zostawić.
-Nie zostawię, nie umiem, próbuję zresztą ze wszystkich sił się trzymać tego. Ale nie potrafię. Nie będę umiała trzymać dziecka w moich ramionach. Przecież to takie maluteńkie dziecko...- a mnie roznosi kolejna fala łez. Trzęsę się, próbuję uspokoić, umiarkować swój niespokojny oddech. I gdy prawie się opanowałam, po raz kolejny przechodzę przez ten sam proces. I tak płaczę przez dobrą godzinę, a James nic nie mówi, tylko przytula mnie mocniej do siebie, podając od czasu do czasu nowe chusteczki.
-Proszę cię, bo spuchniesz. Nie płacz. Damy radę!- mówi i całuje mnie w czubek głowy. Ocieram rękawami swetra łzy i wstaję z łóżka. Nabieram głęboko powietrza i wydycham je przez nos. Liczę do dziesięciu 'tak jest, uspokój się' mówię do siebie i gdy już całkowicie ogarnia mnie błogostan.
-Uf, na prawdę mnie wystraszyłaś.- mówi wydychając równie głośno powietrze. Wywracam oczami i kontynuuję pakowanie. Idę wziąć prysznic i kładę ręce na brzuch. Głaszczę je, próbując wychwycić jakikolwiek ruch. Wzdycham, nic nie wyczuwając i kontynuuję kąpiel. Wychodzę spod prysznica, wycieram się i wkładam jedwabną piżamę. Kładę się do łóżka z mokrymi włosami i nie jedząc już nic, zasypiam...
                         Biegnę pełna życia, ciągle przed siebie. Uśmiecham się i napotykam seksownego, wysokiego mężczyznę, w grafitowym garniturze, krawatem na szyi i teczką w ręku. Uśmiecha się do mnie lubieżnie i przepuszcza, abym mogła biec dalej. Nie zwracam uwagi na nic. Po prostu biegnę, jak nowo narodzony człowiek. Bez żadnego chłopaka, bez ciężaru noszenia dziecka na plecach. Biegnę przed siebie. Wyobrażam sobie, że napotykam jakiegoś niesamowitego mężczyznę i on zaczepia mnie, próbując zaprosić na drinka do pobliskiego baru. Z uśmiechem się zgadzam i ochoczo idę. Gdy jestem tak pochłonięta myślami, nie zdaję sobie sprawy, ale wpadam na kolejnego człowieka. Kolejny biznesmen z czarującym uśmiechem. Posyłamy sobie niezdarne spojrzenia, po czym mierzy mnie wzrokiem.
-Dasz zaprosić się na drinka?-oh, czego mogłam się spodziewać, to sen. 
-Z miłą chęcią.- mówię zalotnie, kierując się za jego ręką. Idziemy, ciągle rozmawiając. Czułam, jakbym znała go przez wieki. Inteligentny nieznajomy opowiada mi o swojej pracy, o rozrywce, jaką lubi. 
-Zapomniałem się przedstawić, Christian Grey.- i nawet tutaj ten seksowny mężczyzna mnie prześladuje. Zdając sobie sprawę z ogromu niemożliwości mojego snu, potrząsam głową i otwieram szerzej oczy. 
-Jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni.- parskam cicho.
-Widzisz to, co chciałabyś widzieć. Robię to, na co masz ochotę.- wzrusza ramionami, a ja wzdycham i nie komentuję.
                            Budzę się, cała spocona. Oddech mam przyśpieszony, a mój wzrok błądzi po pomieszczeniu. Jest ciemno, na zegarku wybiła 4 nad ranem. Spoglądam na Maslowa, który smacznie śpi wtulony w poduszkę. Znów opadam zmęczona na poduszkę i przekręcam się w jego stronę. Ocieram o jego policzki palce i uśmiecham się, gdy zaczyna się lekko uśmiechać. Nadal śni. Nie chcąc go budzić wstaję i kieruję się do kuchni. Zjadam jakiś owoc, włączam tv w salonie i siadam wygodnie na kanapie. Włączyłam kanał przeznaczony dla matek. Akurat leciał program z porodem i tym, jak niektóre z kobiet mają depresję poporodową. Rzucają całą rodzinę i uciekają w świat. Są też takie przypadki, że popełniają samobójstwa, nie mogąc sobie dać rady z ogromem tego wszystkiego.
-Czemu nie śpisz?- słyszę niski, seksowny ton głosu zaraz za sobą. Odwracam się i widzę Jamesa w samych bokserkach. Oblizuję usta i automatycznie się uśmiecham.
-Hm.. Calvin Klein, dlaczego teraz?- ten tylko trzęsie głową i nie komentując mojej wypowiedzi, siada obok i ogląda razem ze mną.
- Będę przy tobie. Nie zostawię cię, nigdy.- złapał moją dłoń i ucałował każdą kostkę osobno, a następnie przytulił się do niej. Wzdycham i kontynuuję oglądanie.

-PRZYJ!- krzyczy James i trzyma mnie podekscytowany za rękę. Krzyczę głośno, próbując z całych sił 'wypchnąć' tego małego zgredka na świat. Po policzkach spływają łzy.
-Jeszcze trochę!- woła lekarz, który siedzi przed moim kroczem. Zaczerpuję mocniej powietrza i kontynuuję ten męczący proces.
-JEST! To chłopczyk!- spoglądam na Jamesa, on na mnie, a następnie oboje na zakrwawione dziecko. Chwilę później słyszymy płacz malucha. Oddycham z ulgą zdając sobie sprawę z tego, że jest zdrowe.
-Dzień dobry mamusiu.-  mówi spokojnie pielęgniarka kładąc dziecko w moich ramionach, które chwile wcześniej umyła i okryła ręcznikiem. Po policzkach spływają łzy, a na twarzy gości wielki, promienny uśmiech.
-Udało się.- szeptam. -Udało się.- a krople łez lecą jak ze strumienia.
-Kocham cię.- James całuje mnie w głowę, a chwilę potem oddaję pielęgniarce malucha i w mgnieniu oka zasypiam.
______________________
No i oto rozdział.
Z przykrością informuję, że blog zmierza do końca. Historia powoli zaczyna się kończyć, chodź mam pewne plany jeszcze. Zobaczymy.
Tak, wprowadziłam tutaj troszeczkę Greya, ponieważ czytam od kilku dni i wprost z ręką na sercu stwierdzam, że kocham tą lekturę. Odrywa mnie przede wszystkim od codzienności.
No, ale nie mówmy tu o mnie. Jak wam podoba się rozdział?
Mam nadzieję, że do złych nie należy.
Czekam na komentarze. ♥
Do napisania, Claudia.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 51. Najwspanialsza rodzina na świecie.

Znajdowałam się w wysokim, białym przedsionku. Po obu stronach były wielkie, drewniane schody, które prowadziły na górę, po środku zaś znajdował się mały stoliczek z tego samego drewna, co stopnie. Na nim zaś stał przeźroczysty wazon ze świeżymi różami. Ponadto nade mną wisiał ogromny, kryształowy żyrandol. Poczułam się, jakbym była młodą dziewczyną, która ma niezwykle bogatych rodziców i mieszka w wielkiej, luksusowej willi pilnowanej przez kilkudziesięciu ochroniarzy.
-Jak ci się podoba pierwsze pomieszczenie w domu?- spytał Maslow, obejmując mnie od tyłu. Byłam tak pełna podziwu, że nie potrafiłam wypowiedzieć ani jednego słowa. Zamiast tego ruszyłam dalej, chwytając chłopaka za rękę. Kroczyliśmy przez wielki łuk do następnego pokoju. Moim oczom ukazał się przytulny salon. Po prawej stronie znajdował się kominek i dwa krzesła bujane, za nimi, na ścianie była wielka szafa, na której mieściło się pełno książek. Westchnęłam i przesunęłam wzrok w lewą stronę, gdzie były trzy, ogromne, wysokie okna, z których wpadały przyjemne promienie słońca, rozświetlając kawowe pomieszczenie. Przed nimi stał stolik, krzesełka, a na wprost wejścia ogromny telewizor i skórzana kanapa. Pełno obrazów i pojedyncze lampki naścienne pobudzały nasze szare komórki.
-Piękny.- rzekłam, spoglądając na obraz kobiety na bujanym krześle z dzieckiem na rękach.
-Poprosiłem ulicznego malarza, aby namalował ciebie z dzieckiem. Opisałem, pokazałem twoje zdjęcia, a on to zrobił. Zapłaciłem mu około 10 tysięcy dolarów, a on za to zaczął żyć jak człowiek. My zaś mamy przepiękny obraz.- zaśmiał się James i pocałował mnie czule w czubek głowy. Westchnęłam i zaczęłam iść dalej.
-Tutaj powinno ci się spodobać.- poinformował szatyn wprowadzając mnie do kuchni. Drewniane meble, jak w filmach amerykańskich, okna, z których miałam widok na ogród, duża lodówka, zmywarka i wiele innych bajerów, których w życiu bym nie kupiła, żyjąc tak jak kiedyś... Im głębiej zanurzałam się w tym budynku, tym bardziej byłam pełna podziwu. Nie miałam pojęcia, że Maslow może mieć tak ogromne poczucie stylu. Westchnęłam idąc dalej.
-Zmęczyłam się.- zaśmiałam się, otwierając kolejne drzwi.
-A to dopiero początek.- weszliśmy do małej łazienki. Jasna, mała, romantycznie oświetlona, cóż mogę dodać więcej? Była piękna.
Kolejne pomieszczenia znajdowały się po drugiej stronie domu. Tam był kryty basen, prywatne kino, sala nagrań i siłownia, czyli wszystko, co mogłabym spotkać na mieście. Na pierwszym piętrze była nasza sypialnia, którą chciałam zobaczyć jak najszybciej. Szliśmy schodami, trzymając się za rękę, aż znaleźliśmy się na górnym holu, z którego widać było cały ogród za domem.
-Ja nie wiem, kto te wszystkie okna będzie myć. Wygląda bajecznie, ale nie oszukujmy się, ze mnie sprzątaczka, jak z koziej dupy trąba!- zażartowałam, a on objął mnie w talii i pocałował we włosy.
-Ty skupisz się kochanie na wychowaniu naszego dziecka, gosposia będzie sprzątać.- zaśmiał się i otworzył przede mną drzwi. Zasłonił mi oczy ręką, a ja domyśliłam się, że wchodzimy do sypialni. Nie myliłam się. Gdy tylko zdjął mi rękę z twarzy, zobaczyłam ogromne, drewniane, z białą pościelą łoże małżeńskie, pełno poduszek, a obok niego stały szafki nocne z małymi lampionami. Na ścianach była gładka, ciemnego koloru boazeria, przypominająca panele podłogowe. Ich ciemny kolor budził ciepły, a zarazem romantyczny klimat. Przed łóżkiem leżał duży, włochaty dywan, który był niewiele jaśniejszy od reszty mebli w pomieszczeniu. Wszystko wprost trafiało do moich wyśnionych planów o domu z marzeń. Z sypialni, prócz głównych drzwi, prowadziły jeszcze dwa inne- jedne do prywatnej łazienki z ogromną wanną, a drugie do równie dużej garderoby.
-Teraz chciałabym zobaczyć pokój dziecka i na dziś dosyć oglądania, bo po prostu padam na twarz.- westchnęłam i przytulając się do ręki mężczyzny, kierowałam się tam, gdzie mnie prowadził.
-To tutaj.- oznajmił, zatrzymując się przed białymi, lekko wyrzeźbionymi drzwiami. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam cudny, niebiesko-biały pokoik, jak James opowiadał. Między dwoma dużymi oknami mieściła się kołyska wprost przygotowana na przyjście dziecka na świat.Po boku znajdowała się szafa, a po drugiej stronie miejsce, gdzie mogłam przebrać dziecko i nabalsamować. Nawet ono miało własną łazienkę!!!
Po wyczerpującym zwiedzaniu domu, pognałam do naszej sypialni i rzuciłam się na mięciutkie łóżko. Westchnęłam i przetarłam zmęczoną twarz. Obok mnie ułożył się James i pocałował mnie czuje w usta. Odwzajemniłam jego ruch i zarzuciłam ręce na jego szyję, przyciągając go jeszcze bliżej.
-Oj, gdybyś teraz nie była w ciąży, to na pewno nie byłoby tu tak grzecznie.- zaśmiał się i przygryzł mi dolną wargę.
-Panie Maslow! Niech się pan uspokoi!- zawołałam, robiąc teatralnie duże oczy. Zachichotaliśmy i podnieśliśmy się tak, aby przytulić się do siebie i w razie czego zasnąć w wygodnej pozycji.

Była noc, pierwsza noc w tym domu. Pierwsza, normalna noc po wyjściu ze szpitala. Pierwsza, po wyjściu z więzienia. Mogłam odetchnąć z ulgą, że to, co najgorsze minęło, a teraz mogę na sto procent skupić się na dobru dziecka i na przyszłości, jaka mnie teraz czeka. Nie widziałam się z mamą, nie wiem, czy widziała ten dom, ale ciekawa jestem, jak zareaguje widząc mnie tak szczęśliwą i wiedząc, że spełniłam wszystkie swoje najgłupsze marzenia, jakie miałam będąc młodą dziewczynką! Marzyłam o tym, że będę mieszkać w wielkim, bajecznym domu, z seksownym mężem, będę mieć syna, będę zdrowa i przede wszystkim dumna z tego, że zaszłam tak daleko. I teraz, gdy już wszystko jest tak, jak trzeba, mogę odetchnąć i powiedzieć dumnie "Klaudia, odwaliłaś kawał dobrej roboty! Teraz przebrnij przez poród i już nie ma rzeczy niemożliwych!". Cóż, obawiałam się tego momentu najbardziej w całym życiu. A ten moment zbliżał się nieubłaganie w moją stronę. Jeszcze miesiąc, a na świat powitamy naszego pięknego syna. Nie wiemy, jak będzie mieć na imię, to będzie kwestia chwil, jak podejmiemy decyzję. Wszystko się zmieniło. Zespół Big Time Rush nie będzie postrzegane jako zespół młodych idiotów, którzy mają gówno w głowie. To dojrzali faceci, którzy już poważnie myślą o swoim życiu, a to, że mają talent i mają jak go promować, to tylko taki bonus od Boga.

-Śpisz?- usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam patrzącego na mnie Jamesa.
-Nie, rozmyślam sobie. A ty czemu nie śpisz?
-Bo też myślę.- teraz przekręciłam się całym ciałem w jego stronę i popatrzyłam w jego piękne oczy. - I wymyśliłem coś...Będę miał najwspanialszą rodzinę na świecie.- westchnął i pocałował mnie w czoło, tym samym przytulając mnie do siebie i chwilę potem usypiając...
_______________________
Tada! I jest, kolejny rozdział z opisem pomieszczeń, jak prosiliście. Rozdział, przyznam szczerze, udał mi się. :) Może nie jest jakiś idealnie ciekawy, ale opisywanie uczuć i wydarzeń itd. to nie moja mocna strona. Dla mnie dialogi to jest to, a opisy.. Eh, ale UDAŁO MI SIĘ!;) Teraz tylko czekam na Waszą opinię i mam nadzieję, że będzie więcej komentarzy, bo jak widzicie, ja nadal piszę bloga! ♥ Nie zapominajcie, nigdy nie przestałam być Rusher. To, że doszedł Justin, Selena czy The Vampire Diaries nic nie zmienia, BTR nadal jest w moim sercu. ;) A teraz zostawiam Wam polę do popisu w komentarzach. Buziaki!

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 50. Nasz nowy dom.

Siedziałam cały czas w celi, wpatrywałam się beznamiętnie w ścianę na przeciw mnie, słuchałam płyt, które dostałam od Biebera i zajadała się słodkościami. Jestem w 7 miesiącu ciąży, niby James przynosi mi ciuchy na zmianę, kupuje już wszystko dla dziecka, ponoć nawet wykupił nowy, duży dom i wraz z pomocą przyjaciół próbuje go urządzić tak, aby mi pasowało... Skoro mowa o przyjaciołach... Nie widziałam ich tutaj w ogóle. Nie dzwonią, nie piszą, nie odwiedzają. Czyżby uwierzyli w to, że to ja zabiłam Halston?!
Brzuch momentalnie zaczął mnie boleć coraz bardziej. Ochroniarz, który mnie pilnował momentalnie zaczął zwoływać ludzi, a ja upadłam na kolana, po czym zwinęłam się z bólu na podłodze. Po policzkach spłynęły łzy, a ja prosiłam Boga, aby z dzieckiem nic się nie stało. Momentalnie straciłam przytomność i za nic w świecie nie pamiętam, co było dalej...
*Oczami narratora*
Dziewczynę zabrano do szpitala,w tym samym czasie sprawa się rozwiązała i znaleziono prawdziwego bandytę.Była to fanka Jamesa, która bardzo lubiła Claudie i przez to, że zerwali, postanowiła się zemścić.
Było pełno zamieszania wokół dziewczyny, lekarze biegali w te i z powrotem, a ona modliła się, żeby nic się nie stało z jej dzieckiem.
*Oczami Klaudii*
Przebudziłam się w szpitalu, przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu było strasznie jasno, wokół mnie krzątało się wiele ludzi. Zdenerwowana pierwsze, co zrobiłam, to położyłam ręce na brzuchu.
-Czy z nim..
-Tak, wszystko w porządku. Całe szczęście, zostałaś dowieziona w ostatniej chwili. Parę minut później, a poroniłabyś.- skrzywiłam się słysząc ostatnie zdanie. -A teraz leż i wypoczywaj, bo tego teraz potrzebujesz.- dodał lekarz i wraz ze swoją eskortą, wyszli z sali. Zostałam sama i zaczęłam rozmyślać, czy sprawa z zabójstwem się wyjaśniła. Miałam bardzo dużo czasu do rozmyślań, ponieważ nikt do mnie nie przychodził. Nie wiedziałam, ile już tutaj leżę, który dzisiaj jest, nie wiedziałam nic.

Dni mijały, lekarze przychodzili i wychodzili. Odwiedzał mnie Justin i James, na zmianę, a gdy się oboje spotykali, w powietrzu wisiało napięcie. Z dzieckiem jest wszystko dobrze, jestem w 8 miesiącu ciąży i wprost nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę ze szpitala i zobaczę efekt pracy Jamesa. Opowiadał, że pokój dla niego- bo to ma być chłopiec, tak twierdzą lekarze, ma duży, niebiesko-biały pokój z dwoma dużymi oknami. Pomiędzy nimi jest kołyska, w której będzie zasypiać.
-Gotowa?- spytał Maslow, biorąc małą walizeczkę z moimi rzeczami. Pokiwałam głową i biorąc telefon do ręki, wyszliśmy przed budynek. Wokół stało pełno paparazzi, fanek i obcych ludzi, przepychali się do nas, chcieli zadawać pełno pytań, ale James tylko ciągnął mnie za rękę, aby jak najszybciej dojść do pojazdu. Wpakował walizkę do bagażnika i otworzył mi drzwi. Wsiadłam do auta, a następnie obok zjawił się chłopak i odjechaliśmy.
-To jak księżniczko, chcesz zobaczyć nasz nowy dom?- spytał, łapiąc mnie za rękę.
-Pewnie!- zawołałam entuzjastycznie.
Jechaliśmy ulicami Los Angeles, a ja wyglądałam przez boczną szybę, spoglądając na dzieci, które bawiły się na placach swoich domów. Przypomniał mi się czas, kiedy to ja byłam taka mała, nie myślałam o dorosłym życiu, nie wiedziałam kto to Big Time Rush i nie interesowało mnie to, jak wyglądam, a teraz? Wszystko się zmieniło. Muszę myśleć jak dorosła osoba, zaraz na świat przyjdzie MOJE dziecko... Mam obok potencjalnego męża, ojca mojego dziecka, mężczyznę, który wybudował nam dom i potrafi zapewnić dobry byt dla naszego maleństwa... Jestem dorosła... A mam dopiero 18 lat. Moja nieuwaga i wiele błędów doprowadziły mnie do tego, że zamiast się bawić, będę musiała wychowywać jak najlepiej potrafię swoje dziecko.
-Jesteśmy.- z rozmyślań wyrwał mnie głos Jamesa. Popatrzyłam w stronę wielkiego domu. To nie był zwykły domek, który można było zobaczyć przejeżdżając po ulicach Californii. To był piękny, duży dom, z doskonałym wykończeniem, co do centymetra. Tak długo mnie nie było na wolności, bo w przeciwnym razie ogród nie wyglądałby tak pięknie...
-Zapraszam moją najukochańszą kobietę pod słońcem do naszego wspólnego domu.- otworzył drzwi i wziął mnie na ręce. Przeniósł przez próg, jak małżeństwo i ucałował w czubek głowy. Następnie postawił na podłodze, a ja rozejrzałam się dookoła. Nie potrafiłam opisać tego, co czuję, gdy widziałam to wszystko.
________________________________
I oto jest, kolejny rozdział, po bardzo długiej przerwie. Mam nadzieję, że zasypiecie mnie komentarzami, bo na prawdę na to liczę hahah :D Skromnie mówiąc. <3
Zmieniłam wygląd, jak Wam się pdooba? :) Mam nadzieję, że nie jest źle. :*
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim tym, którzy tutaj nadal ze mną są! :*

Powrót!

Dziś pojawi się kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nadal o mnie pamiętacie i nadal ochoczo będziecie czytać tego bloga. :)
Kocham Was i przepraszam, że musieliście tyle czekać, do napisania, xx :* :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Czy mam po co tutaj wracać?

Hej... Nie pisałam tutaj dosyć długo. Zawiesiłam bloga, potem mówiłam, że po egzaminach wrócę, ale czy to ma jakikolwiek sens?
Czy ktoś w ogóle czyta jeszcze tego bloga?
Wchodzi na niego?
Odwiedza chociaż czasem?
Jeśli nie, to nie ma sensu pisać dalej.
I nie mówcie mi, że piszę dla siebie, bo równie dobrze mogę pisać innego bloga. Więc ta decyzja zależy od Was.
Po lewej stronie, zaraz pod menu, pojawi się ankieta, w której zadecydujecie, co dalej będzie z blogiem. Jeśli będziecie chcieli, to go usunę, jeśli nie, to zostawię, a jak ktokolwiek ma zamiar to jeszcze czytać, niech skomentuje ten post.
Póki co to tyle ode mnie.
Trzymajcie się.
Udanej majówki!: *

niedziela, 5 stycznia 2014

Jednorazówka. Ślub Carlexy ♥

Ten wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju dzień, który zdarza się raz w życiu, właśnie miał miejsce tego wieczoru! To dziś Carlos wraz z Alexą mieli przyrzec sobie przy ślubnym kobiercu miłość, wierność i uczciwość małżeńską. W ten sam dzień jeden z członków Big Time Rush będzie oswojonym, wiernym jednej kobiecie mężczyzną! To jedno z najważniejszych rzeczy w jego życiu, którą musi przeżyć jak najpiękniej. Logan wraz z Kendallem postanowili pomóc im przy organizacji całej uroczystości. Miało to być skromne przyjęcie dla najbliższych, ale para młoda pomyślała również o Rusher i postanowili wpuścić 3 fanów na przyjęcie. Praca szła pełną parą. Chłopaki przygotowywali miejsce ceremonii na plaży, a panna młoda szykowała się na uroczystość. Pomagała jej w tym Halston i jej matka wraz z siostrą. Sukienka była cudowna, Vega o takiej marzyła od dziecka. Była skromna, prosta, śnieżnobiała, bez ramiączek, z jednym, malutkim kwiatkiem na lewej piersi, czerwonym jak krew. Włosy upięte zostały w babkę i dwa kosmyki włosów swobodnie opadały na perłową cerę kobiety. Jej powieki pokryte były czarnymi kreskami od elaynera, usta muśnięte czerwoną szminką, a rzęsy zatuszowane. Buty miała równie skromne, jak sukienkę - proste, bielutkie czółenka. Pan młody zaś miał na sobie czarny garnitur, szyty na miarę, do tego czarny krawat i białą koszulę Oboje przygotowali się niesamowicie ! Dochodziła właśnie 17, więc wszyscy już zajmowali miejsca na krzesełkach, które ustawione były w rzędach na ich weselu. Carlos stał przy pastorze wraz z drużbami... Nagle wszyscy zobaczyli, jak dwie małe dziewczynki zaczęły sypać płatkami kwiatów, a chwilę po nich pojawiła się Alexa, przy boku swojego ojca... Kroczyła dumnie po ruchomym terenie, w oczach mając łzy szczęścia. Gdy już spotkali twarzą w twarz, odetchnęli. Para młoda jednak była bardzo zestresowana. Kamerzysta gotowy na swoim miejscu , muzycy również. Msza się rozpoczęła. W pewnej chwili Alexa zaczęła płakać. Zachód słońca oraz cicha muzyka w tle powodowała tak piękny klimat, że nie trudno było o łzy.
-Możesz pocałować pannę młodą.- po słowach pasterza, para złączyła się w namiętnym, a zarazem delikatnym pocałunku. Wszyscy wstali, zaczęli klaskać i ocierać łzy szczęścia. Następnie młoda para ruszyła do karocy,która czekała na nich przy ulicy. Tam uchwyciło ich paru paparazzi i pozwolili wreszcie wejść spokojnie młodej parze do powozu. Przygotowała ją Halston i James, którzy niesamowicie się przy tym bawili. Mężczyzna, który prowadził, zapalił lampki, które były wokół ich siedzenia. Carlos wraz z Alexą przytulali się, upajając się tą magiczną chwilą. Gdy dojechali do restauracji, wszyscy już tam byli. Pena dopełniając tradycji uchwycił swoją ukochaną i wniósł ją do sali w swoich ramionach. Gdy znaleźli się na środku parkietu, pocałował ją w czoło i delikatnie odstawił na ziemię, jak gdyby była najcenniejszą rzeczą w jego życiu. Wszyscy stanęli w ogromnym kole,a James wszedł na małą scenę w koncie. Kendall dorwał gitarę i dołączył do niego. Oboje postanowili zagrać pierwszy utwór specjalnie dla nich. "Dla najlepszego przyjaciela"- powiedzieli jednocześnie . Kendall zaczął grać, a James śpiewać. Para młodych stała w środku koła, patrząc na nich i obejmując się czule. Oboje zaczęli płakać, kiedy Maslow wraz ze Schmidt'em zaczęli śpiewać "That's the best I could meet you in life! Do you have friends, fans and family now! We will always be with you, bro!" < To najlepsze, co mogło cię w życiu spotkać! Masz przyjaciół, fanów, teraz i rodzinę! Zawsze będziemy przy tobie brachu! > Wreszcie, kiedy skończyli, Carlos podbiegł do nich i mocno ich przytulił. Podziękował za tak wspaniały prezent , po czym przyłączyła się do nich Alexa, całując ich w policzek w podzięce.  Carlexa wróciła na środek i wreszcie zespół, który normalnie miał grać na ich weselu oznajmił, że zaraz będzie pierwszy kawałek, przeznaczony specjalnie dla pary młodej... Kółko zaczęło chodzić w kółko, a para młodych kołysała się delikatnie w rytmie muzyki.
Około 22 zabawa zaczynała nabierać coraz większych obrotów. Na salę wjechał ogromny tort, na któym widniał napis WEDDING CARLOS PENA AND ALEXA VEGA 04.01.2014 . Był przepięknie ozdobiony ich zdjęciami i zapalono na nich dwie tuby, z których leciały sztuczne iskry. Widok był fenomenalny! Goście się niesamowicie bawili! O północy, jak to w zwyczajach jest, panna młoda rzuca do tyłu swoim welonem, a pan młody muszką. I tutaj było tak samo. Muchę złapał James, a welon Halston. Wszyscy wybuchli śmiechem, ponieważ para ta była już ze sobą od 4 lat. Vega wpięła Sage we włosy spinkę z białym materiałem, a Pena zawiązał jak trzeba czarny pasek. Wszyscy zrobili kółko i znów zaczęli tańczyć! Radości nie było końca, a najbardziej ucieszone osoby prócz pary młodej, jakie znajdowały się na sali, były trzy Rusher.
Pierwszy dzień przyjęcia dobiegał końca, a młode małżeństwo pojechało spędzić ze sobą pierwszą noc po ślubną. 

Następnego dnia o 18 wszyscy po raz drugi zebrali się na przysłowiowe poprawiny. Alexa miała na sobie długą, turkusową suknię i piękną biżuterię, a Carlos był w białym garniturze. Obydwoje wyglądali nieziemsko!  Dzieci ich rodzin krzątały się pod ich nogami, śmiejąc się i bawiąc, a oni sami tańczyli cały czas. 
Około 20 była kolacja, przy której James wyszedł na środek, ciągnąc za sobą Halston. Wzniósł do góry szampana i krzyknął "Chciałbym coś powiedzieć!". Oczy wszystkich tam zebranych skierowane zostały na jego sylwetkę, a Sage ciągnąc go za marynarkę chciała zejść im z oczu, ponieważ nie chciała się skompromitować. Maslow był już lekko pijany, ale był świadom wszystkiego co mówił. "Przede wszystkim, stary! To najlepszy ślub, na jakim byłem!" - rzucił na sam początek i posłał mu radosny uśmiech. "Po drugie, to widząc to wszystko, zdałem sobie sprawę, jak ważna jest dla mnie Halston." - mówiąc to, odwrócił się w jej stronę. Spojrzał jej w oczy i podbiegł szybko do stolika, odstawiając kieliszek. Wracając, niezdarnie zachwiał się i przewrócił. Wszyscy nagle zaczęli się śmiać, ale oczywiście Logan, który siedział nieopodal wstał i ruszył przyjacielowi na pomoc. Podniósł go i otrzepał jego szary garnitur, poprawiając jego kołnierzyk. Poklepał go po plecach dodając tym samym otuchy i wrócił na miejsce. Logan jak i Kendall wiedzieli, co on planuje zrobić, ale reszta czekała. Maslow przeczesując niezdarnie swoje bujne włosy wrócił do Halston, odchrząknął , uklęknął przed nią i wyjął czerwone pudełeczko. Otworzył je delikatnie i łapiąc dłoń ukochanej powiedział "Czy wyjdziesz za mnie?". Sama wypełniona ludźmi nagle była cicha, jak gdyby nikogo tam nie było. Wszyscy wstrzymali oddech czekając na odpowiedź blondynki. Kamerzysta wszystko rejestrował na kamerze - minę pary młodej, Halston oraz Jamesa. Kobieta nie mogąc wydobyć z siebie słowa, pokiwała mu tylko głową, że się zgadza, a oczy Jamesa od razu wypełniły się drobnymi iskierkami radości. Wstał, włożył na jej palec pierścionek i złączyli się w pocałunku. Wszyscy zaczęli krzyczeć i bić brawa, a Carlos wraz z Alexą podbiegli złożyć im gratulacje.
Cała impreza trwała do północy. Wszyscy świetnie się bawili i nigdy nie zapomną tego dnia.  Utkwił on w głowach nie tylko Carlexy, ale i też wszystkich tam zebranych. Takich rzeczy się nigdy nie zapomina.
Kilka miesięcy później Alexa zaszła w ciążę. Szczęśliwi rodzice wychowują teraz piękną córeczkę, którą nazwali Jazym. KONIEC. 

__________________________________________________
Hahahahahah to jest na konkurs, nie radzę tego kopiować, bo jak się zdenerwuję, to nie wiem, co zrobię osobom kopiującym. Tak czy siak się o tym dowiem. :* Buziaczki <3 

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 49. Policja.

Siedziałam w aucie, zakuta w kajdanki. Nie wiedziałam, co się dzieje, jaki był powód mojego zatrzymania. Po prostu czekałam, aż ktoś mi to wreszcie wyjaśni. Obejrzałam się za siebie, w tylną szybę wbiłam wzrok i zauważyłam, że James jedzie tuż za nami. Widać było niepokój na jego twarzy. Znów spojrzałam na policjantów i na ich bardzo poważne miny. Gdy chciałam zapytać, jaki był powód zatrzymania mnie, ostrzegli, że wszystko to, co powiem, może być wykorzystane przeciwko mnie.
Wreszcie dojechaliśmy do ogromnego budynku, przy którym stało pełno radiowozów i wszędzie krzątali się ochroniarze oraz policjanci. Wysiadłam z radiowozu, zapięta w kajdanki, prowadzona byłam w stronę głównego wejścia. Milion pytań na sekundę przelatywało mi przez myśl, ale jedno było standardowe : "Co ja takiego zrobiłam?!". Kiedy byłam wewnątrz budynku, każdy patrzył się na mnie, jak na typowego złoczyńce. Szkoda, że ja nic nie zrobiłam. Doprowadzono mnie do sali przesłuchać, usiadłam na krześle i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wyczekiwałam policjanta, który mi wyjaśni, o co jestem oskarżona. Ze stresu bolał mnie brzuch i nie mogłam nic powiedzieć. Było mi duszno i słabo, a to wszystko przez to, że się stresuje. I wtedy weszła do środka wysoka, ciemnoskóra kobieta, ubrana w mundur policjanta. Spojrzała na mnie, a potem w kartkę.
-Klaudia Piwkowska?- spytała, dla pewności. Przytaknęłam i czekałam na kolejne pytania od niej.
-Jesteś oskarżona o zabójstwo z premedytacją. - powiedziała z pogardą w głosie. Zrobiłam wielkie oczy i nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
-Jak to?! Kogo niby miałam zabić?! Ludzie, to jakaś pomyłka!!!-wykrzyczałam i złapałam się za brzuch, który gwałtownie zaczął boleć coraz mocniej.
-Co robiłaś 15 sierpnia około północy?- spytała, ciągle coś notując w notesie.
-Co mogłam robić? Mój przyjaciel miał urodziny i specjalnie z Nowego Yorku wróciłam do LA, żeby na nich być. Około północy pakowałam swojego ledwo przytomnego chłopaka do auta i wróciłam z nim do domu.- powiedziałam. Jestem niewinna, ja nigdy nikogo bym nie zabiła.
-Inni twierdzą inaczej. Ktoś widział wysoką brunetkę, bardzo podobną do pani w pobliżu domu zamordowanej.
-To na pewno nie byłam ja. Tak w ogóle, to kogo zamordowałam niby?- spytałam już lekko załamana.
-Halston Sage. Coś pani mówi imię i nazwisko tej kobiety?
- Ona chodziła kiedyś z moim chłopakiem, jest aktorką, tyle wiem. - rzekłam i popatrzyłam na nią. Jej twarz była taka zmęczona, zmarnowana. Widać, że kobieta nie ma łatwego życia.
-Nie udawaj. Świadkowie mówili, że James Maslow, z którym jesteś w związku, zdradził cię z nią, a ty mogłabyś ją zamordować w ramach zemsty. - jej głos był zimny, oschły, boję się jej...
-Aż taka głupia nie jestem! Ludzie, ja nie zamordowałam żadnego człowieka. - wykrzyczałam ze łzami w oczach.
- Nie mam więcej pytań, możecie ją zabrać.- powiedziała do strażników, a oni, znów zakładając mi kajdanki, zaprowadzili mnie do celi...
Dni mijały, codziennie przychodził James i rozmawiał ze mną, on był pewien mojej niewinności. Reszta przyjaciół się nie odzywała. Odliczałam dni do każdego z możliwych świąt. Siedziałam, pisałam po ścianach, czytałam książki, korzystałam z telefonu, który był dostępny raz na 3 dni, pisałam listy do rodziny...
Wreszcie, pewnego dnia, przeszła ta sama kobieta, która mnie przesłuchiwała.
-Ktoś chciałby się z tobą zobaczyć.-poinformowała, a ja nadstawiłam nadgarstki i czekałam, aż ochrona znów skuje mnie w nie i przeprowadzi do pokoju odwiedzin.
-Cześć, słyszałem co się stało.- od razu przytulił mnie Justin.
-Cześć.. No cóż, ja jestem niewinna i wiem dobrze o tym. Nie interesuje mnie, w tej sprawie nadal są dochodzenia. Jestem w ciąży, nie będę tutaj tkwić jak prawdziwy przestępca, bo ten faktyczny morderca nadal jest na wolności, a ja siedzę za niego za kratkami. Gdzie ta cholerna sprawiedliwość?! - powiedziałam zirytowana. To wszystko mnie przerastało...
-Nie wątpię.. - powiedział. -Mam coś dla ciebie.- dodał, wyjmując z kurtki małą paczuszkę. Policjant od razu podbiegł i ją wziął.
-Ej, oddaj to. Tam nic złego nie ma.- warknął Bieber, a policjant zmierzył go wzrokiem.
-Otworzę to ja, dopiero wręczę go dziewczynie. - rzucił i zaczął otwierać ładnie zapakowany prezent. Gdy już zobaczył, co jest w środku, uśmiechnął się i owinął to niechlujnie jeszcze raz.
-Przepraszam, ale musiałem. Takie są procedury. Mogła być to broń albo narkotyki. Musimy pilnować. - poinformował, a ja wzięłam od niego paczkę. Zobaczyłam odtwarzać płyt oraz wszystkie płyty Justina. Do tego pełno słodkości.
-Ojejku, dziękuję.- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. Chciałem ci umilić jakoś czas.- odwzajemnił mój gest.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, a potem pożegnaliśmy się i wróciłam do celi.
-Pani to ma szczęście. Mieć takiego chłopaka, jak Justin..
-Chwila, to nie mój chłopak. To tylko dobry kolega, nic więcej. - poprawiłam kobietę, która prowadziła mnie do celi.
-A to przepraszam.- wprowadziła mnie do swojej "klatki" . Znów zostałam sama...
_________________
I oto przedwczesny rozdział. <3 Dzisiaj mnie taaak zebrało na BTR, że szok! :o Siedzę od rana oglądam od początku każde odcinki, słucham w kółko Worldwide i We are , boże. Czuję, że ta BIG FAZA, co była na początku wraca, ale się nakręciłam MUAHAHAHA <3
Spodziewajcie się, że może ukazać się kolejny rozdział. :D Mam tyle energii w sobie, że szok w ogóle. :D <3 Uuuguhuhuhuuhuh . :D
Czekam na Wasze komy. KC WAS MOCNO <3

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 48. Róża...

Ognisko dalej trwało, a ja byłam bardzo zmęczona.
-Wiecie co? Wracam do pokoju, bo mi się już spać chcę. - rzekłam i zaczęłam się podnosić. James złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.
-Może też wrócić z tobą?- zasugerował, a cała grupa zaraz zaczęła gwizdać. Zaprzeczyłam i wolnym krokiem poszłam do pokoju. Wzięłam orzeźwiający prysznic i w piżamie usiadłam na parapecie, patrząc na chodnik przed domem. Po ulicy kręciło się wiele ludzi, dla nich czy dzień czy noc, ciągle ,, żyją ''. Jakiś mężczyzna, zatrzymał się przed domem i wpatrywał się w... kogo? Sama nie wiem. Kim był? Też nie wiem. Był ubrany na czarno, miał bejsbolówkę, czarną bluzę, czarne spodnie i do tego tego samego koloru buty. Przeciwsłoneczne okulary zasłaniały mu całą twarz, dlatego nie wiedziałam, kim on jest. Postanowiłam to sprawdzić... Ubrałam na siebie pierwszą lepszą bluzę i zbiegłam szybko po schodach. Wybiegłam przed dom i zobaczyłam Justina.
-Co ty tu robisz o tej porze? I dlaczego mnie straszysz?- spytałam podejrzliwie. On, nie mówiąc nic, uśmiechnął się i wręczył mi piękną, dużą, czerwoną różę. Pocałował mnie w policzek i odszedł. Uniosłam jedną brew do góry i patrzyłam się na oddalającego się chłopaka. Zadziwił mnie jego gest, pozytywnie. Wróciłam na dawne miejsce, ciągle trzymając w ręku różę i wąchając ją. Piękna woń kwiatu pozwoliła mi odpłynąć do ... innego świata, dla mnie jeszcze nie znanego. Nowe przeżycia, nowe wspomnienia, nowe odpały i ... nowy chłopak z nowymi przyjaciółmi. Co to mogło oznaczać?
Wsadziłam kwiat do wazonu, a jego ustawiłam obok łóżka. Potem położyłam się i zasnęłam....
Pomimo zmęczenia nie przespałam całej nocy. Gdy tylko zasypiałam, miałam przed oczami obraz całującego mnie Justina, a następnie pochylonego nad kołyską. Dla mnie to było już za wiele. Maslow wrócił, położył się ledwo przytomny obok i zasnął nim się obejrzałam. Jak już miałam sto procent pewności, że śpi, wstałam z łóżka i poszłam na dół. Włączyłam sobie tv i włączyłam MTV, na której leciał zwiastun nowego filmu Justina. "Believe" szepnęłam pod nosem i patrzyłam na telewizor. Zapowiadał się niesamowicie, więc na pewno na niego pójdę.
I tak nastał ranek. Siedziałam ciągle w salonie i oglądałam jakieś kretyńskie seriale, wywiady, wiadomości. Całkowicie nie wiedziałam co zrobić, żeby iść spać. Nic nie pomagało, a byłam bardzo śpiąca. Powieki były takie ciężkie, że nie miałam siły z nimi walczyć, ale gdy już odpływałam do krainy Morfeusza... Ten sam obraz. Bieber pochylony nad kołyską i całujący mnie. To powodowało, że musiałam się męczyć dalej. Może to przez tą ciążę?
Wybiła godzina 10:30. Słyszałam, jak śpiochy schodzą po schodach. Musieli wczoraj nieźle popić. Zobaczyłam zaspaną Anitę. Nalałam jej soku i usiadłam obok niej na kanapie.
-Co tu robił wczoraj Bieber?- spytała ocierając zaspane oczy. Spojrzałam na nią pytająco. -Widziałam was.- wyjaśniła, a ja westchnęłam ciężko i odgarnęłam włosy do tyłu.
-Eh.. W sumie to sama nie wiem. Przyszedł, dał mi różę i odszedł. - rzuciłam, próbując zataić pewien szczegół.
-Akurat widziałam, jak się żegnaliście.- oznajmiła przyjaciółka upijając sok z szklanki. Wtopa, nie potrafię kłamać, ani nic z tych rzeczy. -Mów na prawdę co się stało.- rzekła.
- No więc tak.. Siedziałam sobie spokojnie w pokoju, na parapecie, wyglądałam przez okno. Zobaczyłam, że jakiś typek zamaskowany stoi sobie pod domem, więc wyszłam to sprawdzić. Gdy byłam na zewnątrz okazało się, że to Justin, który wręczył mi różę i bez słowa odszedł. Nie wiem, o co chodzi, ale czuję się dziwnie.- dziewczyna patrzyła na mnie lekko zdziwiona, unosząc jedną brew do góry.
-Może się chłopak zakochał?- spytała ironicznie, a ja zaczęłam się śmiać. To by było dziwne.. Bardzo dziwne.
-Wiesz co? Pójdę na zakupy. Zrobię śniadanie i spokojnie będziemy mogły porozmawiać. - rzekłam i wstałam na proste nogi. Poszłam się ubrać  i gotowa ruszyłam do garażu po rower. Wsiadłam na niego i pojechałam do sklepu.
Chodziłam między półkami robiąc zakupy, gdy nagle wpadł na mnie nie kto inny, jak Justin.
-Hejjj! - krzyknął radośnie, lekko skrępowany.
-Cześć?- podniosłam z ziemi sałatę, która upadła mi przy zderzeniu z chłopakiem.
-Przepraszam, śpieszę się. Porozmawiamy kiedy indziej. Pa!- nim się obejrzałam, jego już nie było. Zdziwiona jego zachowaniem udałam się do kasy, a następnie do domu.
Zrobiłam śniadanie, a potem wraz z Anitą, poszłyśmy wszystkich budzić.
Siedząc przy jednym stole zastanawialiśmy się nad tym, co będziemy dzisiaj robić.
-Wiecie co? Dziś odbywa się jakiś wyścig na przedmieściach. Moglibyśmy się tam udać! - zaproponował Kendall. Każdy posłał między sobą krótkie spojrzenie, po czym głos zabrał Carlos:
-To dobra okazja, żeby popatrzeć na te wszystkie, niezłe fury.
-Tak, idźcie! Ja zostanę, bo jakoś źle się czuję.- westchnęłam wstając od stołu.
-Czemu? Co ci jest?- wypytywał James. Oczami pokazałam brzuch, a każdy zrozumiał. Ruszyłam do pokoju, a tam położyłam się do łóżka. Chwilę leżałam , aż wreszcie zasnęłam...
Około 17 obudził mnie Maslow.
-Cześć kochanie! Wróciłem wcześniej do domu dla ciebie, bo się martwiłem.- szepnął, kładąc się obok mnie.
-To bardzo miłe z Twojej strony kochanie.- pocałowałam go czule w usta, a następnie położyłam się na jego klatce piersiowej.
- Jak sądzisz... Co się nam urodzi? Chłopczyk czy dziewczynka?- spytałam w pewnym momencie.
-Sądzę, że dziewczynka, bo taka spokojna tam jest. - zaśmiał się  i położył rękę na podbrzuszu.
-Może. Gdy to będzie chłopczyk, to damy mu na imię David  i będzie się nazywał David Justin Maslow! Co ty na to? - zasugerowałam i spojrzałam się w oczy chłopaka.
-Jestem na tak! A jeśli to będzie dziewczynka, damy jej na imię Selena Jessica! I będzie Selena Jessica Maslow! Bardzo ładnie to brzmi! - zaśmialiśmy się z naszych pomysłów, aż wreszcie tą ciszę przerwało walenie do drzwi. Oboje zerwaliśmy się na proste nogi i udaliśmy się zobaczyć, kto próbuje się do nas dobić. W drzwiach stała policja. Otworzyłam drzwi, a funkcjonariusze się przedstawili:
-Pani Claudia?- zapytał jeden z nich - Jose.
-Tak, to ja.
-Pójdzie pani z nami.- rzekł drugi i kazał mi się ubrać. James nie wiedział co się dzieje, zresztą ja też. Co się stało? Dlaczego jadę na policję?
__________________________________
Jezus nie wierzę.. Tyle czasu nie pisać. Zresztą... Nie mam siły, ani weny na to.. :c Jakoś tak... No nie chce mi się już pisać.!: c No , ale wydukałam jakiś całkowicie beznadziejny rozdział z racji tego, że dawno nic nie było tutaj! :)
Nie wiem,czy nie zawieszę bloga.. Zastanawiam się nad tym coraz bardziej, bo w ogóle czasu nie mam :c
Ale to pomyślimy , zobaczymy! :)
A teraz: Co się stało, że Claudia trafiła na policję?
Piszcie swoje propozycje w komach! :)
Podobał się rozdział?
Nie zdziwiłabym się, jeśli by się nie spodobał . xd
Dobra, nie zanudzam!
Dobrano! :***

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 47. Na samym początku...

Słońce świeciło w moją twarz, a ja, zaspana i cała obolała, obudziłam się i rozejrzałam się dookoła. "Gdzie jestem?" pomyślałam, a po chwili uświadomiłam sobie, że niefortunnym trafem, wczorajszego wieczoru tutaj zasnęłam. Uniosłam się lekko do góry i złapałam się krzesełka, które stało obok. "Że też Jamesa obok mnie nie ma.. Dziwne" i w tym samym momencie uświadomiłam sobie, że Maslow wczoraj ledwo co dotarł do domu. Postanowiłam iść sprawdzić, czy nadal śpi. Schodziwszy na dół usłyszałam rozmowę dziewczyn, które były już w kuchni. Przywitałam się z nimi, ale ich miny nie były fenomenalne.
-Co jest?- spytałam zmartwiona siadając przy blacie kuchennym. Dziewczyny spojrzały na siebie, a potem zdziwione na mnie.
-To ty nic nie wiesz? Paparazzi było, nie wiem jakim cudem, na urodzinach Carlosa. Podobnież mają dużo materiałów... Nieciekawych materiałów.- rzekła strapiona Nina.
-Spokojnie, jakoś to będzie. Przecież chyba fotoreporterzy nie dowiedzieli się o ciąży. Nie mieli jak! - powiedziałam wzruszając ramionami. Zaczerpnęłam głębszego oddechu i poszłam sobie nalać do szklanki picia. Rozejrzałam się dookoła i postanowiłam iść sprawdzić co robi James. Skierowałam się do salonu, gdzie rozłożyłyśmy wczoraj z Anitą kanapy. Siedział tam, chyba dopiero co się obudził. Stanęłam w drzwiach i popatrzyłam się na niego. On słodko przeciągnął się, a następnie przetarł oczy i powędrował spojrzeniem na mnie.
-O hej.- uśmiechnął się słabo do mnie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech. 
-Hej.- rzuciłam.- Jak się spało u boku Logana?- spytałam z ironią i spojrzałam na niego z irytacją.
-Tak w ogóle to jak ja tu przyjechałem?- wypytywał się lekko rozkojarzony.
-Em... No jak myślisz? Wróciłabym sama, bez ciebie, zostawiając cię na pastwę losu w clubie. Z pewnością.- mówiłam lekko zdenerwowana. Maslow widząc to wstał na nogi i chwiejnym krokiem podszedł do mnie. Objął mnie delikatnie i spojrzał mi w oczy.
-Dziękuję, wiesz? - musnął delikatnie moje usta, po czym mocno wtulił się w moje włosy. Trwaliśmy chwilę w takim stanie , ale ona pękła jak bańka na wietrze, a chłopak oddalił się na 5 cm ode mnie .
- Może wyjdziemy dziś na miasto, co?- zaproponował chłopak, a ja oczywiście się zgodziłam. Ruszyliśmy oboje do kuchni, a Anita widząc, że Maslow stoi obok mnie, pofrunęła do salonu. Potem już jej nie widzieliśmy. 
-My dziś wychodzimy na miasto, także nie wiem, co wy możecie robić.- rzuciłam w stronę Niny. - To pierwszy dzień po urodzinach, może ochłońcie i zostańcie w domu? Może... Wieczorne ognisko? Takie samo jak... Na samym początku? - zasugerowałam wspominając ten piękny wieczór.
-To bardzo dobry pomysł! - przytaknął James. Posłałam mu szybki, skromny uśmiech i zatrzymałam wzrok na dziewczynie Carlosa.
-To bardzo dobry pomysł! Ja się tym zajmę, a wy.. Róbcie , co macie robić.- rzekła i odskoczyła od stołu jak oparzona. Dopiliśmy swoje kawy, a następnie poszliśmy wziąć prysznice oraz się ubrać. Gdy byłam już gotowa  zeszłam na dół i wyszłam na zewnątrz. Wzięłam Fox'a na smycz i czekałam na Jamesa. Chwilę później chłopak był już obok i w trójkę, wliczając psa, poszliśmy w stronę miasta. 
Chodziliśmy różnymi uliczkami, robiliśmy sobie zdjęcia, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Dziwną rzeczą było to, że to James chciał ze mną wchodzić do sklepów z ciuchami, a nie ja z nim.
-Przecież dobrze wiem, że ty to robisz specjalnie, żeby mi coś kupić. Ale to jest daremne, ja nigdzie nie idę.- rzekłam i szłam dalej. Stanęłam w kolejce do budki z lodami, a razem ze mną stanął James. Nagle Fox zaczął ciągnąć mnie w lewą stronę i zobaczyłam, że bawi on się z jakąś małą dziewczynką. Uśmiechnęłam się na jej widok, a ona widząc moje spojrzenie, chyba się speszyła.
-Przepraszam, nie zapytałam, czy mogę. Po prostu ten piesek przypomina mi pieska Jamesa z Big Time Rush. Nie wiem, czy znasz ten zespół, ale on jest zajefajny!- mówiła podekscytowana. Wtedy zza mojej postury wyłonił się Maslow.
-Cześć! Jestem James, ale z tego, co słyszałem, to już o tym wiesz!- uśmiechnął się, a dziewczynka była w takim szoku, że nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa. Do jej oczek napłynęły łzy, a zakryta twarz nie pozwalała dostrzec w jakim ona jest teraz nastroju. Na pewno zdziwiona...
-Ej, ale nie płacz!- krzyknął mój chłopak i podszedł do niej. Wziął ją na ręce i przytulił ją do siebie.
-Oooo jak ty słodko wyglądasz z dzieckiem.- uśmiechnęłam się, a po chwili złożyłam wolną rękę na swoim brzuchu. "Niebawem swoim będzie mógł się tak zajmować" pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem.
-A mogę ci dać buzi?- zapytała mała blondynka z wielkimi , zielonymi oczkami, a James spojrzał na mnie.
-Nie wiem, czy moja dziewczyna nie będzie zazdrosna.- zrobił minę zbitego pieska, a jego fanka zrobiła wielkie oczy.
-To ty mas dziewcyne?!- spytała nie dowierzając. 
-Tak, stoi tutaj i pilnuje mojego pieska.- rzekł dumnie.
-Ojej, miło cię poznać.- spojrzała się na mnie. Odwzajemniłam jej gest i kiwnęłam Jamesowi "Tak" , co miało być odpowiedzią na to, czy może dać jej buzi. To było zabawne. Czemu mam mu pozwalać na robienie takich rzeczy.. To tylko fanka, dziecko-fanka! Więc o co mam się martwić? 
Mała w skowronkach odbiegła od nas, a Maslow podszedł do mnie. W tym samym czasie nadeszła moja kolej na zamówienie loda.
-Dwie jedna gałka lodów czekoladowych, straciatelli, ciasteczkowich i adwokatowych. - rzekłam do ciemnoskórego mężczyzny.
-Cztery gałki lodów dla młodej panienki.- uśmiechnął się , a ja chcąc zapłacić prawie straciłam swoje lody, przez Jammiego.
-Ja zapłacę.- rzekł w wyjaśnieniu. Wywróciłam zażenowana oczami i znów zaczęliśmy spacerować po deptaku.
-Nie rozumiem jednej rzeczy.- mówiłam oblizując loda. -Dlaczego ty się mnie pytasz o to, czy możesz pocałować fankę? To TYLKO fanka, do tego bardzo mała, więc dla mnie to nie jest problem, że jej dasz buziaka. Wręcz przeciwnie! Spełniasz jej marzenie! Ona ma swoją chwilę uniesienia myśląc "Ooo boże ten sławny James Diamond z Big Time Rush mnie pocałował" o ile zna cię tylko z serialu. Nie mam nic przeciwko temu..- uśmiechnęłam się do niego, a on patrzył przed siebie, tak jakby nie obecny..
-Wiesz, przecież ty też byłaś TYLKO fanką.- mówił akcentując wyrazy. Wywróciłam oczami i zatrzymałam się.
-Fakt, ale... Ja tobie wierzę. Ufam ci. Pomimo wszystko, jeśli nawet chciałbyś o mnie zapomnieć, nie możesz, masz ze mną dziecko skarbie. Ono nas zawsze będzie mogło złączyć.- zawołałam pokazując na lekko większy brzuszek.
-Tak, ale to nie przedmiot do łączenia. To człowiek.. Trochę mnie, trochę ciebie i wyszedł jeden mały ludzik, który ma być do nas podobny, a my mamy nazywać go swoim dzieckiem.- rzekł i cmoknął mnie w policzek. 
Pospacerowaliśmy jeszcze trochę i wróciliśmy do domu. Tam już wszyscy zaczęli szykować się na ognisko. Szykowanie kiełbasek, miejsca na ognisko.Skierowałam się do siebie do pokoju. Usiadłam na brzegu łóżka, odpaliłam laptopa i biegiem poszukałam na internecie piosenki, która kojarzy mi się z tym NASZYM pierwszym ogniskiem... Po znalezieniu piosenki włączyłam ją i zaczęłam wspominać. Ten moment, kiedy szłam niedzielnego poranku po parku i wpadłam na chłopaka, który całkowicie nie wiedział, co mówię. Ten czas, kiedy w ogóle nie potrafiłam wypowiedzieć się po angielsku! Nagle dostaję olśnienia, przez Big Time Rush! Uświadamiam sobie, że to oni uczą mnie tego języku i przy nich mogę spokojnie go używać. To jest niesamowite. Ten czas, kiedy pisałam o nich fanfiction i miałam tą głupią nadzieję "Jak będę wierzyć, to to się spełni!" , albo "Never say never ! Jak to mawiał Bieber! Jemu się udało ! Tobie też się uda!" I co? Udało się.. Jestem tutaj, z nim, przy nim, kocham go.. Będziemy mieli dzidziusia, którego już kocham... Kocham i to bardzo. 
-Gotowa?- zza drzwi pojawił się James. Przytaknęłam i ruszyłam w jego stronę. Złapałam go za rękę i ruszyliśmy za dom, w stronę lasu, który tam był. 
Wszyscy już tam byli, ognisko już się paliło, niebo zrobiło się ciemniejsze, a chłopcy pogrywali na gitarze. Atmosfera była niesamowita!
Usiadłam na pniu, wraz z brunetem. Oparłam głowę o jego bok i zamknęłam oczy. Czułam i ciepło ogniska i ciepło bijące od niego. Czułam się przy nim tak bezpiecznie.
-Pamiętacie to... Pierwszy koncert BTR w Polsce! Ta obawa : Niby mamy tam te fanki, ale czy one nie będą jakieś szalone? - zaczął wspominać Kendall.
-Tak, albo "Czy któraś z nich się nam na scenę nie rzuci?" . Haha , fajnie tak wspominać. - dodał Logan.
-Najlepszy moment w moim życiu? Niedzielny ranek, gdy dotarliśmy do Polski, a ja poszedłem się przewietrzyć. Szedłem po parku, wpadłem na pewną dziewczynę, która siedzi tutaj obok i którą bardzo kocham.- pocałował mnie w czubek głowy.
-A wiecie co ja Wam powiem? Gdyby nie Klaudia, nie poznałbym Niny. I ... Pewnie nadal byłbym kawalerem,który nie wie, co robić w życiu. Teraz siedzimy, wszystko jest idealne! Są wakacje, nie jesteśmy w trasie póki co, mamy przerwę i dbamy o samych siebie! Po prostu! Żyć nie umierać!- zawołał dumnie Pena. Każdy zaczął cicho chichotać, aż wreszcie zapadła cisza... Nikt nic nie mówił, a ja wlepiłam wzrok w ogień.
-Jak to wszystko cholernie szybko się zmienia..- westchnęłam na tyle cicho, że usłyszał mnie tylko Maslow. -Niegdyś mogłam o tym marzyć! Przecież to jest szalone! Jestem od ciebie tyle młodsza, nie jestem sławna, ładna i w ogóle, a tu taki ty pokazujesz mi, że z bycia nikim mogę dla kogoś stać się wszystkim! Nie ważne, czy ta osoba jest sławna, czy bogata, czy biedna.. Po prostu mnie kocha.. - szeptałam wtulając się jeszcze bardziej w Jamesa.
-Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała.- pocałował mnie czule w czubek głowy i podniósł tak, aby spojrzeć mi w oczy. -Widząc oczy wielu Worldwide gril nie widziałem nigdy takich, jakie są twoje, w tej chwili. Kocham cię..
_________________________________
E wła la! :) 

Siemka, siemka kochani! :) Jest weekend! Więc jest rozdział. :d
 Podoobaa mi się ^^ hihihiihihih taki słodki <3
Chciałabym Was również zaprosić na NOWEGO BLOGA 
*KLIK* 
Będę Wam bardzo wdzięczna, jak wejdziecie, skomentujecie, zaobserwujecie i będziecie czytać! :3 
Tymczasem czekam na Waszą opinię! <3 Jak wam się podoba owy rozdział? Bo mi jak już mówiłam : BARDZO! ^^ 
Nie zanudzam, czekam na Wasze komy <3
czytasz? komentujesz! obserwujesz! 
  

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 46. Urodziny Carlosa part 2.

Ubrałam swoją sukienkę i zaczęłam się malować, czesać i w ogóle. Gotowa wyszłam z łazienki i skierowałam się na dół. Tam czekała na mnie "święta trójca".
-Wow! - westchnęli chórek. Logan, James oraz Anita popatrzyli na mnie, aż wreszcie jeden z nich- James, otrząsnął się i podał mi kwiat.
-Za co to ?- spytałam zdziwiona.
- Za to, że jesteś. Za to, że będziesz. Tak po prostu, bo cię kocham.- ucałował delikatnie skroń mojej głowy . W czwórkę ruszyliśmy do auta Logana i ruszyliśmy do wynajętej przez nas sali. Na przyjęciu mieli być tylko najbliżsi, a co się okazało? Było TŁUMY fotoreporterów oraz... Ludzie, których bynajmniej ja nie znam.
Zaparkowaliśmy przed tylnym wyjściem, ale co się okazało- było zamknięte. Musieliśmy więc wejść głównym. Zastanawiało mnie jedno: Jak wszedł tutaj Carlos nie spostrzegając wszystkich paparazzi ... ?
Gdy znaleźliśmy się w środku było pełno ludzi! Każdy już szalał, a na środku tańczyli Nina z Carlosem.
- To już po wszystkim!? - warknęłam zawiedziona..
-Chyba się spóźniliśmy.- dopowiedziała Anita.
-Ugh ! To nie fair. Ja tu chciałam być przed nim i śpiewać mu najgłośniej sto lat, ale mi się nie udało...- załamana udałam się do Peny. Przytuliłam go i zaczęłam składać mu życzenia .
-I żebyś miał tyle dzieci, ile fanów na całym świecie! - dodałam na koniec, a Nina zaczęła się dusić napojem. Carlos roześmiany poklepał ją po plecach i przytulił mnie. Potem zaczęła się zabawa . Każdy  coś wypił i zaczął się bawić. Zapoznałam się z pewną dziewczyną - Emily. Jest bardzo sympatyczna, ale za razem skryta...
-Fajnie się z tobą rozmawiało Claudia, ale muszę już lecieć. Mój ojczym się bardzo denerwuję, gdy wracam późno do domu.- mówiła zakłopotana.
-Nie wybaczy ci tego,że wróciłaś później z urodzin kumpla?- spytałam lekko zirytowana.
-Nie, on jest... Inny.- rzekła i przytuliła mnie i zniknęła. No cóż. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i spostrzegłam Jamesa... W kącie... Ledwo przytomnego. Wystraszona szybko do niego pobiegłam.
-James! Nic ci nie jest?! - wrzasnęłam i upadłam przed nim klepiąc go po twarzy. On tylko coś mamrotał pod nosem...
-WAIT... Czyżby James Maslow- ten aniołek, zaliczył zgon alkoholowy? - patrzyłam na jego ledwo mrugające powieki. -Pobudka królewiczu. Nie będę cię tachać do domu przecież.- dodałam. Ten tylko przewrócił oczami i ... Spróbował wstać? Mogę to tak nazwać?
Podparł się kanapy, uniósł się z podłogi i usiadł. Wtedy zobaczyłam, że Anita wyprowadza Logana, również ledwo przytomnego. SERIO!? -,-
Poklepałam kilkakrotnie Jamesa po twarzy, aż ten lekko "przetrzeźwiał"
-Idziemy do domu.- warknęłam. Pomogłam mu wstać i tak jak przyjaciółka, skierowałam się do wyjścia z lokalu. Najpierw upewniłam się, że nikogo nie ma, a dopiero wyszłam.
-Mam dziewczynę, będę tatą, tro lo lo lo lo ! - krzyczał James na całe gardło.
-Milcz. Jeszcze ludzi nas usłyszą  ! - rzuciłam i pomogłam mu wsiąść do auta, w którym siedziała już Anita, a z tyłu Logan, też ledwo przytomny.
- Really?! - westchnęła przyjaciółka odpalając silnik. Nie odezwałam się nic. Po prostu chciałam jak najszybciej wrócić do domu, położyć tego gamonia spać i sama się w ten stan udać!
Po dojechaniu na miejsce Maslow wyskoczył z powozu jak oparzony. Udał się w krzaki i usłyszałam niemiłe odgłosy..
-Tak to jest, jak się miesza wszystkie gatunki alkoholu na raz.- zawołałam i pomogłam Anicie z Loganem. Wprowadziłyśmy go do kuchni..
-Ayeha dziewczynki.. Wiecie co wam powiem?- mówił Henderson, jak gdyby miał coś w ustach.
- Co?- spytała Anita, zdejmując z niego krawat i marynarkę.
-Kocham was.- powiedział z uśmiechem. Spojrzałyśmy na siebie i nie zwracając na to uwagi, dalej go rozbierałyśmy. Był już w samych spodniach. Przyjaciółka pognała rozłożyć sofę w salonie, a ja pomogłam Loganowi się tam dostać.
-Tak się nawalić? Jesteście niedojrzali! - westchnęłam i rzuciłam go na kanapę. Zostawiłyśmy go i pognałyśmy po Jamesa. Wykonałyśmy te same czynności słuchając jego śpiewu i również położyłyśmy go w salonie, obok Logana.
-Śpijcie dobrze alkoholicy! - zawołałyśmy wychodząc. Wzięłyśmy prysznic i udałyśmy się do mojego pokoju. Włączyłyśmy TV i zaczęłyśmy rozmawiać.
-A jak nazwałabyś dziewczynkę?- dopytywała.
-Jessie albo Selena.- odpowiedziałam i spojrzałam na okno balkonowe. Widać było jasno świecące gwiazdy na niebie , które zawsze mnie usypiały.
-Pamiętasz nasze rozmowy na facebook'u? "A co by było, gdyby nasze głupie gadania się spełniły? "... Albo: " I tak nie mamy u nich szans. Po co się łudzić? " A teraz proszę! Mieszkamy z nimi pod jednym dachem, chodzimy z nimi na imprezy, jeden się już oświadczył, drugi będzie miał dziecko. No jeju! Masakra jakaś! Tak szybko i łatwo spełniły się nasze marzenia..- westchnęłam ocierając samotną, szczęśliwą łzę.
-Ty powtarzałaś "Nigdy nie mów nigdy" albo "Wiara pozwala widzieć dalej, niż widzą oczy" ... Miałaś rację, od dziś cię słucham! - zaśmiała się blondynka. Przytuliłam ją mocno i podziękowałam jej.
-Za co? -zapytała zdziwiona.
-Za to, że jesteś. Kocham cię siostro! - zawołałam i uśmiechnęłam się. Przyjaciółka chwilę posiedziała, ale postanowiła wrócić do swojego pokoju i iść spać. Nie dziwię się, obie byłyśmy bardzo zmęczone.
Zostałam sama... Udałam się więc na balkon. Ułożyłam się na płytkach i patrzyłam na niebo.
-Boże dziękuję za spełnienie moich marzeń... Szkoda tylko , że tak szybko obdarzyłeś nas dzieckiem, jednak jesteśmy gotowi na to. - mówiłam pod nosem i zobaczyłam spadającą gwiazdę. W momencie. Oczy zaszkliły się, a ja zrobiłam się czerwona na twarzy... Pomyślałam życzenie i... zasnęłam...
_________________________
Rozdział dedykowany ANICIE ! <3  Kocham cię siostro ! <3
Jak Wam się podoba rozdział? :)
Mi jakoś.. Cienko ...
Nie wyszedł mi .. ;___;
Ale jestem bardzo zmęczona, bo byłam w Częstochowie, obchodziłam prawie całe miasto, po kościele oczywiście. Na prawdę...
Ale mam nadzieję, że się spodoba ! :*
Czekam na komy ! <3
10-15 komów <- nowy ! :*
xoxo

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 45. Urodziny Carlosa part 1.

Obudziłam się... Rozejrzałam dookoła. Przetarłam zaspane oczy, a następnie one powędrowały na moją poduszkę. Spojrzałam na chłopaka, który już z lekkim uśmiechem na twarzy patrzył na moją bladą twarz. Odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i spojrzał mi głęboko w oczy. Ucałował czubek mojego nosa i znów wygodnie ułożył się na poduszce. 
-Jak ci się spało?- zapytał wreszcie jeszcze nie wyraźnym głosem. Mrugnęłam szybciej oczami, a kącik ust uniósł się lekko do góry. 
-Dobrze.- przerwałam na chwilę i nadgryzłam dolną wargę. -Nawet bardzo dobrze.- dodałam po momencie, a James posłał mi ciepły uśmiech. Sama ułożyłam się obok niego. Złapałam mocno jego dłoń, a chwilę potem popatrzyłam na jego śnieżnobiały uśmiech. W pewnym momencie przeniosłam nasze splecione ręce na mój brzuch... Patrzyłam uważnie w miejsce, gdzie dłonie stykały się z brzuchem i uśmiechnęłam się.
-Będziesz tatą, nie wiem, czy to już do ciebie dotarło.- zaśmiałam się, a następnie pocałowałam go w usta. Wyskoczyłam z łóżka i skierowałam się do szafy. Zaczęłam przeglądać swoją garderobę, a po krótkiej chwili wreszcie z gotowym strojem , ruszyłam wziąć prysznic. Podkręciłam elegancko włosy, musnęłam usta błyszczykiem, pomalowałam paznokcie na odpowiedni kolor i ubrałam się.
Już od samych drzwi mojego pokoju poczułam pyszny zapach. Kierowałam się za nim i doprowadził mnie do kuchni. Tam zastałam gotującego Logana.
-Wooah! Logan gotuje? Co to za święto? Zapisujemy w kalendarzach!- wykrzyczałam z uśmiechem. Chłopak wywrócił teatralnie oczami i kontynuował swoją pracę. 
-Tak się zapytam: Ty to robisz dla wszystkich, czy dla siebie i Anity? 
-Dla wszystkich.- zaśmiał się. Usiadłam więc przy stole i czekałam na danie a'la Henderson. Boję się jednak, że on mnie otruje. 
-Smacznego.- przede mną postawił talerz, na którym były dwa jajka i bekon, a z tego powstała uśmiechnięta minka. Zajadając się posiłkiem, usłyszałam kroki na schodach. Odwróciłam głowę w ich stronę, a tam zobaczyłam Jamesa, Carlosa i Kendalla. Trójka chłopców rozmawiała ze sobą i śmiała się. Stare, dobre czasy.. Jakbym widziała serial.. Jakbym widziała siebie, jakieś dwa lata temu, siedzącą przed telewizorem z grzankami i oglądającą wszystkie odcinki Big Time Rush na DVD. Stare czasy... Szkoda, że to wszystko tak szybko leci.. Czas biegnie, jak rozpędzony lampart widząc swoją ofiarę, którą jestem ja. Zatrzymuje się w nieodpowiednim momencie i podaje owoc, którym jest dziecko.. Znów rozpędza się, gdy jest dobrze.. I tak cały czas.. Zwolnijmy trochę, zatrzymajmy się teraz.. Usiądźmy na kanapie i powspominajmy! Nie chcę tak szybko dorastać. 
-Cześć kochanie. - pocałował mnie James i usiadł obok mnie podkradając kawałek bekony.
-Hej..- uśmiechnęłam się do niego. Pod wpływem światła, jego oczy miały ciągle inny kolor. Teraz, w kuchni, były całkowicie czekoladowe. Zaś, gdy leżymy u mnie w pokoju, są zielone, jak świeża, soczysta trawa.
Carlos włączył radio i usiadł na przeciwko mnie, natomiast Kendall podszedł do lodówki i wyjął sok pomarańczowy. Nalał sobie go do szklanki i usiadł obok Peny. Upijając łyk zerknął na Maslowa i mnie. 
- Nie ma co! Zostanę wujkiem.- uśmiechnął się i znów się napił.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Zerwałam się i pognałam je otworzyć. I olśniło mnie w momencie, że dziś Carlos Roberto Pena ma urodziny! Gdy byłam przy drzwiach, najpierw poprawiłam swoje włosy, a dopiero po chwili je otworzyłam. 
-Dzień dobry? Zastałam tutaj mojego syna-Carlosa? - spytała wysoką kobietę. Miała długie, zadbane włosy, które opadały jej na dekolt.
-Emm.. Tak, tak! Proszę wejść do środka.- otworzyłam je jeszcze szerzej i wpuściłam ową panią. Poczekała na mnie w korytarzu, a ja poprowadziłam ją do jej syna.
-MAMO! - zawołał od razu Carlos.
-SYNKU! - odkrzyknęła. Oboje rzucili się sobie na szyję. Ja, gestem ręki pokazałam chłopakom, że wychodzimy . Posłusznie opuścili pomieszczenie i ruszyliśmy wszyscy do salonu. Tam, usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy TV.
-Pasowałoby zrobić mu jakąś niespodziankę. W tej chwili. Znaczy.. Poczekajmy chwilę. Jego mama sobie z nim pewnie chce chwilkę porozmawiać. Idę obudzić dziewczyny, a wy szukajcie confetti ! Zrobimy mu niespodziankę.- rzuciłam i wstałam. Chcąc postawić krok dalej, czyjaś ręka mnie zatrzymała. 
-Kocham cię słońce, wiesz?- rzucił James, a ja wywróciłam oczami i wróciłam szybko do niego. Cmoknęłam go w czoło i krzyknęłam krótkie "Ja ciebie też". 
Wszyscy byliśmy w salonie, dziewczyny już ubrane, chłopcy z confetti w rękach. 
-Więc wbiegamy do kuchni i śpiewamy sto lat. W tym samym czasie strzelacie tym confetti i w ogóle! Musi się ucieszyć.- rzekłam. I całą grupą skierowaliśmy się do celu. Wbiegliśmy do pomieszczenia i zaczęliśmy śpiewać dla Carlosa. Ten był w bardzo wielkim szoku. Jego mama była z nas zadowolona. Widać, jak szczerze się do nas uśmiechała.
-NAJLEPSZEGO CARLOS!!!- wykrzyczałam na koniec,a Pena poderwał się na nogi. Podszedł do każdego z nas i przytulił. 
-Dzięki za pamięć. Jesteście wielcy! - przyznał.
-Oj przestań, bo się zawstydzęęęę..- zaśmiałam się, gestykulując rękoma. 
O 16;00 miała odbyć się impreza. Dziewczyny pokazały mi w którym miejscu ma się to konkretnie odbyć, pokazały wystrój sali i swoje kreacje na ten wieczór. 
-A ty co przygotowałaś?- spytałam Niny, gdy każda z nas znajdowała się w jej pokoju. 
-W sumie to... Mam dla niego piosenkę, ale nie wiem, czy przejdzie.. Chciałabym zagrać to na pianinie i mu zaśpiewać. Po prostu chcę, aby to zapamiętał. - przyznała z rozmarzonymi oczami.
-Powrót na ziemię....Przecież możesz zaśpiewać, co ci szkodzi? - spytałam ironicznie.
-A na przykład to, że będzie tam wiele sław i w ogóle, a ja jestem nieśmiała i się wstydzę. Pomylę nuty, czy tekst, wyjdę na pośmiewisko i tyle z tego.- broniła się dziewczyna.
-Nie przesadzaj! Carlos to doceni, bo poświęcasz się dla niego swoim kosztem.- rzekła Anita. Poparłam ją i popatrzyłam na zakłopotaną Ninę.
-Nie panikuj! Będzie dobrze! - zawołała Asia. Przytuliłyśmy ją dla wsparcia i znów spoczęłyśmy oczami na nią. 
-Ej, przepraszam, ja sama nie mam się w co ubrać, dlatego też wymykam się na dwie godzinki na miasto. - rzekłam i wstałam z podłogi.
-Okej.Ale wracaj szybko! - rzuciły równocześnie. Poszłam po torebkę do pokoju i ruszyłam na miasto...
Szłam chodnikami i dostrzegłam znajomą mi osobę.
-Claudia?- wiedziałam, że go skądś znam.
-Justin! Co u ciebie?- uśmiechnęłam się i przytuliłam go na powitanie.
-A po staremu. Nadal sam, nadal praca, nadal fanki. A u ciebie? Widziałem ostatnio twoją nową piosenkę... Come and get it ! Jest na prawdę świetna! - przyznał z podziwem na twarzy.-Tak jak autorka tekstu.- zaśmiał się, a ja go lekko klepnęłam w klatkę piersiową.-Gdzie pędzisz?- dodał.
-A na sklepy, bo muszę coś kupić, bo nie mam się w co ubrać.. Dziś Carlos ma urodziny, a ja za nic w świecie nie wiem, w czym pójdę.- rzekłam zakłopotana.
-O ile to nie problem, mogę dotrzymać ci towarzystwa.- zaproponował Bieber, a ja się zgodziłam. Oboje pognaliśmy do pobliskiego centrum handlowego. Dziwiło mnie to, że Justina nie irytuje pół godzinne spędzanie w jednym sklepie i przymierzanie sterty ubrań...
-W tym wyglądasz idealnie.. Ładnemu we wszystkim ładnie, więc nawet jakbyś w worku z biedronki przyszła, wyglądałabyś szałowo.- rzekł widząc mnie w czarnej, prostej sukience.
-Tak sądzisz? Nie jest zbyt poważna jak dla mnie?- spytałam.
-Nie, skąd. Na prawdę, wyglądasz fenomenalnie.- uśmiechnął się. 
-Dziękuję.- zniknęłam w przymierzalni i zdjęłam z siebie sukienkę. Gdy podeszłam do kasy, sprzedawca oznajmił mi, iż już za nią zapłacono.
-Ale jak to? Ja ją przymierzałam, nikt jej nie miał w rękach prócz mnie. - byłam bardzo zdziwiona. Wtedy poczułam czyjś oddech na mojej szyi.
-Zapłaciłem za nią.- usłyszałam szept Justina. Odeszłam od niego krok dalej i posłałam mu irytujące spojrzenie.
-Do widzenia.- powiedziałam do sprzedawcy, aby nie robić w sklepie scen. Będąc już przed nim spojrzałam na chłopaka.
-Ogłupiałeś? Przecież sama bym sobie za nią zapłaciła! -warknęłam.
-Wyjść z dziewczyną na zakupy i jej nic nie kupić, to jak pornol w radiu.- przyznał, a ja się zaczęłam śmiać. 
-Lecz się. - rzuciłam ze śmiechem. Pochodziliśmy jeszcze chwilę i dobraliśmy dodatki do ubioru. Tym razem bardzo pilnowałam Biebera, aby za nic już więcej nie płacił. Ciągle się upierał, żeby to on mi to wszystko kupował, ale.. Kim on jest, żeby robić dla mnie zakupy!? 
-Dzięki za świetnie spędzone południe!- rzekłam z uśmiechem.
-Nie ma sprawy kicia! Zawsze do usług. Wiesz, gdzie mnie szukać, wystarczy telefon. Możesz na mnie polegać.- i wtedy pocałował mnie w policzek.. Od razu przeszył mnie prąd. Jego usta dotknęły niemalże moich.. Kącik ust, ale już usta!!! 
- Justin.. Proszę cię..- westchnęłam ciężko.
-Taak , wiem.. Masz chłopaka. Ja się z tobą tylko żegnam. Do zobaczenia!- uśmiechnął się i odszedł w innym kierunku. Weszłam na plac i pognałam do domu. Już nie mogłam się doczekać założenia sukienki i pokazania się przyjaciółkom.Przed nami wspaniała noc! 
______________________________
Witajcie po przerwie. Wiem,  przepraszam, że znów rozdziału nie było tak długo.. Miałam poważne problemy rodzinne i po prostu nie miałam czasu pisać rozdziałów. Ale dziś, jak siadłam do laptopa, to nie mogłam się oderwać. W sumie rozdział wyszedł mi na taką... Czwórkę z plusem. Nie jest najgorszy, ale najlepszy też nie jest.
Co Wy o nim sądzicie?
A co sądzicie o wyglądzie bloga? 
Podoba Wam się? :) 
Czekam na Wasze komentarze, które bardzo motywują do pisania! 
Do tego zapraszam Was na moje dwa blogi :
*KLIK 1*
*KLIK 2*
Liczę na Waszą aktywność, szczególnie na drugim blogu! Tam jest nietypowe opowiadanie o BTR, więc mam nadzieję, że będziecie wpadać. Nie będę zdradzać dużo szczegółów, bo byście się zbyt wiele dowiedzieli. Dlatego zachęcam do czytania, komentowania oraz obserwowania moich blogów. <3
Jutro wyjeżdżam do cioci i pewnie znów nie będzie długo rozdziału.
Informacja dla Was:
31 sierpnia miałam usuwać wszystkie blogi , ale tak nie będzie. Żadnego nie usuwam i ... Te, które piszę, będę pisać.. W weekendy. :)
Czekam na komy.
xoxo Claudia Maslow

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 44. James...

Chłopaka sparaliżowało od stup do głów. Nie wiedział, co powiedzieć.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś wcześniej?!- spytał cicho. Co mam mu powiedzieć? "Cześć James. Jestem w ciąży. Nie powiedziałam ci o tym wcześniej, bo uciekałam przed tobą. Uciekałam przed tobą, bo bałam się, że mnie skrzywdzisz i bałam się, że zniszczę ci karierę!" Nie, tak to zabrzmieć nie mogło!
-Słuchaj.. To wszystko jest zbyt skomplikowane. - rzekłam. Trzymałam dystans, bo nie chciałam po prostu rzucić mu się w ramiona i powiedzieć mu o wszystkim, co z drugiej strony chciałam zrobić od dłuższego czasu. Jego starania, żeby mnie odzyskać, były takie słodkie...
-No to mi to wytłumacz. Mamy dużo czasu.- mrugnął w moją stronę i nadal nie mógł uwierzyć w to, co przed chwila usłyszał.
- James.. Eh..
-Dlatego wyjechałaś? Bo nie chciałaś, żebym się o tym dowiedział? Chciałaś uciekać ode mnie z dzieckiem?- nie wiem, czy on mi czyta w myślach, czy zgrywa takiego, który rozumie logikę kobiet.
- Można tak powiedzieć... - teraz jego spojrzenie mnie przeraziło. Był na mnie bardzo zdenerwowany. -Ale nie dlatego, że nie chciałam, abyś ty wiedział o dziecku . Nie chciałam ci zniszczyć kariery! Po prostu... Ty jesteś gwazdką Nickeleodeonu. Masz małe fanki i fanów i co?! Dajesz im taki przykład, że zrobiłeś sobie dziecko z niepełnoletnią dziewczyną?! Do tego z obcego kraju? - mówiłam lekko łamiącym się głosem.
-Jezu! Wiek, to tylko liczby, pochodzenie nie gra roli. Jak ja cię kocham, to to jest najważniejsze.- westchnął. Przeczesał palcami swoje włosy, spojrzał mi głęboko w oczy i uniósł mój podbródek, tak, by widział całą moją twarz.
-Nawet, gdyby miało to oznaczać koniec kariery, nie interesuje mnie to. Zostanę ojcem! To ... Nie wiem, nie potrafię się wypowiedzieć ! To.. Coś wspaniałego, po prostu.- pod koniec wypowiedzi zaśmiał się z siebie. -Po prostu zabawne jest to, że ty jesteś tak spokojna wiedząc, że twoje życie za kilka miesięcy się zmieni. Będziemy już przywiązani i zobowiązani do bobaska. - kontynuował.
-Wiesz... Jestem spokojna, bo wierzę w to, że się uda, że wszystko będzie dobrze. Nie jestem optymistką, ale w tym momencie nie chcę mieć złych myśli. - wtuliłam się w niego. Powiedziałam mu! Mogę odetchnąć z wielką ulgą. Maslow pocałował mnie czule w czubek głowy i przytulił do siebie jeszcze mocniej.
-Mogłabyś popełnić wiele głupstw. I tak ci je wybaczę.-szepnął, a następnie wstał i podał mi ręce. Ścisnęłam je i stanęłam obok niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy i złączyliśmy się w pocałunku. Po chwili spletliśmy swoje dłonie w jedno i zaczęliśmy się kierować w stronę wesołego miasteczka. Tam, poszukiwaliśmy reszty. Wreszcie spotkaliśmy ich przy kolejce górskiej.
-Ooo ! Znalazłaś go! - zawołała radośnie Anita. Spojrzała na nasze dłonie i zrobiła duże oczy. Po chwili szybko zaczęła mrugać i zabrakło jej języka w gardle.
-Siema stary.- podszedł Logan, wymijając przy tym blondynkę. Przywitał się z nim i spojrzał na mnie ze szczerym uśmiechem.
-Wiedziałem.- przyznał cwaniacko i posłał nam tego samego rodzaju uśmiech. Wywróciłam oczami i odwróciłam się do Maslow'a.
-Wiesz, że cię kocham, no nie?
-A wiesz, że ja ciebie bardziej?- zaczął kłótnię. Wywróciłam oczami i pocałowałam go.
Byliśmy w wesołym miasteczku do 22. Potem wróciliśmy do domu. Postanowiłam spędzić jeszcze godzinę z dziewczynami . Rozmawiałyśmy o wszystkim, o urodzinach Carlosa, o przyjęciu, o pobycie w Nowym Yorku...
-Ej powiedziałaś Jamesowi o tym? - spytała Anita.
-O czym? - wypytywała Asia. Nina przytaknęła jej, a ja wzgardziłam ją wzrokiem.
-Eh... No więc panie, i ... panie! Chciałabym was poinformować, że jestem w ciąży z Jamesem. - i wtedy nieoczekiwanie do pokoju wpadli wszyscy chłopcy.
-I się wydało! Cioto po co otwierałeś drzwi?! - karzy krzyknął na Carlosa, a on tak niewinnie siedział na środku dywanu. Każda z nas obejrzała się za siebie i zobaczyła ich.
-Sory dziewczyny, nie przeszkadzamy, kontynuujcie. - teraz każdy z nich siedział obok Carlosa po turecku i podpierając rękami brody, patrzyli uważnie na mnie, jakbym czytała ich ulubioną lekturę.
-Em, nie chcę wam nic mówić, ale... Może lepiej stąd wyjdźcie, bo to są takie bardziej ... A zresztą. I tak się dowiecie... Jestem w ciąży. - westchnęłam,a każdy z nich zaczął gwizdać, klaskać i uśmiechać się między sobą.
-Dobra, dowiedzieli się ? To wyjazd.- wygoniłam każdego z nich. James z nimi nie było, więc dla mnie było prościej ich wyrzucić.
-No, ale ejjj!- nie zdążyli dokończyć, bo już znajdowali się po drugiej stronie drzwi.
-Jeju! To niesamowite! Będę ciocią!- westchnęła podekscytowana Nina. Wywróciłam oczami i chwilę z nimi porozmawiałam. Potem pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się wygodnie w łóżku. Przymrużyłam oczy i nim się obejrzałam prawie zasnęłam. Nagle ktoś obok mnie się położył i mnie przytulił. Odwróciłam się w stronę tej osoby i zobaczyłam ten błysk w oczach, które świeciły się w blasku księżyca jak jakiś najcenniejszy diament.
-Dobranoc słońce. Śpij dobrze.- szepnął i ucałował mnie w głowę James. Wtuliłam się w jego tors i zasnęłam....
______________________________
TADAM! :D hahaha ^^ Jak Wam się podoba? Mi nie za bardzo... ;-; No cóż, nie wyszedł mi tak, jak się spodziewałam. Nic na to nie poradzę. :c Dziękuję za 19 komentarzy w poprzednim poście. :) I chciałam się Was zapytać, co sądzicie o nowym wystroju bloga? :> Jeśli Wam się podoba, to zostawiam, jeśli nie, to zmieniam. :) Przecież to Wy musicie dobrze widzieć wszystko, co na nim pisze. :*
Okej, nie przedłużając. Do napisania niebawem ;* Buziaki <3
EDIT.
Założyłam dwa nowe blogi ! Zapraszam do komentowania ! ! ! <3
http://never-too-young-btr.blogspot.com/
http://moj-dzien-moje-zycie.blogspot.com/ 

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 43. Wesołe Miasteczko

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie. Jako smakujesz, aż się zepsujesz.
Może.. Kendall ma racje? Powinnam powiedzieć Jamesowi o tym, że będzie ojcem? 
~ Oczami Jamesa ~
Przeproszę ją! Zrobię coś niesamowitego! Tak! Wybierzmy się całą paczką do wesołego miasteczka... Mam niesamowity plan, oby wypalił !
~ Oczami Claudii ~ 
-Ejj słuchaj! Chodźmy dzisiaj całą grupką gdzieś! - zaproponował Kendall. Brzmiało interesująco.
-Okej, to za 10 minut. - i w tym momencie do pokoju wleciały dziewczyny.
-KLAUDIA?!- krzyknęła przerażona Anita. -Przecież miałaś być w szpitalu! Badania i w ogóle! A ty tu siedzisz z Kendallem?! - dodała zbulwersowana.
-Spokojnie, chciałam Was nabrać. Jestem tutaj od rana.- wstałam i podeszłam do niej. Przytuliłam ją na powitanie i tak też zrobiłam z resztą przyjaciółek.
-Za 10 minut idziemy do wesołego miasteczka. Przyszykujcie się. - zawiadomiłam z uśmiechem i czekałam, aż wyjdą z pomieszczenia. Gdy zostałam sama poszłam do torby i zaczęłam szukać jakiegoś ubrania. Wreszcie , po 15 minutach byłam gotowa . Zeszłam szybko na dół, gdzie czekała reszta.
-A James? - spytałam i rozejrzałam się dookoła. Wtedy zobaczyłam, że schodzi po schodach. Miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę, a pod nią krył się czerwony, w miarę obcisły t-shirt, który uwydatniał jego cudowne mięśnie. Spodnie miał pod kolor kurtki, a buty pod kolor bluzki. Do tego ten elegancki nieład na głowie i... Śnieżnobiały uśmiech. Dlaczego on jest taki idealny?
-Się wystroił, jak stróż w boże ciało.- palnął Logan, a wszyscy się zaśmiali. Każdy chłopak był świetnie ubrany, ale to była prawda, że Maslow wyglądał najlepiej. Ostatnia wychodziłam ja i James. Zamknęłam drzwi i odetchnęłam ciężko. Przede mną coś ważnego, co muszę mu powiedzieć, ale nie wiem, jak to zrobić... Szliśmy razem, obok siebie tak, jak kiedyś, gdy nie byliśmy ze sobą. Krępująca cisza powodowała, że stresowałam się jeszcze bardziej. Znienacka James objął moją dłoń i ścisnął ją tak, jakby chciał mi przekazać, że mogę na nim polegać. Westchnęłam ciężko i sama złapałam mocniej jego rękę. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Puściłam Maslow'a pod pretekstem kupienia biletu na Diabelski Młyn. Potem razem z przyjaciółmi ruszyliśmy w stronę kolejki do niego. Nim się obejrzeliśmy każdy z nas siadł w swoim przedziale. Ja, szczerze, nie chciałam siedzieć z Jamesem. Bałam się, że mogę stchórzyć i mu nie powiedzieć... Jednak los tak chciał, że niestety nie miałam innego wyjścia. Usiadłam obok niego i skrępowana włożyłam ręce między nogi. Zawiało chłodnym powietrzem, przez co skóra się "nastroszyła" i można było spostrzec tzw. "gęsią skórkę" .
-Chłodno ci? - i nie czekając na moją odpowiedź James zdjął z siebie kurtkę i odział ją mi na plecy. Poczułam te piękne perfumy, które używał, gdy był na koncercie w Polsce. Tyle wspomnień za sobą ciągną, że aż miło jest wspominać. Zaraz potem jego ręka powędrowała przez ramię i znalazła się po drugiej stronie. Jak on to robi, ze jest tak gorący?
-Słuchaj...- zaczął cicho. Spojrzałam na niego i zaraz poczułam nieprzyjemne skręcanie żołądka. Znów ta cisza...
-Wiem, że ty już nie chcesz mieć ze mną nic do czynienia...- kontynuował ciężko. Oparłam głowę o jego ramię, pokazując że może mówić dalej.
-Ale ja jednak chciałbym do ciebie wrócić. - kontynuował. -Nie wiem jednak, czy ty tego chcesz..- Nie mówiąc nic, po prostu go przytuliłam.
-Mam ci coś ważnego do powiedzenia. - westchnęłam i uniosłam się tak, by patrzeć mu w oczy. Te, jak nigdy, błyszczały zielenią i mieniły się diamentami przez zachodzące słońce. Ciężko było mi wyczytać z oczu, jak się teraz czuje... Nigdy takich nie widziałam.
-Bo ja jestem....- chciałam to wydusić z siebie i mieć święty spokój, ale się nie dało.. Kolejka się nagle zatrzymała, a ja zrzucając z siebie kurtkę i rękę Maslow'a. Nie wiem czemu to zrobiłam, po prostu uciekłam. Stanęłam na boku i rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam, że przyjaciele podążają w moim kierunku. Usiadłam na pobliskiej ławeczce i poczekałam na nich. Znów na samym końcu szedł James. Nie był nachalny. Mieliśmy do siebie dystans.
-Klaudia, come on! Chodź!- krzyknęła i chwyciła mnie za ręce przyjaciółka. Wstałam na równe nogi i pod uściskiem przyjaciółki szłam dalej. Lekko zmieszana, próbowałam zerknąć za siebie i sprawdzić, co robi James.. Niestety nigdzie nie mogłam go dostrzec.Zatrzymałam się gwałtownie i powiedziałam przyjaciołom, że idę znaleźć Jamesa i razem ich dogonimy.
Czytaj przy tym : *KLIK*
Szłam w stronę Diabelskiego Młyna. Rozglądałam się za nim, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Szłam dalej... Nagle, nie spodziewanie, znalazłam się poza terenem miasteczka. Czułam, że jednak on gdzieś tutaj jest. Nie myliłam się. Znajdował się na molo. Gdy szłam po deskach, białe balony, które zapalały się, gdy przechodziłam obok nich. Gdy spostrzegłam ciemny cień Jamesa, wtedy reszta, w sznurku ustawiona, zapaliła się i widziałam dokładnie posturę chłopaka. Ręce trzymał w kieszeni, stał w lekkim rozkroku, oczami bacznie mnie obserwując. Co pewną chwilę mrugał, ale nic nie mówił. Ja, sama, skrępowana, trzymałam ręką, drugą i nadgryzałam dolną wargę. Kosmyki włosów zaczęły spadać na moją twarz i zasłaniać jedno oko. Widzę, że Maslow wszystko idealnie ustalił. Wiedział, że tu przyjdę. Wreszcie jednak ruszył... Podszedł, blisko mnie.. Odgarnął kosmyki za ucho i uniósł mój podbródek do góry. Spojrzał mi w oczy, ale nadal nic nie mówił. Z perspektywy kogoś obcego, pomyśleć by się mogło, że jesteśmy jacyś chorzy... Zakochani..
-Możesz tak seksownie nie nadgryzać dolnej wargi? - spytał patrząc na nią. Uśmiechnęłam się i spuściłam głowę w dół. Mogę mu się rzucić na szyję?
-Dusisz mnie!- krzyknął Maslow, a ja uświadomiłam sobie, że to zrobiłam.
-Łooo, sory.- rzuciłam speszona, a potem niespodziewanie oboje się pocałowaliśmy...Zarzuciłam ręce na jego szyję i przyległam do niego jeszcze mocniej. On zaś objął mnie w talii i również przyciągnął mocniej... Obdarowywaliśmy się delikatnymi pocałunkami, a gdy się oderwaliśmy od siebie, był moment, gdy nic nie mówiliśmy, a patrzyliśmy sobie w oczy.
-Wiesz, że ci wybaczę wszystko...Ale nie zapominaj, że to boli i, że to zapamiętam.- mówiłam i znów go cmoknęłam.
-Prawdziwa miłość..- szepnął i przytulił mnie mocno. Wtuliłam się w jego tors i wszelkie obawy odpłynęły.
-Czyli, że jesteśmy razem, tak..?- spytałam, aby się upewnić.
-Kotku, głupie pytanie, oczywiście, że tak.- pocałował mnie znów. Potem usiedliśmy przy samym końcu mola, gdzie leżał koc i gitara. Maslow wziął ją do ręki i usiadł obok mnie. Zaczął śpiewać jakieś miłosne serenady i dla mnie zaśpiewał "Worldwide" .
-Jesteś kochany.. - szepnęłam i oparłam głowę o jego ramię.
-Na karuzeli chciałaś mi coś powiedzieć..- przypomniał, a wtedy wszystkie obawy wróciły...
-Ano tak..- przyznałam, przełykając głośno ślinę. Odgarnęłam włosy za ucho i popatrzyłam mu w oczy...
-James.. Ja jestem w ciąży...
___________________
I e wła la ! :) hahahahahaha udał mi się ten rozdział <3 Serio... I like it *w*
Siedziałam nad nim spooroo czasu, próbując sklepać tak wyrazy, żeby wyszły rozsądne zdania. No, nie udało mi się xD
Rozdział dedykuję znów solenizantce, bo to jej obiecałam dwa rozdziały.. o.o No, skoczyłam na głęboką wodę, ale to nic. :3
No.. Jak Wam się podobał rozdział? :) Mam nadzieję, że... Ujdzie od biedy >.<
Czekam na komy.
xoxo CM